Menu
menu      Strona Główna
menu      tłumacz elektroniczny polsko-rosyjski
menu      Tłumacz polsko hiszpański zdania
menu      tłumacz polsko-niemiecki.pl
menu      tłumacz polsko niemiecki pobierz
menu      Tłumacz polsko angieelski
menu      Tłumacz polsko angieski
menu      tłumacz polsko fiński
menu      tłumacz polsko niemiecki darmowy
menu      tłumacz polsko rumuński
menu      "tłumaczenia-język angielsko-polski
menu      tlanslator języka angielskiego
menu      tlanslator na język angielski
menu      tłuaczenie na język angielski
menu      tlumacz angielski na komórkę
menu      tłumacz angielsko polki
  • przykladowe;cv;onet
  • baza marynarki wojennej w polske
  • datsun 240z
  • przeglad roweru cena
  • www narzutyna lozko pl
  • N15 jakie przewody hamulcowe twarde
  • poncza na szydeku
  • tanie wdki YORKA
  • Szkolenie BHP Katowice
  • Czytasz wypowiedzi wyszukane dla zapytania: tłuamcz polsko angielski





    Temat: Rocznica wyzwolenia Auschwitz i wpadki zachodni...
    Bardzo dziekuje Gazecie za ta bardzo wazna akcje wychwytywania bledow.
    Jednak sprostowania typu nazisci sa NIEWYSTARCZAJACE!!!. Z doswiadczenia wiem,
    ze np.Anglicy , Walijczycy nie mowiac juz o Amerykanach nie wiedza kto to sa ci
    nazisci. Paradoksalinie tajemniczych nazistow kojarza z Polakami, bo tam bylo
    najwiecej obozow.Daily Mail powinien poprawic ten blad na niemieccy nazisci.

    Jeszcze taka uwaga, na BBC mozna ogladac bardzo ciekawy film o historii
    Oswiecimia, a takze np. Treblinki. I mimo to, ze przedstawiani sa tam Niemcy w
    mundurach SS i mowia do siebie po niemiecku w komentarzu nigdy nie pada slowo
    Niemcy ( Germans)tylko caly czas nazisci. Niestety miejsca ich spotkan odbywaja
    sie na terenie Polski, co oczywiscie jest zgodne z prawda historyczna.
    Naturalnie dla kazdego Polaka taka sytucja jest bardzo jasna,wiadomo kto
    budowal i organizowal te obozy dla brytyjczykow niestety nie, oni sa bardzo
    pogubieni i wszystko im sie gmatwa,bo przez ostatnie 60 lat prawie ( przez
    porawnosc polityczna) nigdy nie uzyto slowa Niemcy tylko nazisci w kontekscie
    obozow koncentracyjnych. Bardzo prosze Gazete, aby uzyla swoich wplywow i
    poprosila , aby w tym naprawde doskonalym i rzetelnym dokumencie od czasu do
    czasu zamiast slowa nazisci po prostu padlo slowo Niemcy, szczegolnie , ze
    wielu Polakow pracowalo nad tym filmem. Marzy mi sie tez , aby Gazeta napisala
    do wszystkich gazet angielskich , a szczegolnie brukowcow artykul wyjasniajacy
    kim i jakiej narodowosci byli nazisci. Aby nazizm nie byl laczony z Polska
    tylko z Niemcami. Artykul wyslijcie tez do Ameryki , bo tam podobno jest
    jeszcze gorzej. Chetnie pomoge w tlumaczeniu na angielski.
    Prosze pomyslicie o tym i zycze powodzenia.



    Temat: Sept.11 Arabow na pokladzie...nie bylo!
    Tlumacz potrzebny od zaraz
    Gość portalu: A.D. napisał(a):

    > >>> Rozumiem ze wmawiasz sobie ze nie jestes chory na paranoje. Rozum
    > iem tez
    > ze aby utwierdzic sie w tym , wmawianym sobie przekonaniu, nieustannie
    > doszukujesz sie paranoi u innych. Jezeli to pomaga tobie dla uzyskania
    > przeswiadczenie ze chorym na paranoje nie jestes, to nadal sobie wmawiaj ze
    > nie jestes chory na paranoje. No i jezeli to wmawianie rowniez jest
    > skuteczniejsze bo inni maja paranoje, a ty wmawiasz sobie ze jej nie masz, to
    > sobie wmawiaj... Gdzies zapewnie sie w tym ktos polapie...
    >
    > >>Jezeli studiujac Goebbelsa dochodzisz do wniosku ze Zydzi, ktorzy pisza
    >
    > ksiazki i inne publikacje na tematy zydowskie i syjonistyczne, maja
    > analogiczne poglady ( no, wylacznie nieomal takich cytuje...)to prosze zglos
    > to i staraj sie o rewindykacje imc Goebbelsa, bo to byl, jak z twoich
    konluzji
    > wynika - dobry i uczciwy Zyd!!! Sadze ze to moglby byc jeden z glownych
    > punktow w twoim procesie wmawiania sobie ze nie jestes paranoikiem, bo...inni
    > sa.Prawdopodobnie to tez jest metoda. Paranoiczna, oczywiscie...
    >
    > >>. Mnie nie intersuje i nie interesowalo jaka masz opinie na tematy, kto
    > re ja
    > poruszam. Opinie moje w paranoiczny sposob atakowales nie w kontekscie
    > zamieszczanych przeze mnie cytowanych publikacji, ale w atakowaniu mnie
    > osobiscie, w doskonale ...paranoiczny sposob. Ale to jest tylko twoim,
    > osobistym i paranoicznym problemem, ktory mi...zwisa.
    >
    > >>> Nadal oczekuje kostruktywnej krytyki jakiejkowiek publikacji, ktor
    > a z
    > moim, zazwyczaj drobnym komentarzem, tutaj zamiescilem. Ode mnie, jako od
    > osoby, raczej sie powoli odpierdol, jak juz paranoicznemu tobie to raz
    > wyraznie zaznaczylem. O.K.?

    Hmm, czy ktos zrozumial cos z tego jego pierdolenia? Jesli tak - prosze
    laskawie przetlumaczyc - moze byc na polski, angielski, niemiecki, rosyjski,
    tudziez hiszpanski i francuski, w ostatecznosci jidish. Szczerze dziekuje.





    Temat: Cox a sprawa polska
    Cox a sprawa polska
    List Coxa to obrona interesu właściciela

    Ryszard Kalisz i Bohdan Lewandowski (SLD) kilkakrotnie pytali Michnika o jego
    ocenę różnego rodzaju międzynarodowych krytyk przygotowywanej przez polski
    rząd nowelizacji ustawy o RTV.

    Między innymi Kalisz spytał Michnika o list prezesa Coxa, Dennisa Berry z
    marca 2002 r .( Cox Enterpises z USA, mniejszościowego udziałowca Agory,
    wydawcy "Gazety Wyborczej").

    Komisja przytoczyła fragment listu, w którym Berry pisze do Millera, że
    napisał go "by zaprotestować, sprzeciwić się rozwojowi rozważań rządu
    polskiego, które wpłyną niekorzystnie na Cox Enterprises". Bohdan Lewandowski
    (SLD) zaznaczył, że to tłumaczenie z angielskiego jest robocze.

    W liście stwierdzono m.in., że osiągnięcia Agory i Cox "mogą zostać
    zaprzepaszczone przez polski rząd rozpoczętą ostatnio antagonistyczna
    polityką w stosunku do lokalnych posiadaczy mediów i wydawców. Ta nagła
    złodziejska (lub w innym tłumaczeniu: słabo wykrywalna) zmiana w polityce,
    zainicjowana tak radykalnie i bez odpowiedniego toku, bez tworzenia
    uzasadnionego, bezpiecznego

    portu dla istniejących prywatnych wydawców i nadawców, ostudzi polski
    przyszły dostęp do międzynarodowego kapitału, który napełnia obiecującą
    polską ekonomię. Zwracamy się do pana premiera z prośbą, ażeby pan w jak
    najszybszym czasie przemyślał ten stan rzeczy. Jeśli taka polityka się
    utrzyma, Polska może powrócić do poprzedniej izolacji od międzynarodowego
    handlu, finansów i technologii".

    Czy to normalne,ze udzialowiec Agory szantazuje polski rzad?
    Prosze zwrocic uwage na ostatnie zdanie.

    - Nie mam wrażenia, żeby Polska była potraktowana jako bananowa republika -
    odparł Michnik. "Autor listu po prostu broni swych pieniędzy i mówi, że
    jeżeli rząd będzie forsował złą ustawę, która pozwoli zniszczyć spółkę, w
    której ten pan ma zainwestowane pieniądze, to będzie się to przekładało na
    inne spółki i w konsekwencji może doprowadzić do izolacji - oświadczył. -

    Nie prosze pana, autor listu wyraznie grozi polsce izolacja ,nie znam sie ale
    czy to normalne w stosunkach miedzynarodowych?

    Byłbym zdziwiony, gdyby prezes się nie troszczył o swą firmę. "A do kogo ma
    pisać, jak nie do premiera" - odparł na pytanie Lewandowskiego co do wyboru
    adresata pisma. Według Michnika, "tak samo zareagowałyby polskie firmy, gdyby
    zostały tak potraktowane w innych krajach".

    Michnik: Prokuratura przeciąga

    Czy przypuscmy jakis polski udzialowiec na rynku amerykanskim ma prawo pisac
    do amerykanskiego prezydenta i mu grozic?Wymuszac takie a nie inne posuniecia
    dla obrony swoich interesow?
    To juz przechodzi ludzkie pojecie.



    Temat: Obciach na otwarciu SPAR
    kompletna bzdura
    Gość portalu: ania napisał(a):

    > Znowu nam się pan prezydent popisal! Zeby w 400-tysięcznym mieście nie
    > znalazl porządnego tłumacza! Po prostu pan prezydent ma klase! Coraz lepiej
    > to widac. Tak jak z ta komunikacja do Fordonu.

    co za bzdury !!! ciapiesz ile wlezie - wszystko wina prezydenta ?

    on nie zmieni wszystkiego i wszystkich - zwłaszcza obyczaju
    kumoterstwa w naszym kraju , gdzie nawet "eksperci tv" twierdzą
    że takie kumoterstwo jest w każdym kraju - kompletna propagandowa bzdura
    wyssana z palca . twój przykład wskazuje na zwyczajną patologię
    kumoterstwa na skalę nie spotykaną w innych krajach .

    okoł 10 lat temu po wielu staraniach udało mi się dostać tłumaczenie
    z urzędu w Elblągu . byłem mile zaskoczony i myślałem , że to
    było z powodu moich wielokrotnych starań .

    spotkałem się z grupą Amerykanów . po kilku minutach rozmów jeden
    z nich odezwał się do mnie - nareszcie jakiś tłumacz mówiący po angielsku .
    okazało się , że ta grupa przyjeżdżała już kilkakrotnie do Polski i
    wyjeżdżała z powrotem bez konkretnych wyników rozmów . zapewne
    urząd dostał cynk , że przyjeżdżają z własnym tłumaczem i nikt
    z "urzędowych" tłumaczy nie chciał się podjąć tłumaczenia -
    wtedy w urzędzie znajdowali się głównie SLD .

    nie znaczy to , że w Polsce nie ma dobrych tłumaczy
    i fachowców - znaczy jedynie , że do koryta dostają
    się znajomi a nie kompetentni - od lat widać i słychać jakość
    tych tłumaczeń i ekspertyz pracujących przy korycie , a ty
    dostrzegasz to w tym momencie i zarzucasz to niewinnemu
    człowiekowi - on testował tłumacza , czy ktos mu go polecił ?

    przykład dotyczy raczej kumoterstwa w Polsce a nie kompetencji
    prezydenta w tym zdarzeniu .




    Temat: Jeszcze nowszy Rzygacz
    prywata bronioznawcza
    belissarius napisał:

    > Jako historyka wojskowosci antycznej interesuje mnie
    > wszystko z tamtego okresu. Daj mi jakis namiar, prosze?
    > Popelnilem duza prace na ten temat, ale nikt mi jej w
    > Polsce wydac nie chce. Lepiej sie sprzedaja kiepskie
    > tlumaczenia popularnych albumowych wydawnictw
    > amerykanskich...

    Wiesz, ten nasz artykul jest w materialach z konferencji "Uzbrojenie Germanow i
    ich sasiadow w ostatnich wiekach przed Chrystusem" ktora byla w Naleczowie 3
    lata temu (zasieg taki srodkowoeuropejski, glownie referaty z Niemiec, Polski i
    Skandynawii). Chyba wiekszosc tekstow bedzie po niemiecku (nasz niestety tez).
    Kilka lat wczesniej byla konferencja o podobnym tytule tylko
    mowiaca o pierwszych wiekach naszej ery.
    Najlepiej napisz do mnie na e-mail (moze byc gazetowy) to ci podam wiecej
    informacji. Z tym ze wydaje mi sie ze zakres wspolnych zainteresowan pomiedzy
    tym czym sie zajmuja archeolodzy a historycy wojskowosci starozytnej jest dosc
    niewielki ;c)
    Jezeli chodzi o tlumaczenia prac o wojskowosci starozytnej to w ogole jest tego
    bardzo malo. Fakt ze tlumaczy sie glownie z angielskiego, a mnie by sie marzylo
    zeby ktos wydal w Polsce ksiazki Marcusa Junkelmanna (w koncu je sobie kupie po
    niemiecku, jak uzbieram kase). Mam tez np. ciekawa publikacje po francusku o
    uzbrojeniu Galów. Ale np. pare lat temu wyszla ksiazka Z. Zygulskiego "Bron
    starozytna", napisana w Polsce, niestety kompletnie anachroniczna. Trudno pojac
    prawa rzadzace rynkiem wydawniczym.

    Polecam Ci w kazdym razie strone www.illerup.com/
    o najwazniejszym w ostatnich latach stanowisku archeologicznym (wyszlo z tego
    na razie 8 opaslych tomow po niemiecku i cala masa artykulow - troszke sobie
    mozesz zobaczyc na tej stronie, niestety przewaza jezyk dunski i niemiecki).




    Temat: Obciach na otwarciu SPAR
    przedtem było tak samo
    Gość portalu: I.S. napisał(a):

    > unsatisfied6 - Twój wpis jest pełen sprzeczności. Tłumacz był tragiczny, co
    do
    > tego nie można mieć wątpliwości. Skoro Bydgoszcz jest organizatorem imprezy,
    a
    > Dombrowicz stoi na czele miasta, to nie jest nadużyciem twierdzić, że będzie
    > zbierał nie tylko laury ale również cięgi za to, co w czasie imprezy się
    > wydarzy. Jeśli nawet nie on wybierał tłumacza (w to rzeczywiście wątpię), to
    > powinien wyciągnąć konsekwencje wobec osoby, która to zrobiła. Trudno aby
    > mieszkańcy szukali winnego. Jeśli to było kumoterstwo, to również zadaniem
    > prezydenta i jego pomocników jest zapobiegać takim sytuacjom. Na tym polega
    > odpowiedzialność rządzących, od której chętnie oni umywają ręce a naszym
    > zadaniem jest do tego nie dopuszczać.

    ja nie widzę żadnej sprzeczności - od dawna widać mierne kompetencje
    tłumaczy zatrudnionych w urzędach ( przypuszczam , że po znajomości ) .
    zapewno to samo dzieje się przy zatrudnianiu innych "ekspertów" .

    o tej miernocie ani mru , mru do tej pory - aż nagle wielki szum , bo trafiło
    na prezydenta . nie zamierzam bronić prezydenta , wcale go nie znam , lecz
    dla mnie ewidentnie to nie jego wina . zastanawiłbym się jaka była jakość
    tego tłumaczania przed kadencją Dombrowicza .

    na zjeździe nauczycieli angielskiego w W-wie ( kilka lat temu )może 20% mówiło
    po angielsku , reszta bełkotała nie wiadomo jakim językiem - mnie wysłano , bo
    przypuszczam , że kierownik sekcji anglicystów nie chciała robić z siebie
    pajaca ( ona dostawała gęsiej skórki w obecnosci natiwów - po jakimś
    czasie szkoła zrezygnowała z ich natiwów - nie dziwię się , stanowili
    prawdziwy dyskomfort dla wielu nauczycieli ) .

    podałem jeden przykład dotyczący tłumaczeń z przeszłosci - takich jest
    wiele . Domrowicz zatrudnił , ktoś mu polecił - takie to u nas w Polsce
    rekomendacje i taka jakość ekspertyz .




    Temat: NIK - nikt nie czytał raportu o Uczelniach?
    Gość portalu: mgr napisał(a):

    > _helga napisała:
    >

    Przeczytalam. Kompletnie nie zrozumiales tego co pisze. Ja bym byla sklonna
    nawet powiedziec, ze do owego raportu daloby sie wiecej dopisac, niestety Jak
    sie twoim zdaniem moze czuc czlowiek ktory chce swoja prace wykonywac nalezycie
    i nie ma jak? Wiecej jest takich ludzi na uczelniach niz sie wydaje.
    Frustracja, powiadasz? To wyobraz sobie, ze ja lubie studentow. Nie ma wiekszej
    przyjemnosci jak widok inteligentnej geby ciekawej swiata. W kazdym roczniku
    tacy sa. Tym bardziej jest potem przykro, jak sie patrzy na kolejne marnowane
    talenty. I co ja mam takiemu powiedziec? Ze otrzymuje wiedze sprzed dziesieciu
    lat bo nie ma kasy na tlumaczenia, a na ksiazki go nie stac? I ze moze dac
    sobie spokoj z marzeniami o karierze naukowej w UE bo w najlepszym wypadku
    otrzyma wiedze przestarzala? I tak dalej. Czy ty nie rozumiesz, ze karaniem
    uczelni nic nie zalatwisz?!

    Raport NIKu. hehe. Wiesz dlaczego sie smieje? Bo wszedzie na swiecie (tylko nie
    w Polsce) ludzie sami z siebie wiedza, ze jak sie na edukacje nie placi, to sie
    jej nie ma. No to nalozcie kary na szkoly wyzsze. Co roku uczelnie sa karane,
    bo co roku sie obcina naklady finansowe na kazdym poziomie edukacji. Czy ty nie
    rozumiesz, ze nawet jesli skazesz na kare smierci rektorow wszystkich
    wymienionych w tym raporcie uczelni, to nic nie zmieni? Potrzebne sa ustawy. O
    zniesieniu podatku VAT od ksiazek. O promocji czytelnictwa, zeby zaczac od
    najprostszych rzeczy. A na kogo glosowales do parlamentu, obywatelu? Tych
    wspomnianych przeze mnie wczesniej milosnikow kar smierci czy na Big Brothera?
    To o co ci teraz chodzi? Wsadzisz kogos do pudla i poczujesz sie lepiej?

    A na koniec pozwole sobie wspomniec o Francji. Tam tez duzo sie gada o
    interesie narodowym. Tylko ze za tym gadaniem ida pieniadze i ustawy, z
    ktorych najslynniejszej (o ochronie jezyka) pewnie slyszales. To na czym
    polega polski interes narodowy, he? Na tym, zeby co roku obcinac budzet na
    edukacje i kulture, a rektorow wsadzac do pudla za to, ze sie standartow nie
    trzymaja? Czysty surrealizm. Surrealistyczna polska i surrealistyczna
    swiadomosc narodowa, ktora nie potrzebuje ani szkol, ani dyskursu naukowego w
    jezyku ojczystym. (Tu ci sie przy okazji przyznam, ze w swojej dziedzinie coraz
    wiecej czasu zajmuje mi czytanie i pisanie po angielsku. Kasujmy biblioteki,
    pisma naukowe, system tlumaczen. Za lat pare jezyk polski bedzie uzywany
    wylacznie pod budka z piwem)

    Faktycznie, aborygenom swoj wlasny jezyk, teatry i uczelnie do niczego nie sa
    potrzebne.



    Temat: zastanawiam się
    SLD zadowolona , opozycja oburzona
    unsatisfied6 napisał:

    > ilu eorodeputowanych mówi po angielsku ? zapewne niewielu .
    > ci co mówią na pewno by ujawnili tę umiejętność w ulotkach
    > do wyborców . czy brak nam takich , co mogliby tworzyć w środowisku
    > polityki europejskiej odpowiedni image dla Polski , a może wydaje się
    > eurodeputowanym , że to eorodeputowni z innych krajów nauczą się
    > mówić po polsku .
    >
    > wiadomo , że eurodeputowany nie może się obyć bez pomocy tłumacza ,
    > niezależnie od własnych umiejętności językowych .
    > na ile jednakże efektywność tłumaczeń będzie ograniczona umiejętnościami
    > naszych eurodeputowanych ? ciekawe , jakie wrażenie zrobią na obsłudze
    > hotelowej , bo w przypadku braku kontaktu z eurodeputowanymi , jeżeli
    > ewentualnie nie znają języka , żadnego wrażenia nie zrobią .
    >
    > dr T. kilka razy próbował wynegocjować z Niemcami odpowiednie
    > warunki współpracy . zatrudniał mnie wtedy do nauczania sekretarek .
    > siedziałem na zewnątrz paląc papierosa i przypadkowo natknąłem się
    > na Niemców . nie zrobiłem dobrego wrażenia swoim nałogiem , lecz
    > doszło do rozmowy między nami i... dr Talaśka miał pozytywny wynik
    > swoich negocjacji . - jak pan to zrobił ? - pyta się dr . faktycznie
    > nic nie zrobiłem , po prostu rozmawiałem z nimi po angielsku .
    > czy potraficie wyobrazić sobie Rumuna w Polsce próbującego wynegocjować
    > coś w jego ojczystym języku ? ja nie . oczywiście Anglik próbujący
    > wynegocjować coś po angielsku w naszym kraju , to inna sprawa , ale i oni
    > szybko dochodzą do wniosku , że jakieś tam podstawy polskiego trzeba mieć ,
    > by w tym kraju robić biznes efektywniej .

    pierwsze efekty działalności eurodeputowanych -SLD zadowolona , opozycja
    oburzona




    Temat: gdzie jest najlepsza w Polsce japonistyka?
    Ja kończyłem w Poznaniu, ale dekadę temu, więc pewnie już jest inaczej. Wybrałem
    Poznań, bo chciałem skoncentrować się na języku i rzeczywiście pod tym względem
    była to Twarda Szkoła, bez krzty angielskiego (wyjaśnienia wymazane z
    podręczników), nie mówiąc o polskim Polskich wykładowców nie mieliśmy, raz na
    parę miesięcy przyjeżdżał ktoś z Warszawy i pytał, czy czegoś nie rozumiemy z
    materiału przerabianego przez japońskich wykładowców w tempie "na jutro
    hiragana, na pojutrze katakana"
    Za to historia, kultura, literatura były na drugim planie (też wykładowcy
    przyjezdni), z czego byłem bardzo zadowolony, bo celowałem w tłumaczenia i
    zgadzałem się z założeniem, że jak się nauczysz wystarczająco języka, to potem
    zgłębisz każdy temat w oryginale. Czy wciąż Poznań (w odróżnieniu od Warszawy i
    Krakowa, gdzie równie ważna jest wiedza japonologiczna, a nie tylko
    japonistyczna) stawia na język - trudno powiedzieć. Pamiętam też, że Warszawiacy
    zazdrościli nam ilości pracy - w stolicy wyglądało to tak, że zlecenia tłumaczeń
    przechodziły od ambasady do wykładowców i "ich" studentów, podczas gdy u nas
    japoński wykładowca wołał do telefonu tego, kto akurat był na korytarzu (a było
    nas 10 na roku, konkurencja niewielka jak na całą zachodnią Polskę). Po trzecim
    roku zarabialiśmy dużo powyżej średniej krajowej, choć większość krwnych i
    znajomych twierdziło, że te studia są wyłącznie hobbystyczne i nigdy żadnych
    pieniędzy po nich nie będzie. W Poznaniu można japonistykę połączyć ze znaną
    szkołą tłumaczy, której ukończenie (przynajmniej kiedyś) sporo pomagało.
    A tak poza tym, nie wszystko zależy od japonistyki, większość leży w charakterze
    i zamiłowaniu japonisty. Jedni nadają się do tłuamaczenia, inni odnajdują się w
    badaniu historii czy literatury (albo traktują język jako narzedzie do
    osiągnięcia innych celów, tak jak potrzebowałem go do dalszego studiowania).
    Ludzie z Krakowa (o którym panowała opinia "tam się japońskiego nie nauczysz")
    wygrywali konkursy krasomówcze i mieli najwyższą punktacje podczas egzaminów
    stypendialnych, a mój kolega z roku, historyczny samouk, zastępował na
    warszawskiej japonistyce ś.p. prof. Tubielewicz, której nazwisko każdy
    zainteresowany Japonią zna bardzo dobrze... (może i wciąż zastępuje?). Jeśli
    wiesz, czego chcesz - poradzisz sobie wszędzie.



    Temat: FASZYSTOWSKA ślepota Hiacynta jest
    Oswiadczenie
    Moj jezyk angielski, mimo ze calkiem ostroznie napisalam, nie jest wcale taki
    zly. Ksiazki czytam bez zadnego slownika, mimo ze tak ostroznie o wlasnych
    umiejetnosciach w tej dziedzinie pisze. Klamczuch Buranowy NAPRAWDE ma zerowa
    wiedze na ten temat, ot, dzisiaj kolejne kwiatki w jej kolejnym poscie
    znalazlam, ale juz mi sie nawet nie chce tlumaczyc. Uroczyscie oswiadczam ze
    wyraz "low" istnieje w jezyku angielskim. Kazdy to moze sobie sprawdzic w
    slowniku. Bedziecie mieli nad Klamczuchem Buranowym przewage, bo zdaje sie, ze
    ona sie posluguje jakims badziewiastym translatorkiem online. Oswiadczam tez
    uroczyscie ze nie ma absolutnie nic wspolnego z wyrazem "love". Ponownie
    uroczyscie oswiadczam ze w jakiejkolwiek dyskusji o jezykach wyrazy sie podaje
    w bezokoliczniku, i ze przy uzywaniu w zdaniach te wyrazy w jezyku angielskim
    zmieniaja koncowki.

    Uroczyscie tez oswiadczam, ze po przeczytaniu tego co wczoraj napisalam musze
    co prawda powiedziec, ze moglabym napisac lepiej, gdyby nie to, ze wprost z
    klawiatury walilam. Ot, taki tekscior forumowy, na pewno zadna literatura, ale
    calkiem zrozumialy kawalek o tym ze Klamczuch Buranowy jest klamczuchem.
    Klamczuch Buranowy ma trudnosci ze zrozumieniem, bo te translatorki takie sa,
    ze tlumacza mechanicznie i troche dziwna polszczyzna z nich wychodzi. Po
    dzisiejszych wypowiedziach Klamczucha wnosze, ze ona nie wie nawet co to
    odmiana koncowek, a w moim tekscie znalazly sie wyrazy ktorych w tym
    translatorku moze wcale nie byc, skoro nawet "low" nie bylo i Klamczuch sobie
    pomyslal ze to musi byc o milosci. Prosze uprzejmie nie zwracac uwagi na to co
    Klamczuch Buranowy pisze o jezykach obcych bo PRZYSIEGAM to bzdury.

    W zwiazku z powyzszym, mam pytanie do wszystkich. Cz Klamczuch buranowy ma
    prawo kreowania sie na nauczycielke przedmiotu, w ktorym jego wiedza jest
    zerowa. Przy okazji oswiadczam, ze sie nie nabijam ani z Klamczucha ani z
    nikogo innego za brak zdolnosci jezykowych. Chodzi mi o samo klamstwo ktore
    Klamczuch nawet dzisiaj nie przestal szerzyc na swoj temat, mimo ze mu
    udowodnilam, ze nic nie umie. To po pierwsze.

    Po drugie, chodzi mi o jezyk polski. Ja naprawde podziwiam Polonusow ktorzy
    wyjechali 20 lat temu z Polski i ktorzy dzisiaj pisza po polsku na forum, bez
    wtretow obcojezycznych. Dlaczego Karmin Buranowy bezkarnie kaleczy jezyk za
    pomoca wtretow ktore czasem nawet zle uzywa, bo ich po prostu nie rozumie?

    I pytanie do wszystkich, a szczegolnie do Adolfa Hiacynta. Poprosze o
    rozwiniecie tematu: "Prawica a ustawa o ochronie jezyka narodowego."




    Temat: Czym otruto Amyasa?
    > W książce "Pięć małych świnek" jest napisane, że otruto go cykutą, czyli
    > wyciągiem z szaleju. Błąd. I to raczej nie pisarki (która pracowała w aptece)
    > tylko jakiegoś niedoinformowanego chemicznie i biologicznie tłumacza.
    > Przecież cykuta to właśnie pospolita nazwa szaleju jadowitego!

    Zgadza się, cykuta to faktycznie zwyczajowa nazwa szaleju jadowitego, ale tą
    nazwą określa się również truciznę z soku korzenia szaleju jadowitego. Toć
    Sokrates wypił puchar cykuty (płyn), czyż nie? :)

    > I teraz film "Pięć małych świnek". Tam powiedziano, że Amyasa otruto koniiną.
    > Koniina to silny alkaloid zawarty ZARÓWNO w kłączu szaleju jadowitego
    > (cykuty), jak i szczwołu plamitego (pietrasznik). W filmie powiedzieli, że
    > alkaloid pochodził z szczwołu plamistego. I jaki jest sens zmieniania
    > systematycznej nazwy rośliny, z której pochodzi trucizna, skoro chodzi o ten
    > sam alkaloid?

    Nie sposób się nie zgodzić. Sam nie wiem po co takie zmiany...

    > Albo w "Domu zbrodni". Tam z kolei napisano, że starego Aristidesa otruto
    > EZERYNĄ. I znowu nasuwa się na myśl głupota tłumacza. Przecież coś takiego
    > nie istnieje! Jest ESERYNA, czyli inaczej FIZOSTYGMINA.

    Eseryna = ezeryna. Wydaję mi się, że to po prostu (bardziej) spolszczona
    nazwa. ;)

    > Albo też digitalis. W wielu książkach spotykamy się z tą nazwą. A przecież to
    > jest to łacinie, a nie po polsku! Digitalis to nic innego, jak naparstnica,
    > która zresztą jeszcze w lipcu pięknie kwitła na mojej działce.

    Urok kryminałów ;) Ale napiszę Ci szczerze, że nie pamiętam, aby gdzieś, gdzie
    występuje "digitalis", nie było wyjaśnione, że to naparstnica...

    > A teraz takie moje spostrzeżenie typowo anglistyczne. W wielu, ale to wielu
    > książkach bohaterowie jedzą kolację, którą tłumacz przetłumaczył jako obiad.
    > No bez przesady, ale chyba obiadu nie je się o dziewiętnastej czy
    > dwudziestej! I znowu: obiad - po angielsku dinner, ale niektórzy mówią po
    > prostu: lunch. Natomiast kolacja: supper, ale w wielu przypadkach: dinner. No
    > i kolejna wpadka tłumaczy!

    W Anglii są inne zwyczaje niż w Polsce. Zresztą, jeśli chodzi o porę obiadową
    to prawie w całej Europie Zachodniej. Anglicy jedzą obiad w godz. 18-19. A np.
    we Francji do obiadu zasiada się w godz. 19-20, nie mówiąc już o Półwyspie
    Iberyjskim gdzie obiad serwują między 20 a 21 :)

    Pozdrawiam
    Damian




    Temat: Kacyk z Torunia poucza Watykan
    Kacyk z Torunia poucza Watykan
    Zamieszanie na temat wypowiedzi Ojca Świętego o Unii Europejskiej
    Błąd przypadkowy czy celowy?

    W przemówieniu pożegnalnym Ojca Świętego Jana Pawła II na lotnisku w Balicach
    zawarte były następujące słowa: "Niech zapanuje duch miłosierdzia, bratniej
    solidarności, zgody i współpracy oraz autentycznej troski o dobro naszej
    Ojczyzny. Mam nadzieję, że pielęgnując te wartości, społeczeństwo polskie -
    które od wieków przynależy do Europy - znajdzie właściwe sobie miejsce w
    strukturach Wspólnoty Europejskiej i nie tylko nie zatraci własnej
    tożsamości, ale ubogaci swą tradycją ten kontynent i cały świat".
    Tymczasem przygotowane przez Katolicką Agencję Informacyjną oficjalne
    tłumaczenie, przekazane akredytowanym dziennikarzom zagranicznym, cytowało
    Papieża, który miał powiedzieć o "miejscu w strukturach Unii Europejskiej".

    Nic dziwnego, że wielu było zaskoczonych jednostronnym rozumieniem
    pożegnalnego przemówienia przez zagraniczne media. Już następnego dnia
    m.in. "The Times" zwrócił uwagę, że Jan Paweł II wyraził nadzieję, iż Polska
    zajmie właściwe miejsce w rozszerzonych strukturach Unii Europejskiej.
    "Nie pozostawiając miejsca na żadne wątpliwości, w ostatnim przemówieniu na
    lotnisku papież pokazał, że nie ma tu dwuznaczności i że jest za wstąpieniem
    Polski do Unii Europejskiej" - napisał francuski dziennik "Le Figaro".
    Podobnie napisało wiele innych gazet zachodnich, choć Ojciec Święty nic
    takiego nie powiedział.
    Błąd, którego źródło jest prawdopodobnie polskie, zważywszy, że zmiany
    dokonywała odpowiedzialna za tłumaczenia dla prasy Katolicka Agencja
    Informacyjna (KAI), jest oczywisty. A sprawa jest o tyle istotna, że dokładne
    słowa o Unii Europejskiej, wypowiedziane przez niekwestionowany autorytet -
    Ojca Świętego, prounijni działacze chcieli wykorzystać do swej propagandy za
    wstąpieniem do UE.
    Obecnie w zamieszczonej na internetowych stronach KAI angielskiej wersji
    papieskiego przemówienia w ogóle "wycięty" został fragment ze słowami
    o "Wspólnocie Europejskiej", tak jakby Ojciec Święty ich nie wypowiedział,
    choć je wypowiedział. Fragment ten, zachowujący powyższy przekład
    (ang. "European community"), znajduje się natomiast w angielskiej wersji
    przemówienia papieskiego na stronach watykańskich (www.vatican.va).
    Zdumiewające są wypowiedzi entuzjastów Unii Europejskiej podkreślające fakt,
    że "słowa Ojca Świętego dotyczące UE były jednoznaczne", zwłaszcza że podczas
    całej pielgrzymki do Ojczyzny Ojciec Święty ani razu nie użył zwrotu "Unia
    Europejska".
    Sebastian Karczewski




    Temat: Antypolskie oblicze Czesława Miłosza
    Antypolskie oblicze Czesława Miłosza
    Ponieważ wiele osób ciągle powołuje się na artykuł profesora Majdy, powtórzę
    to co napisałem wczoraj:

    Naukowego pracownika powinna cechować podstawowa rzetelność w cytowaniu, w
    podawaniu faktów,w wydawaniu osądów.

    Czesław Miłosz zrobił więcej dla dobrego imienia literatury polskiej na
    Zachodzie niż bodajże jakikolwiek inny pisarz czy profesor tam przebywający.
    Profesor Majda cytuje wypowiedzi Miłosza wyrwane z kontekstu, pomija ważne
    pozycje jego dorobku, ocenia gołosłownie, a przy tym nie rozumie problematyki
    z jaką Miłosz starał się przez całe swoje twórcze życie uporać w sposób
    intelektualnie uczciwy i głęboki. Czyżby profesor Majda nie wiedział o
    zredagowanej przez Miłosza antologii Postwar Polish Poetry (1965),
    zawierającej jego przekłady wybitnych poetów polskich; o jego współudziale w
    tłumaczeniu wierszy Zbigniewa Herberta na angielski (tom przekładów Herberta
    ukazał się w w 1968 r. w serii poetyckiej wydawnictwa Penguin Books), o
    przekładach poezji Akesandra Wata i Anny Świrszczyńskiej; o wykształceniu
    przez Miłosza grupy amerykańskich polonistów (Lourie, Iribarne, Valee...),
    którzy kontynuowali jego pracę krytyczną i przekładową; o książce Miłosza
    (będącej tekstem wykładów na Uniwersytecie Harvarda) Świadectwo poezji,
    której angielskie wydanie przyczynło się do ugruntowania wysokiej rangi
    poezji polskiej w Stanach Zjednoczonych. Wymieniam te pozycje jedynie
    przykładowo, a mógłbym dodać wiele innych faktów świadczących o tym, jak
    wielką rolę odegrał Miłosz w rozsławieniu imienia polskiego na Zachodzie (w
    czym sekundował mu w Anglii Adam Czerniawski). W końcu jego własna, bogata,
    znakomita i fascynująca twórczość, miała pod tym względem również ogromne
    znaczenie.

    Gdybym mieszkał w Polsce, wystąpiłbym do Senatu U.J. z wnioskiem o
    sprawdzenie naukowej rzetelności profesora Majdy.Mieliśmy zbyt dużo
    przykładów fałszowania historii literatury polskiej (i nie tylko literatury)
    w okresie PRL, by tolerować podobne procedery, wszystko jedno jaką
    legitymujące się ideologią, w Polsce niepodległej.



    Temat: Rydzyk Poucza Watykan
    Rydzyk Poucza Watykan
    Zamieszanie na temat wypowiedzi Ojca Świętego o Unii Europejskiej
    Błąd przypadkowy czy celowy?

    W przemówieniu pożegnalnym Ojca Świętego Jana Pawła II na lotnisku w Balicach
    zawarte były następujące słowa: "Niech zapanuje duch miłosierdzia, bratniej
    solidarności, zgody i współpracy oraz autentycznej troski o dobro naszej
    Ojczyzny. Mam nadzieję, że pielęgnując te wartości, społeczeństwo polskie -
    które od wieków przynależy do Europy - znajdzie właściwe sobie miejsce w
    strukturach Wspólnoty Europejskiej i nie tylko nie zatraci własnej
    tożsamości, ale ubogaci swą tradycją ten kontynent i cały świat".
    Tymczasem przygotowane przez Katolicką Agencję Informacyjną oficjalne
    tłumaczenie, przekazane akredytowanym dziennikarzom zagranicznym, cytowało
    Papieża, który miał powiedzieć o "miejscu w strukturach Unii Europejskiej".

    Nic dziwnego, że wielu było zaskoczonych jednostronnym rozumieniem
    pożegnalnego przemówienia przez zagraniczne media. Już następnego dnia
    m.in. "The Times" zwrócił uwagę, że Jan Paweł II wyraził nadzieję, iż Polska
    zajmie właściwe miejsce w rozszerzonych strukturach Unii Europejskiej.
    "Nie pozostawiając miejsca na żadne wątpliwości, w ostatnim przemówieniu na
    lotnisku papież pokazał, że nie ma tu dwuznaczności i że jest za wstąpieniem
    Polski do Unii Europejskiej" - napisał francuski dziennik "Le Figaro".
    Podobnie napisało wiele innych gazet zachodnich, choć Ojciec Święty nic
    takiego nie powiedział.
    Błąd, którego źródło jest prawdopodobnie polskie, zważywszy, że zmiany
    dokonywała odpowiedzialna za tłumaczenia dla prasy Katolicka Agencja
    Informacyjna (KAI), jest oczywisty. A sprawa jest o tyle istotna, że dokładne
    słowa o Unii Europejskiej, wypowiedziane przez niekwestionowany autorytet -
    Ojca Świętego, prounijni działacze chcieli wykorzystać do swej propagandy za
    wstąpieniem do UE.
    Obecnie w zamieszczonej na internetowych stronach KAI angielskiej wersji
    papieskiego przemówienia w ogóle "wycięty" został fragment ze słowami
    o "Wspólnocie Europejskiej", tak jakby Ojciec Święty ich nie wypowiedział,
    choć je wypowiedział. Fragment ten, zachowujący powyższy przekład
    (ang. "European community"), znajduje się natomiast w angielskiej wersji
    przemówienia papieskiego na stronach watykańskich (www.vatican.va).
    Zdumiewające są wypowiedzi entuzjastów Unii Europejskiej podkreślające fakt,
    że "słowa Ojca Świętego dotyczące UE były jednoznaczne", zwłaszcza że podczas
    całej pielgrzymki do Ojczyzny Ojciec Święty ani razu nie użył zwrotu "Unia
    Europejska".
    Sebastian Karczewski




    Temat: pora na Wegry?
    pielegnujac spiskowe teorie...
    Gość portalu: Janusz napisał(a):

    > Poczekajmy zatem na dalsze
    > informacje o tym Noblu z Węgier płynące a moze i z NY.

    ameryki nie odkryje gdy powiem
    ze spodziewam sie dalszych glosow
    spoznionego entuzjazmu

    choc...
    gw pisze ze branzowe amerykanskie pismo
    'publishers weekly' uznalo 'los utracony'
    za jedna z najlepszych ksiazek wydanych w usa....
    ....w 1992r

    > "jeszcze jedno
    > Kertesz jest rozgoryczony faktem
    > ze jego ksiazki bardziej niz na Wegrzech
    > cenione sa w Niemczech"
    >
    > Interesujace są powody tego znikomego zainteresowania Wegrów.

    gw opisuje perypetie i problemy z wydaniem
    nikt na Wegrzech nie mial checi go drukowac

    tym bardziej ze 'los utracony'
    przeszedl po prostu bez echa

    p Piekarska tlumacz Kertesza na polski
    mowi o podobnym zjawisku w Polsce:
    "probowalam zainteresowac Kerteszem polskich wydawcow ale powiedziano mi ze
    ksiazka o tematyce zydowskiej nokogo nie interesuje'

    dopiero trzy lata temu wydawnictwo wab
    zaproponowalo jej wydanie ksiazki

    tu miejsce na kolejna ciekawostke

    googlujac dlugo po sieci
    w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji
    o Kerteszu i jego arcydziele swiatowej literatury
    natrafilem przy hasle 'los utracony' na sucha informacje

    raport fundacji batorego
    o przyznaniu dotacji na wydanie ksiazki....
    zgadles!

    > Odpowiedzi na pytanie "dlaczego" łatwiej by udzielić po przeczytaniu książek
    > Kertesza. Znikomy
    > nakład Kertesza w Polsce rozszedł sie błyskawicznie po ogłoszeniu werdyktu.
    > Zdaje sie, ze nawet nie była to książka laureatka.

    raczej 'los utracony'
    pani Stasinska z wab dopiero zapowiada wydanie
    kolejnych ksiazek Kertesza

    ale glowy nie dam
    do wyborczej mam mocno ograniczone zaufanie

    i jeszcze jedno
    rzeczona wyborcza informuje ze z 11 ksiazek Kertesza
    po francusku wydano cztery
    po angielsku dwie
    po niemiecku conajmniej jedna
    a piec po...
    ...szwedzku

    moja teoria spiskowa
    ma sie coraz lepiej

    az sie boje spytac o w sumie prosta informacje

    czy szwedzkie wydania Kertesza
    to samoistne decyzje tamtejszych wydawcow
    czy tez pomocne w decyzji o wydaniu
    mogly okazac sie jakies dotacje

    nie wiem
    jakby co wycofam to parszywe podejrzenie

    moze ktos wie?
    moze p Jansson?

    pzdr
    nurni



    Temat: Jak policja węgierska reaguje na kradzież auta
    Jak policja węgierska reaguje na kradzież auta
    Zdarzyła mis się taka przygoda dwa tygodnie temu, w samym środku Budapesztu,
    pod wzgórzem Budy przy wejściu do labiryntu z wystawą o wierzeniach
    Madziarów z czasów zanim przyjęli chrześcijaństwo.

    Zaparkowałem samochód, opłaciłem w parkomacie i poszedłem spojrzeć na miasto
    ze wzgórza zamkowego. Wróciłem po 20 minutach, po samochodzie ani śladu.

    Taksówka podrzuciła mnie na najbliższy posterunek policji.
    Do policjantki dyżurnej odezwałem się po angielsku, nic nie zrozumiała, potem
    po niemiecku, też nic.
    Na szczęście usłyszał mnie jakiś oficer, który trochę rozumiał po angielsku,
    na tyle, aby mu wyjasnić, że jestem z Polski i skradziono mi auto. Dał znak
    ręką, że mam czekać na korytarzu.
    Za chwilę inny oficer zawołał mnie i wręczył słuchawkę. Z drugiej strony
    odezwała się Polka. Dzięki niej mogłem wyjaśnić oficerowi dyżurnemu, co się
    stało, podać markę i numery samochodu. Myślałem, że natychmiast zawiadomią
    patrole na mieście, ale nic z tych rzeczy. Uprzejma Polka wyjaśniła mi, że
    trzeba spisać protokół, ale ona nie może przyjść na policję, że muszą
    poszukać innego tłumacza. Zdążyłem jej powiedzieć, że może być z niemieckiego
    albo angielskiego.
    Za chwilę ponownie zawołali mnie do telefonu - po drugiej stronie była
    tłumaczka z niemieckiego. Ponownie wyjasniłem jej co się stało. Przyszła za
    około 20 minut i rozpoczęło sie spisywanie protokołu. Conajmniej godzinę.
    Kiedy poprosiłem zdenerwowany oficera o szklankę wody, pokazał mi na toaletę
    i powiedział łamanym niemieckim, że tam jest woda.
    Po spisaniu protokołu, zapytałem tłumaczki, kiedy dadzą informację patrolom
    na mieście. Oburzona odpowiedziała, abym ich nie pouczał, co mają robić, że
    oni znają swoje procedury, że najpierw trzeba było spisać protokół. A
    ponadto, jeśli do 5 minut nie złapią złodziei, to nie ma juz czego szukać, bo
    auto jest już gdzieś schowane i rozbierane na części.

    Wróciłem do hotelu przybity.
    TDo domu trzeba było wracać pociągiem. Ale aby kupic bilet, musiałem wymienić
    Euro na forinty.
    Kiedy poprzedniego dnia chodziłem po centrum miasta, kantory oferowały około
    252 forinty za Euro. W hotelu w recepckji dawali 230 forintów. Pomyślałem
    więc, że zmienię na dworcu Keleti. Ale ... tutaj kolejna gorzkla piguła,
    wszystkie kantory na Keleti dawały za 1 Euro 202 forinty.
    Kiedy ma się dop odjazdu 20 minut, to się juz nie ma wyboru.

    No cóż, bratankowie nie zawsze nas po bratersku traktują.

    Jerzy




    Temat: dom wariatów czy szkoła ?
    qczi napisała:

    > misiu11 napisał:
    >
    > > W jakims poscie czytalem, ze studiowales matematyke.To jak to jest?Jestes
    > > typowym przykladem humanisty jezyk, matma, brawo!A moze male czry mary?
    > Wyjasnij
    > >
    > > to bo nie chce oskarzac CIEBIE O JAKIES KLAMSTEWKO!
    >
    >
    > o dziza, z ciebie jest jeszcze gorszy palant,niz myslalam na poczatku
    > Prosze odezwal sie mecenas qczi
    > mozeci wyjasnie kilka rzeczy
    > u6 mieszkal w usa 7lat /i studiowal tam mateme/
    > to wystaczy, zeby naprawde biegle mowic po ang
    > powiem ci, ze nawet 3 miechy do tego wystarcza
    > Mowic to nie znaczy miec uprawnienia do nauczania j. angielskiego w szkole
    sredniej to stanowczo za mało.Widze ze zabierasz głos nie mając zielonego
    pojęcia!
    > moze to dla ciebie matolku
    O widac pełna klase dyskutanta!!!
    nie do ogarniecia, ale sa ludzie, ktorzy koncza
    > kilka kierunkow studiow
    zgadza sie, ale z reguły robią tak zwane fakultety, a nie robia calych studiow
    od poczatku, a wiesz dlaczego, podejrzewam ze nie!!!!
    > mnie np uczy kolo, ktory ma doktorat z maty, fizy i...muzyki

    Tak znalem kiedys panie ktore mnie uczyly wszystkiego w podstawowce, ale
    wylacznie bylo to mozliwe tylko na tym poziomie!!!Polaczenie dwoch dyscyplin
    matematyki i fizyki to znakomita symbioza.W srodowisku naukowcow jasno i
    wyraznie precyzuje sie ze matematyka to krolowa nauk, a dla fizyka matematyka
    to podstawa.Doktoraty z obu dyscyplin tez mozliwe tylko ze z reguly doktorat
    robi sie w jednej dyscyplinie i do tego bardzo zawezonym temacie.Ale Ty nie
    majac zielonego pojecia mozesz mowic o takich absurdach jak trzy doktoraty i do
    tego jeszcze z muzyki.Mieszkasz w Polsce?W stanach doktorat ma inny wymiar niz
    u nas!

    > moze z czegos tam jeshcze
    >
    > mozna rownoczesnie uczyc angola, maty, muzy, informy itp itd
    > ale to jest,jak widze, zbyt skomplikowane dla ciebie.
    zeby uczyc na odpowiednim poziomie w szkole sredniej to nie mozna tak
    rozdrabniac sie.Owszem mozna prowadzic matme, fizyke gdzie jezykiem wykladowym
    jest angielski, niemiecki i nie trzeba miec uprawnien do nauczania jak
    filolog.Jest to tak logiczne i proste w srodowisku oswiatowym, ze tego nawet
    nie tlumaczy sie.
    I taka mala dygresja.Jezeli chcesz dyskutowac to prosze o dyskusje
    merytoryczna, a nie na zasadzie piowiedziala jedna pani drugiej pani na
    targowisku.Wybacz, ale nie majac zielonego pojecia o prawie oswiatowym, o
    pewnych przepisach zabierasz glos.Daj sobie spokoj i ucz sie ucz sztuki dialogu
    a nie opluwania!



    Temat: Normalny biznes lub wspl. Francja
    Normalny biznes lub wspl. Francja
    w zwiazku z tym ze z powodów osobistych wybieram sie na dluzej do Fr,
    chciałbym poczytac porady z dystansu gdzie jeszcze poza znanymi mi
    okolicznosciami mozna znalezc kontakt z uczciwym pracodaca ktory placi pensje
    w wysokosci adekwatnej do wyksztalcenia ( Bac+5, dess,języki udokumetowane, w
    tym ukarainski)i zalatiwa formalnosci, moge byc takze tym kim jestem do tej
    pory czyli prestateur na zasadzie mojej dzialnosci w Pl, od ktorej place zus
    i podatki, np. na zasadzie reprezentacji mam pewne pomysly ale sie nieco
    doluje bo w ostatnim czaasie trafilem na nieco nie powaznych ludzi i to za
    posrednictwem powaznych instytucji i firm, jest proporcja w jakiej mozna
    dokladac do biznesu, ale robic za friko przez ponad 1 miesiac?
    jestem zainteresowany praca glownie w turystyce biznesowej lub krajoznawczej
    miedzy polska a francja, jedna z forumowiczeka nazekala ze zwiedzila fr z
    kanapkami z serem, jak ja ostatnio zaproponowalem wspolprace biuru to nie
    zaakceptowali mojej propozycji bo byla za droga jako pilota - przewodnika,
    wychodzilo po ok. 4 euro od glowy w standardowym autokarze z vat, od
    znaajomych dowiedzialem sie ze to renomowane biuro na kierunek francuski
    zatrudnia jakiegos faceta ktory z powodu slabej francuszczyzny posluguje sie
    angielskim, nie wymieniam ktore biuro, ale jest takie . MOge zajmowac sie
    roznego rodzaju promocja ale nie mylic z akwizycja itp, rowniez w gre wchodza
    tlumaczenia i reklama dla biznesu. Problem, gdzie znalezc normalnych
    Francuzow?
    Bliska mi osoba , przywiozla takie wspomnienia ze totalni kretyni pracuja
    albo sie obijaja za kupe kasy, ludzi co ledwo jakas maturke zrobili maja
    straszna kase, ktos sie wypowiadal ze nie trzeba tam byc inzynierem zeby
    wygodnie zyc.....
    A wiec reasumujac, wypowiedzcie sie gdzie nalezaloby jeszcze szukac pracy (
    normalnej) lub wspolpracy na zasadzie firma firmie w turystyce, tlumaczeniach
    lub obsludze biznesu, ewentualnie obsługa francuzow w polsce lub polakow we
    francji, ale na odpowiednim poziomi. Wiadomo wszystko co dobre ma swoja
    cene.Pozdrawiam, i pisze ze chcialbym wyjechac z powodow osobistych a nie
    materialnych. Chce jednak zachowac pewien standard




    Temat: pradwa o nasyzm kraju
    pradwa o nasyzm kraju
    Najprawdziwsza prawda o naszym kraju:
    Tlumaczenie z francuskiego pisma 'Rohtas'.

    "Polska Oto znajdujemy sie w Swiecie absurdu.
    Kraj, w ktorym co piaty mieszkaniec stracil zycie w czasie drugiej wojny
    swiatowej,
    ktorego 1/5 narodu zyje poza granicami kraju i w ktorym co 3 mieszkaniec ma
    20lat.
    Kraj brutalnie oderwany od wiekowych tradycji, ktory odbudowal swoja
    stolice wg obrazow Canaletta, a stare miasto odtworzyl jako nowe.
    Kraj, ktory ma dwa razy wiecej studentow niz Francja, a inzynier
    zarabia tu mniej niz przecietny robotnik.
    Kraj, gdzie czlowiek wydaje dwa razy wiecej niz zarabia, gdzie przecietna pensja
    nie przekracza ceny ( ! ) trzech par dobrych butow,
    gdzie jednoczesnie nie ma biedy a obcy kapital sie pcha drzwiami i oknami.
    Kraj, w ktorym koncesjami rzadza monopolisci:
    Kraj, ze stolica,w ktorej centrum stoja nowoczesne biurowce,
    oferujace pomieszczenia po 10-35 USD za metr.
    Kraj, w ktorym cena samochodu rowna sie trzyletnim
    zarobkom, a mimo to trudno znalesc miejsce na parkingu.
    Panstwo, w ktorym mozna sobie kupic chodniki, postawic parkomaty i placic
    panstwu tylko 10%
    podatku od zysku.
    Kraj, w ktorym rzadza byli socjalisci, w ktorym swieta
    koscielne sa dniami wolnymi od pracy (!!!), Gdzie otrzymanie paszportu do
    niedawna stanowilo problem, a mimo tego ponad 3,5 mln obywateli
    rocznie wyjezdza na wczasy za granice.
    Jedyny kraj bylego bloku socjalistycznego, w ktorym
    obywatelowi wolno posiadac dolary, choc nie wolno mu ich kupic ani
    sprzedac poza bankami i kantorami. Cudzoziemiec musi zrezygnowac tu z
    jakiejkolwiek logiki, jesli nie chce stracic gruntu pod nogami.
    Dziwny kraj, w ktorym z kelnerem mozna porozmawiac po angielsku, z kucharzem po
    francusku, a ministrem lub jakimkolwiek urzednikiem, panstwowym tylko za
    posrednictwem tlumacza.

    Polacy! Jak wy to robicie?"



    Temat: Cytat z The Journal of Holocaust Education 98
    ganndi napisał(a):

    > Ten facet tzn. Paulsson wlasnie wydaje ksiazke po angielsku w Ameryce na ten
    > temat. Jego wnioski zawarte w ksiazce sa jeszcze bardziej optymistyczne od
    > twoich. pisze tam, ze w Warszawie byla wieksza szansa przezycia dla Zyda niz
    w
    > Amsterdamie. Tlumaczy to pomoca. Umieszcza to wszystko w odpowiedznim
    > kontekscie wyjasniajac, ze w Amsterdamie nie bylo terroru na taka skale jak w
    > Warszawie, nie bylo takich rewizji w domach, nie bylo kary smierci za
    > przechowywanie Zyda itp.

    Słowo „optymistyczne” (wnioski) nie powinno mieć – wg mnie - zastosowania w
    odniesieniu do historii zagłady. Twierdzenie p. Paulssona, iż większą szansę
    przeżycia mieli Żydzi w okupowanej Warszawie, niż w Amsterdamie jest co
    najmniej dziwna. Jeśli bowiem przyjąć, że w Warszawie ukrywało się 10 do 20
    tys. Żydów (wg różnych źródeł) w czasie, gdy w getcie warszawskim stłoczono
    ponad 400 tys. Żydów, których niemal wszystkich zagłodzono lub wymordowano, to
    tych którym zagładę udało się uniknąć, było mniej niż 5 %. W Amsterdamie
    natomiast – jeśli polegać na liczbach podanych przez owego Paulssona –
    uratowało się 50 % jego żydowskich mieszkańców. Wg Marrusa z pośród 140 tys.
    zamieszkałych w Holandii Żydów zagłady uniknęło „aż” 20 %. W Polsce, z pośród
    ponad 3 mln polskich Żydów zagładę przeżyło jedynie 100 do 200 tys., a więc ok.
    5 %. Przy tym kolaborująca z Niemcami Holandia, a zwłaszcza służalczy urzędnicy
    lokalnej administracji pod rządami holenderskiego nazisty Antona Musserta,
    stali się małymi trybikami w hitlerowskiej machinie zagłady.
    Warto tu jeszcze dodać, że Duńczycy w czasie okupacji przeszmuglowali do
    Szwecji większość ze wszystkich 8000 Duńczyków żydowskiej narodowości.




    Temat: Co o Polakach piszą Francuzi?!
    Co o Polakach piszą Francuzi?!
    TŁUMACZENIE Z FRANCUSKIEGO PISMA 'ROHTAS'.

    "Polska Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty
    mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5
    narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20 lat.
    Kraj brutalnie oderwany od wiekowych tradycji, który odbudował swoja stolice
    wg obrazów Canaletta, a stare miasto odtworzył jako nowe.
    Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu
    mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy
    więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny!). Trzech par
    dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy a obcy kapitał
    się pcha drzwiami i oknami. Kraj, w którym koncesjami rządzi monopoliści:
    Kraj, ze stolica, w której centrum stoją nowoczesne biurowce, oferujące
    pomieszczenia po10-35 USD za metr. Kraj, w którym cena samochodu równa się
    trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Państwo, w
    którym można sobie kupić chodniki, postawić parkomaty i płacić państwu tylko
    10% podatku od zysku. Kraj,
    w którym rządzi byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi
    od pracy(!!!), Gdzie otrzymanie paszportu do niedawna stanowiło
    problem, a mimo tego ponad 3,5 mln obywateli rocznie wyjeżdża na wczasy za
    granice. Jedyny kraj byłego bloku socjalistycznego, w którym
    obywatelowi wolno posiadać dolary, choć nie wolno mu ich kupić ani sprzedać
    poza bankami i kantorami. Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z
    jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami.
    Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem
    po francusku, a z ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwo rozmawia
    tylko za pośrednictwem tłumacza.

    Polacy! Jak wy to robicie?"




    Temat: bardzo prawdziwe stwierdzenie....
    Znam jedno i drugie. Mam dom na wsi 30km od Warszawy, która poza odległością
    nie różni się mentalnością od podlaskiego interioru. Włącznie ze sławojkami
    (mimo łazienek w domach) i szambami wylewanymi dla oszczędności na pola.
    Śmieciami wywalanym do lasu i pijakami nocującymi po rowach, albo rozjeżdżanymi
    przez auta, bo i tak bywa. Rodzinami nie puszczającymi samodzielnie swoich 15
    letnich dzieci do W-wy, bo coś złego się stanie.
    Mieszkam również Warszawie, gdzie jest szambo wylewające się na podwórko i
    smród na okolicę, bo właścicielowi nie chce się go naprawić.
    I mam doświadczenia z ostrołęckiej wsi, gdzie miało być taniej, a gdzie miałem
    interes, w którym "pracownicy" tylko pili i kradli z zakładu wszystko co się
    dało, po to żeby kupić kolejną butelkę bełta. Wyszło drożej.
    Nic nowego nie piszesz, oprócz tego, że ja w swojej optyce nie bardzo akceptuję
    tłumaczenia – "bo tam gdzieś oni mają podobnie jak my". Równać do lepszego,
    perspektywy i szanse każdy ma w ręku.

    Przynajmniej raz w roku robię objazd Polski od Szczecina do Ustrzyk i Augustowa
    do Zgorzelca. Mam skalę i wiem, jak ludzie mogą żyć, jeśli mają świadomość.
    Godnie – dla siebie. Naprawienie płotu i uprzątnięcie gnoju z podwórka,
    załatanie dachu i wyczyszczenie obes.anej krowy nie jest problemem. Wyłącznie
    kwestia świadomości. Potem chcenia. Jaka jest bezwola w naszym
    społeczeństwie "nieobywatelskim" – vide frekwencja w każdych wyborach do
    samorządów a ostatnio do PE. Pokutuje "homo-sovieticus". Leppera popularność
    miedzy innymi tym spowodowana, że obiecał podnieść zasiłki do 1000 zł.

    Kilka lat temu premier Łotwy zaapelował do rodaków " wstawcie sobie zęby,
    naprawcie płoty i uczcie się angielskiego". Kosztowało go to co prawda utratę
    stanowiska, ale wytyczony trend zaowocował. Choćby stopniem "uinternetowienia"
    Łotwy, rozwojem gospodarczym, świadomością. Postsowiecka republika. Taki wzór
    lepszy do naśladowania.

    P.S.

    Ta pani G. pohukujaca niżej ma tę przywarę, że lubi sie wtrącać do rozmowy.
    Na ogół bez ładu i składu, więc trzeba sie odganiać od niej jak od muchy.
    Pobrzęczy, pobrzęczy i poleci złożyć jajeczka dalej. Oczywiście, można użyć
    łapki. Tylko na to czeka.




    Temat: jak do Japonii? proszę o radę...
    ippo napisał:

    > Witam raz jeszcze... wiedzę, że nie za bardzo jesteście mi w stanie pomóc.
    > Myślałem, że posypią się różne uwagi i rady, sugestie, itp. No trudno,poczekam
    > jeszcze, może ktoś się odezwie.... pozdro
    Hmm, co rozumiesz pod słowem "pomóc"? Napisałem co myślę, jeśli czujesz się na
    siłach by pojechać sama, to dlaczego nie spróbować? Kup sobie dobry(!)
    przewodnik najświeższe wydanie(!!!). Jeśli będziesz się trzymała miejscowości
    wymienionych w tym przewodniku (tzn. miejscowości gdzie bywają cudzoziemcy, to
    nie sądze byś nie mogła się w ten czy inny sposób porozumieć). IMHO wyjazd na
    cały wyjazd do Japonii z biura podróży, jest niezbyt opłacalny, ale także nie
    jest zbyt dobry. Jak jesteś z grupą to nie masz impulsu by kontaktować się z
    Japończykami (bo wszystko załatwia przewodnik/tłumacz), a rozmawianie na migi i
    przy pomocy kulawego angielskiego bywa całkiem fajne. Z grupą robisz to co robi
    grupa, zatrzymujesz się w hotelach (pewnie biznesowych (?) ). A za podobną
    (taka jak cena pokoju w hotelu) cenę możesz sie zatrzymać w schronisku
    młodzieżowym przypominającym ryoukan (tatami na podłodze, ogródek, itp. jak
    jedno schronisko w Sendai) i nawiązać kontakty z Japończykami.
    Ale to wszystko zależy od podejścia, jeśli chcesz oglądnąć zabytki (i inne
    popularne rzeczy) Japonii to wyjazd z biurem podróży jest dla Ciebie. Jeśli
    chcesz zobaczyć (poczuć) Japonię (i masz trochę odwagi), to wyjazd na własną
    rękę to jest to.

    PS. Jak już napisałem Japonia jest cywilizowana, dużo bezpieczniejsza od Polski
    i nie słyszałem by tam kogoś wilki zjadły jak nie znał Japońskiego ( )) )
    PS2. Jest jakaś promocja w KLM/Air France , bilet do Tokio (wylot do 18
    czerwca) kosztuje 1850 zl (oczywiście bez opłat lotniskowych itp.), więc tanio.
    PS3. Nie spotkałem się ze stacją kolejową JR (i kilku prywatnych przewoźników),
    na której nazwa miejscowości nie była by napisana alfabetem... (co oczywiście
    nie świadczy że takich stacji nie ma, ale nie sądze by był to duży procent...
    Czy ktoś się z tym spotkał?




    Temat: PRELEKCJA - ZYDOWSKIE PANSTWO CHAZAROW
    PANIE EUROMIRZE - DZIĘKUJĘ
    bardzo za podane informacje i linki. Szkoda tylko, że
    większość materiałów jest w j. szwedzkim, a nie
    chciałbym narażać Pana na czasochłonne tłumaczenia, choć
    nie ukrywam, że nadal na nie liczę. Gdyby udało się Panu
    natknąć na linki we francuskim czy angielskim – będę
    zobowiązany za ich podanie. Rosyjskie też mogą być – mam
    duży sentyment do tego języka choćby ze względu na jego
    piękną melodię. Muzykę również.

    Napisał Pan m.in. :

    ”.....Rusowie byli Swejami podrozujacymi na Szlaku
    Wschodnim. Osiedli sie wreszcie na stale w Rosji.
    Budowali tam miasta i przez malzenstwa wtopili sie w
    mieszkajacych tam Slowian. Kiedy rozpoczelo sie
    Sredniowiecze byli juz bardziej Rosjanami anizeli
    Skandynawami. Wiekszosc Rusow - zgodnie z ta klasycznie
    pisana historia - przybyla z kraju Roden (rejon
    Roslagen), /poln-wsch. od dzisiejszego Stockholmu -
    przyp.moj)"

    A to ciekawa bardzo teza w świetle rozpowszechnionej
    opinii ( niezależnie od tej, o której pisałem wyżej),
    że Rusowie ( warstwa zaciężnych wojowników i ich
    dowódców) to tzw. Wschodni Wikingowie, pochodzący
    głównie z wybrzeży dzisiejszej Finlandii. Wersja ta jest
    o tyle logiczna, że Nowogród, który był niejako zaczynem
    tworzenia się Rusi mógł mieć znacznie lepsze kontakty z
    ludami z obrzeża Finlandii choćby ze względu na
    geografię. O związkach z rejonem Roslagen czytałem – ale
    bez Pańskiej pomocy nigdy bym nie skojarzył tego ze
    Svearami ( pozostaję przy tej pisowni, choć nie wiem czy
    ona poprawna).
    Bibliografia nasza jest bardzo uboga w tym temacie, choć
    znajomy Szwed (polskiego pochodzenia) zawsze powtarzał,
    że Szwedzi traktują Polskę jako swego sąsiada.

    Przyzna Pan, że historię Sąsiadów dobrze jest znać.

    Pozdrawiając, z dużym szacunkiem pozostaję,

    Scan




    Temat: "Rzeczpospolita": To były niemieckie obozy
    Drogi KROPKU z UK: a nie dało by się Twojego
    tłumaczenia umieścic na jakimś portalu interetowym, tak, by więcej ludzi mogło
    sie zapoznać z wypowiedziami na Forum GW?

    Mnie watek na FS (głownie ten, w ktorym jest az ponad 800 wpisów) absolutnie
    przeraził. Usiłowałem w nim zabrać głos, tlumacząc, że "linia polemiczna"
    (wykazuję maksimum dobrej woli, używając tego określenia!) przyjęta przez
    przytłaczajacą większośc dyskutantów jest po prostu ZABÓJCZA z punktu widzenia
    polskich interesów! Niestety z kilku moich postów pozostał jeden, pozostałe z
    niezrozumiałych dla mnie przyczyn zniknęły, choc napisane były naprawde w bardzo
    powsciągliwym tonie, bez jakichkolwiek inwektyw pod niczyim adresem.

    W wątku na FS przytłaczająca wiekszośc dyskutantów skoncentrowała sie nie na
    meritum, tylko na "dopatrywaniu się Żyda" w Steinfeldzie i wylewaniu kubłow
    pomyj na Żydów w ogólności, w ten sposób dokładnie potwierdzając jego zarzuty.
    Dla mnie to był klasyczny przypadek "strzału we własną stopę" - zamiast
    postrzelic wroga, postrzeliliśmy samych siebie.

    Ja nie rozumiem, jak ludzie mogą tego nie widzieć. Zdaje się, wielu podchodzi do
    sprawy tak, jakby Polska leżała po drugiej stronie Księżyca. Można gadać, co sie
    chce, nikt z zewnątrz przecież tego nie usłyszy! A tak wcale nie jest.

    Mnie się wydaje, gdyby umiescic angielskie tłumaczenie dyskusji z FS na ogólnie
    dostępnym portalu, to może by to dało niektórym trochę do myślenia. Że nie
    mozna mlec ozorem, nie zastanawiająć sie w ogóle nad konsekwencjami. Szerokie
    udostępnienie dyskusji zas w żadnym wypadku nie może byc poczytane za "akt
    dywersji": przeciez ci ludzie chyba nie wstydzą sie tego, co mówili? Wiec jak
    tak, to nie mogą żądać, by tego nie pokazywac innym.




    Strona 2 z 2 • Wyszukiwarka znalazła 119 postów • 1, 2

    Design by flankerds.com