Menu
menu      Strona Główna
menu      tłumacz niemiecki Translator niemiecki
menu      tłumacz elektroniczny niemiecko polski
menu      tłumacz elektroniczny polsko-rosyjski
menu      Tłumacz internetowy język niemiecki
menu      tłumacz internetowy niemiecko-polki
menu      Tłumacz komputerowy online francuski
menu      tłumacz niemiecko polski techniczny
menu      tlumacz onet ang pl
menu      Tłumacz online grecki polski
menu      tłumacz online język holenderski
menu      tłumacz polsko angielski dep
menu      tłumacz polsko angielski onlline
menu      tłumacz polsko angielski-oprogramowanie
menu      Tłumacz polsko hiszpański zdania
menu      tłumacz polsko-niemiecki.pl
  • zasiB3ek;wypadkowy
  • ile kosztuje wynajecie kawalerki we wroclawiu
  • sciagania simlockasony ericsson t230
  • deweek spanje
  • mikolow gliwicka
  • Czytasz wypowiedzi wyszukane dla zapytania: Tłumacz języka migowego





    Temat: Nauka. Język migowy
    Co prawda Lucyna już odpowiedziała, ale jestem tak poruszony, że
    sam też wtrącę swoje trzy grosze...

    Gość portalu: necia napisał(a):

    >Nie zgadzam się z profesorem jeśli chodzi o
    > mimikę w języku migowym.

    Mam jedno pytanie: czy znasz język migowy? Wydaje mi się
    nieprawdopodobne, by ktoś znający ten język i mający jakie takie
    pojęcie o gramatyce w ogóle, nie zauważył, że mimika pełni w nim
    funkcje gramatyczne i słownikowe. Właściwie prawie nie ma w
    języku migowym mimiki, która nie byłaby ściśle językowa (tj.
    gramatyczna lub słownikowa).

    >Nie wiem czy pan wie,że osoby głuche nie
    > mają rozwiniętego myslenia logicznego(abstrakcyjnego)?

    To najbardziej niedorzeczna i szkodliwa z rozpowszechnionych
    wśród słyszących opinii na temat głuchych!!! A dlaczego niby nie
    mają "rozwiniętego" (cokolwiek to znaczy) myślenia logicznego i
    abstrakcyjnego? Dlatego, że nie słyszą? Na czym ma polegać
    związek? Na mózg im się to jakoś rzuca czy co??! Interesujące...
    Jak w takim wypadku wytłumaczyć istnienie takiej instytucji, jak
    Uniwersytet Gallaudeta? To chyba jakieś oszustwo albo zwykła
    szopka...?

    >Jak
    > wytłumaczyć im, co to jest "wiara","wyobraźnia","nadzieja"?

    Nie rozumiem - po co im to tłumaczyć? Takie słowa są w języku
    migowym, więc prawdopodobnie głusi znają kryjące się za nimi
    pojęcia (należą one raczej do uniwersaliów ludzkiego
    doświadczenia wewnętrznego). Zresztą, odpowiedź na pytanie jest
    prosta: tak samo jak słyszącym, tyle że w języku migowym!

    >Pojęć
    > uczuć wyższych uczą się poprzez naśladownictwo,są doskonałymi
    > aktorami,jeśli migają to całą swą osobą.

    To jest w ogóle dość szeroki problem, ale nie jestem do końca
    pewien, czy jakiegokolwiek pojęcia można się nauczuć przez
    naśladownictwo. Chodziłoby o jakiś rodzaj
    naśladownictwa "wewnętrznego"?

    >Im jest łatwiej wśród
    > rzeczywistości konkretnej,namacalnej.

    A słyszącym jest łatwiej w rzeczywistości nierzeczywistej...?

    >A fonogesty? Myślę,że ten
    > język jest dobrym rozwiązaniem,ale jest TYLKO polskim.

    Drobna uwaga: fonogesty NIE są językiem! Są systemem
    wizualizacji głosek (właściwie sylab), ułatwiającym odczytywanie
    mowy z ruchu ust.

    Pozdrawiam,
    Maciek



    Temat: Ratzinger
    W dniach 25-28 maja telewizja planuje 24 transmisji.

    W tym 11,5 godz. transmisji w TVP1. Do tego dochodzą specjalne
    wydania „Wiadomości”. Przekaz obejmie 6 miast, a wszystko to w czasie 3,5 dnia
    trwania wizyty Benedykta XVI w Polsce.
    Jedyną nie transmitowaną mszą Benedykta XVI będzie msza w kurii biskupiej.

    TVP jest 'host broadcasterem' pielgrzymki, tzn. rozprzestrzenia sygnał z wizyty
    Benedykta XVI na cały świat. Przygotowano duże zaplecze techniczne.

    24 wozy transmisyjne, około 1200 akredytowanych dziennikarzy, specjalna ekipa
    nadawać będzie przekaz z helikoptera i Volo Papale.

    Centra medialne dla korespondentów zagranicznych znajdą się w Warszawie,
    Krakowie i Birkenau. Studia papieskie poprowadzą najpopularniejsi prezenterzy
    tacy jak: Grażyna Torbicka, Iwona Schymalla, a także osoby duchowne, wśród nich
    ks. Andrzej Majewski.

    Budżet przedsięwzięcia przekroczył 4 mln zł. W serwisach informacyjnych
    zaplanowano ok. 150 wejść na żywo z miejsc spotkań z Ojcem Świętym. Relacje
    będą uzupełnione o komentarze z Polski i ze świata. Także programy
    publicystyczne nadawane w tym czasie będą głównie poświęcone wizycie.

    W przygotowanie relacji, informacji i publicystyki włączą się wszystkie
    oddziały terenowe TVP, zachowując jednocześnie swoje serwisy informacyjne. TVP
    3 będzie także kilka razy dziennie powtarzać obszerne fragmenty spotkań z
    papieżem. Ponadto Regionalna Trójka wprowadzi tłumaczenie na język migowy
    wszystkich najważniejszych uroczystości i spotkań z udziałem Ojca Świętego.

    TVP 3 dokona zmian w ramówce przeznaczając prawie cały czas antenowy na relacje
    z przygotowania i przebiegu pielgrzymki oraz informacje i komentarze z nią
    związane, a wszystko to – w specjalnie przygotowanej oprawie graficznej i
    scenografii studia. Można powiedzieć, że w tym czasie TVP3 będzie kanałem
    pielgrzymkowym - informuje Jarosław J. Szczepański, Rzecznik TVP S.A.





    Temat: Kto chce być au pair w Dublinie?
    Kto chce być au pair w Dublinie?
    Witam :).
    Tydzien temu wrocilam z Dublina, operkowalam dla irlandzkiej rodzinki przez
    cale wakacje. Musialam wrocic aby kontynuowac studia. Jestem w kontakcie z
    rodzinka i wiem, ze nadal nie znalezli nikogo odpowiedniego na moje miejsce
    dlatego chce im pomoc, moze ta droga sie uda :). Poszukuja kogos na dluzszy
    okres czasu.
    Rodzinka jest bardzo sympatyczna - mama, tata i 4 dzieci - chlopiec 5 letni
    (Sean), chlopiec 2 letni (Rory) i blizniaki 8 miesieczne, chlopiec i
    dziewczynka (Patrick i Mella). Jednak glownie opiekowalam sie blizniakami,
    chlopcy zawsze towarzysza mamie jak gdzies wychodzi (mama - Helena teraz nie
    pracuje, wraca do pracy dopiero w lutytm), wiec glownie chodzi o opieke nad
    blizniakami. Pracowalam od poniedzialku do piatku, po 8 godzin dziennie,
    weekendy wolne, czasem tylko jakis babysitting w weekend.
    Wymagana jest bardzo dobra znajomosc angielskiego, jako ze hostka czesto mowi
    co pasuje zrobic w biegu, nie ma czasu na tlumaczenie i jezyk migowy ;). Swoja
    droga straszna z niej gadula, wiec super trening jezykowy Cie tu czeka :).
    Wynagrodzenie to 100 euro za tydzien, bedziesz miec swoj wlasny pokoj
    (telewizor, radio, wypasne lozko :)) i lazienke. Za mieszkanie i jedzonko
    oczywiscie nie placisz.
    Z zapraszaniem znajomych nie ma problemu, czesto zdarzalo mi sie nocowac
    kumpele u siebie :).
    Dodam jeszcze ze rodzinka mieszka w dzielnicy Dundrum, 10 minut na piechote od
    najbardziej wypasnego centrum handlowego w calej Irlandii - Dundrum Town
    Centre i jakies 15 minut od stacji LUAS :).
    Generalnie rodzina jest spoko i szkoda bylo mi sie z nimi rozstac no ale coz,
    trzeba bylo wracac na studia.
    Jesli jest ktos zainteresowany to prosze o kontakt, moj mail
    ilaaa1987@gmail.com albo gg 7491556.
    Pozdrawiam, Ilona :).



    Temat: Punkty w orzeczeniu czyli co mogę wydębić
    Do pierwszej grupy zaliczyć można np.:

    •wydatki na adaptację i wyposażenie mieszkań stosownie do potrzeb wynikających z
    niepełnosprawności;
    •wydatki na przystosowanie pojazdów mechanicznych stosownie do potrzeb
    wynikających z niepełnosprawności;
    •zakup i naprawę indywidualnego sprzętu, urządzeń i narzędzi technicznych
    niezbędnych w rehabilitacji (czyli zaleconych przez lekarza) oraz ułatwiających
    wykonywanie czynności życiowych stosownie do potrzeb wynikających z
    niepełnosprawności - np. protezy, aparaty słuchowe, wózek inwalidzki, buty
    ortopedyczne, łóżko terapeutyczne. Wyjątkiem jest sprzęt gospodarstwa domowego,
    który nie jest zaliczany do tej kategorii.;
    •odpłatność za pobyt na turnusie rehabilitacyjnym, czy na leczeniu w zakładzie
    lecznictwa uzdrowiskowego;
    •odpłatność za opiekę pielęgniarską w domu nad osobą niepełnosprawną w okresie
    przewlekłej choroby uniemożliwiającej poruszanie się;
    •opłacenie tłumacza języka migowego.

    Do drugiej grupy - wydatków limitowanych - należą cztery kategorie wydatków:

    •opłacenie przewodników osób niewidomych I lub II grupy inwalidztwa oraz osób z
    niepełnosprawnością narządu ruchu zaliczonych do I grupy inwalidztwa - do kwoty
    maksymalnie 2280,00 zł;
    •utrzymywanie przez osoby niewidome wskazane wyżej psa przewodnika - do kwoty
    maksymalnie 2280,00 zł;
    •używanie samochodu osobowego stanowiącego własność/współwłasność osoby
    niepełnosprawnej (zaliczanej do I lub II grupy inwalidztwa) lub podatnika
    utrzymującego osobę niepełnosprawną (zaliczanej do I lub II grupy inwalidztwa)
    albo dzieci niepełnosprawne do 16 r.ż. dla potrzeb związanych z koniecznym
    przewozem na niezbędne (zalecone przez lekarza) zabiegi
    leczniczo-rehabilitacyjne - do kwoty maksymalnie 2280,00 zł,
    •leki - w wysokości stanowiącej różnicę pomiędzy faktycznie poniesionymi
    wydatkami w danym miesiącu a kwotą 100 zł. - o ile lekarz specjalista stwierdzi,
    że osoba niepełnosprawna powinna stosować określone leki stale lub czasowo.




    Temat: kurs języka migowego
    kutwa, migowy, jeszcze Cię tutaj nie było ://// wszędzie musisz wciskać swoje psychodeliczne poglądy !!

    Ale z normalności:
    gość po części ma rację, na chwilę obecną istnieją dwa języki: migany SJM - System Językowo-Migowy oraz migowy PJM - polski język migowy. Pierwszy został utworzony dawno dawno temu przez zgorzkniałego słaboszłyszącego człowieka, on jeszcze żyje :) i został skutecznie rozpowszechniony w PZG w całej Polsce. I co dalej idzie - stosowany jest w kursach wszelkiego rodzaju, a PZG zbija na tym kaskę. O samej instytucji jako POMOCY dla niesłyszących nie wspomnę.
    Drugi język PJM jest naturalnym językiem migowym, którym posługują się głusi i niesłyszący w całej Polsce. Głusi od urodzenia, od okresu prelingwalnego i czasem postlingwalnego. Jest to język czysty, nie skażony polszczyzną. Trzeba wiedzieć, że język polski jest dla głuchych językiem obcym.
    W szkołach polskich nie ma nauczania dwujęzycznego, ale to norma, jesteśmy zacofani i również w edukacji niepełnosprawnych. Gdyby było... Każdy głuchy by rozumiał otoczenie, łatwiej przyswajał wiedzę...
    To nieprawda, że PJM jest ograniczony zasobem słów. SJM jest skierowany dla słyszących, bo ma podstawy języka polskiego, którego słyszący znają jako pierwszy język. Natomiast dla Głuchych rodzimym językiem zawsze pozostanie PJM.

    I jeszcze raz.

    Pójdziesz na kursy SJMu, okej, jak chcesz, nie bronię. Ale nie gwarantuję, że dogadasz się z głuchymi... Bo oni tego nie języka nie znają. Tak samo jak nie znają języka polskiego. Poszerzysz migi swoje o jakieś znaki. Ale SJM to martwy PJM... Normą są skargi głuchych, którzy coś załatwiają w urzędach przy pomocy tłumaczy z PZG, i nic nie załatwiają, nie dogadują się, jeden nie rozumie drugiego. ZAWSZE wracają ze swoim tłumaczem, którego rozumieją. Podobnie studenci na studiach, wybierają sami sobie tłumaczy, i bardzo rzadko jest to tłumacz nawet po 3 stopniu SJM...
    Co do expose Tuska, środowisko głuchych zywo zaprotestowało, trwają petraktacje nad ustawą. Są bardzo żywo zaangazowani, by bronić swojej kultury Głuchych i swojego NATURALNEGO języka, który oni sami stworzyli, z pokolenia na pokolenie, a nie przez słyszących ekspertów...
    Będziemy się starać, by to właśnie PJM stał się urzędowym językiem. W Polsce są prowadzone lektoraty PJMu, nieoficjalnie, bezpłatne. W przyszłym roku mają ruszyć już w jednym PZG.




    Temat: Kto tu jest idiotą?
    Interpretacje do wyboru:

    - Beton wiecznie żywy
    - Beton skruszał
    - TV Szczecin był jedyną redakcją, która walczyła z komuną
    - TV Szczecin był jedyną redakcją, która nie walczyła z komuną
    - TV Szczecin jest ostoją komunizmu w Szczecinie
    - TV Szczecin jest betonową redakcją
    - Głową betonu nie przebijesz
    - Pukanie w głowę jest wprost proporcjonalnie bezsensowne, jak pukanie w beton
    - Związek Radziecki w języku migowym znaczy "trzy razy lewą ręką w głowkę
    pukpukpuk"
    - Związek Radziecki wiecznie żywy
    - Stan wojenny przyniósł nam takie swobody obywatelskie, jak tłumczenie
    wiadomości na język migowy
    - Stan wojenny słynął z tego, że jak coś było nie tak, to zawsze zamykali
    - Stan wojenny miał takich fachowców od PR, że nie było niebezpieczeństwa, że
    telewizyjny przekaz zostanie zmanipulowany lub opacznie zrozumiany
    - Media w okresie stanu wojennego przeżywały obywatelski rozkwit wolności słowa
    (migowego)
    - Autor chciał przedstawić anegdotkę o pukaniu się w głowę na dźwięk słów
    Związek Radziecki, reszta tekstu jest przypadkowa, a zbieżność ze znanymi
    postaciami i idiotami miejskimi nie jest zamierzona
    - Idioci to my, bo nie rozpoznaliśmy geniuszu autora
    - Autor jest idiotą, bo napisał o niczym
    - Autor i my jesteśmy idiotami, bo geniusz tych kilku słów zostanie doceniony
    dopiero po naszej śmierci
    - Idiotą jest Marian Jurczyk, bo na migi jest bardziej wymowny, niż słownie
    - Kiedy w TV Szczecin występuje Marian Jurczyk, zakazano przekładu na migowy,
    bo tłumacz trzymałby tylko szeroko rozłożone ręce, szeroko rozdziawione oczy, a
    dolną półkę opadniętą na gardło
    - wszystkie powyższe
    - żadne z powyższy
    - inne (jakie?)................

    * Niepotrzebne skreślić.

    pismak_logowany@gazeta.pl



    Temat: jaka nacja mowi najgorzej po angielsku?
    Kto mówi najgorzej po angielsku ? Czy kogo jest najgorzej zrozumieć, mówiącego
    po angielsku?
    Mieszkam w Anglii od 1947 roku. I mam już pewne doświadczenie w tym kierunku,
    najpierw rozmowa taka, z anglikiem, szybko mnie męczyła, ponieważ dużo machałem
    rękami i to wyglądał bardziej na język migowy, nisz na poprawną angielszczyznę.
    Z czasem jednak przyswoiłem sobie ten język i już teraz gadam jako tako.
    Natomiast, najczęściej niezrozumiałą angielszczyzną posługują się sami Anglicy,
    Szkoci, Irlandczycy, nawet Walijczycy. Ludzie którzy, nie władają żadnym innym
    językiem, tylko angielskim, ale mają swoje własne akcenty i narzecza i nieraz
    należy długo z nimi obcować aby przyzwyczaić się do ich angielszczyzny. Mieszkam
    w tzw. West Midlands, środkowa część Anglii, od dawna nazywaną „Black Country”
    ze względy na wyziewy z kominów fabrycznych ciężkiego przemysłu.
    Tu jest język bardzo uproszczony i np. na powitanie kogoś, mówi się „How byst,
    lub How been ya”, co ma znaczyć, ”How are you” lub „I yay”, co oznacza „ I
    am not” ale i do tego można się przyzwyczaić. Nie sposób jednak zrozumieć jest
    Polaka, który ożenił się z Angielką 50 lat temu i teraz po tak długim czasie,
    po polsku prawie zapomniał a po angielsku się nie nauczył i posługuje się własny
    językiem, angielsko/polskim, który rozumie jedynie jego żona i własne dzieci.
    Rozmowa z takim panem jest bardzo uciążliwa i do niczego nie doprowadza, bo
    nigdy nie wiadomo co on chce powiedzieć, najlepiej posługiwać się jego żoną
    jako tłumaczem, rozmawia się z nią po angielsku i ona dopiero mówi do niego ich
    własnym językiem. Pozdrawiam




    Temat: do angli bez jezyka angielskiego
    Opisze sytuację, która miała miejsce nie tak dawno, bo miesiąc temu. Mam
    kolegę, pojechał do Anglii z dziewczyną w maju. Ani on, ani ona nie znali
    języka. Znajomy ich odebrał z dworca, dał mieszkanie i namiar na pracę w
    meksykańskiej restauracji. Pracowali tam (nielegalnie) od maja do początku
    grudnia. W czasie pracy nauczyli się .... hiszpańskiego :) Ale trafiła się
    okazja. Znowu znajomy załatwił im pracę w fabryce. Legalną. Mieli kłopot na
    interview, bo porozumiewali się z pracodawcą za pośrednictwem znajomego ale
    pracują wśród Polaków, gdzie kierownikiem jest Polak.

    Ale...
    Tak, jak powiedzieli Ci wcześniej, jeśli nie znasz wogóle języka, to Twoje
    szanse na otrzymanie pracy równiają się 0,5% Jeśli Twoja dziewczyna zna język,
    Twoje szanse oceniam na 50% Coraz częściej pracodawca akceptuje tylko koślawe
    podstawy. Szukajcie pracy w knajpach "na zmywaku" Jeśli uda Wam się znaleźć
    pracodawcę, który potrzebuje więcej niż jedną osobę do pracy, to Wasze szanse
    są duże. Będziecie razem pracować, a polecenia bosas tłumaczyć Ci będzie
    dziewczyna. Ale jak długo będzie Cię "niańczyć" dziewczyna? Jeśli znajdziesz
    jakąkolwiek pracę to KONIECZNIE od razu na kurs językowy. Znam też sytuację, w
    której Polak (głuchoniemy) dostał pracę w Menchester. Własnie na zmywaku w
    knajpie. Pracował razem z bratem i porozumiewał sie z nim językiem migowym.
    Pojechali razem, brat zna angielski perfect i znaleźli pracodawcę, który
    zatrudnił ich obu. Z tego, co wiem, pracują tam nadal.
    Więc można. Radzę Ci jednak, wykuj w Polsce podstawowe zwroty, tak aby, jak
    pisali wyżej, potrafić się porozumieć. Koślawo, to koślawo. Ale jednak. Chyba,
    że masz zamiar cały czas żyć max 2 metry od dziewczyny, jak na smyczy. Przykre,
    ale prawdziwe.



    Temat: Awans spoleczy w USA dla cwaniakow bez jezyka ang?
    tak wyglada znajomosc j.ang. u stazystow z Polski;
    Jednak narzekali na brak mozliwosci "awansu spolecznego". Nie wydaje Ci sie ze
    po roku pobytu w obcym kraju to raczej wygorowane zeby nie powiedziec naiwne
    oczekiwania?

    kwiatek_leona napisała:

    > Przeczytaj jeszcze raz ten artykul UWAZNIE. Nigdzie tam nie jest napisane, ze
    > oni nie znaja angielskiego."Wolontariat Magdy na wydziale ochrony środowiska
    > miejscowego uniwersytetu". Chyba nie sadzisz, ze porozumiewala sie tam
    > jezykiem migowym i ze trzymaliby ja bez znajomosci angielskiego. Zreszta sami
    > zainteresowani powiedzieli, ze wzieli "Kurs językowy w college'u", co nie
    > znaczy, ze nie znali jezyka przed wzieciem kursu. Gdzie tu jest to
    > cwaniactwo, o ktorym mowisz?

    Chyba nie sadzisz ze oni przyjechali do USA z perfekcyjna znajomosci jezyka
    angielskiego. Zreszta mialem okazje przekonac sie co oznacza "znajomosc
    angielskiego" w wyksztalconych Polakow.

    Pracujac jako tlumacz wojskowy przy cwiczeniach NATO w USA, spotkalem oficerow
    wojska RP ktorzy reprezentowali Polske, ich dowodca o stopniu porucznika, gdy
    rozmawial z oficerami Amerykanskimi wydobywal z siebie 5 slow na
    minute....Wygladalo to jak dojenie krowy w zwolnionym tempie. To tego, upieral
    sie ze sam sobie poradzi i nie potrzebuje pomocy tlumacza. Oto jak wyglada
    znajomosc j.angielskiego u wyksztalconych "stazystow" Polskich w USA.

    > Jedyne co wyczytalam z tego artykulu, to ze ta para pragmatycznie
    > zdecydowala, ze zycie w Polsce bardziej im sie oplaca i odpowiada niz zycie w
    > US.

    Zycie w USA im "nie odpowiadalo"?....a jednak przed przyjazdem do USA brali od
    uwage pozostanie na stale w USA. Dlaczego zmienili zdanie? Wlasnie, dlatego ze
    sadzili ze w ciagu 1 roku "awansuja spolecznie"...dobre mi :)

    To jest chyba oczywiste ze jesli sie chce skonczyc college w USA rodzice musza
    zaplacic, albo samemu trzeba na edukacje wyzsza zarobic i zwykle nawet dla
    Amerykanow oznacza to lata poswiecen.

    Wiesz dlaczego wielu Polakom nie podoba sie w USA, zwlaszcza tym ktorzy
    wyksztalcili sie w Polsce? Dlatego ze przyjezdzaja do USA i sa zflustrowani tym
    ze pracodawcy nie witaja ich z pocalowaniem reki na lotnisku, tylko mozolnie
    musza pnac sie do gory. A to wiadomo wymaga wyzbycia sie Polskiej mentalnosci a
    wiadomo ze dla zadufanych w sobie "inteligentow" z Polski moze byc bolesne.

    Czytalas jakim tonem wypowiadaja sie Tomek i Magda? Tak jak byliby finansistami
    albo angielska arystokracja a nie emigrantami zarobkowymi. Nie widac u nich
    bylo pokory ani glodu sukcesu, jaki jest widoczny w USA u emigrantow.




    Temat: Napisy do filmow...
    > Stetoskop ze wzmaczniaczem, elektroniczny, przystosowany do aparatow
    > sluchowych i implantow slimakowych to tez z DEFINICJI w dalszym
    > ciagu stetoskop. tak ze moze moze osluchac, dwa on sam za to
    > wszystko placi przynajmniej tutaj, tak ze nikt za to nie ponosi
    > uszczerbku.

    To prawda. A zatem w wyniku swojego ograniczenia lekarz taki musi ponosić
    dodatkowe koszta.

    > lekarz gluchoniemy, zwykle poslugujacy sie jezykiem migowym, ma
    > tlumacza (co jest w ekonomii dodatkowym zatrudnieniem dla kolejnej
    > osoby) nie musisz sie wiec martwic jak sie z nim dogadasz.

    Wolałbym rozmawiać z lekarzem bez pośrednictwa tłumacza - niektóre sprawny mogą
    byc krępujące. To raz. Dwa: sam jestem tłumaczem i wiem, że tłumaczenie nigdy
    nie odda w 100% tego co dany człowiek mówi. Trzy: argument o dodatkowym miejscu
    pracy jest trochę od czapy, bo pieniądze na to nie biorą się znikąd, choć Ty
    wciąż twierdzisz że zasoby są nieograniczone, a przynajmniej muszą tkaie być
    jeżeli chodzi o spełnianie potrzeb osób niepełnosprawnych.

    > no pewnie, dlaczegoby tu nie pomniejszyc osiagniecia
    > niepelnosprawnego czlowieka


    Dlaczego sądzisz że pomniejszam jego osiągnięcia? Wcale nie pomniejszam,
    przyznaję, że są tak samo dobre jak osiągnięcia osoby pełnosprawnej...
    Oczywiście taka osoba pewnie miała trudniej PO DRODZE ale jej osiągnięcia są
    takie same. Jeśli np. ktoś nie ma rąk i rozwiąże poprawnie zadanie z matematyki
    trzymając ołówek w zębach to na pewno będzie mu to trochę utrudniać pracę ale
    czy przez to wynik tego zadania będzie prawidłowszy niż gdyby rozwiązała je
    osoba pełnosprawna? Nie, to będzie ten sam wynik, ta sama konkretna wartość lub
    formuła, prawda?

    > jestes CLUELESS.

    Obrażanie mnie po angielsku w niczym nie umniejsza chamstwa takiego zachowania.




    Temat: Nowy rodzaj rasizmu.
    po pierwsze primo to tez chcialbym sie dowiedziec czy nie ma tam innych grup.
    macie jakis deficyt innych narodowosci?
    jesli zostaly one upchane w jedna grupe tylko ze wzgledu na narodowosc to
    faktycznie pomysl debilny...

    a po drugie primo to mam przyjemnosc od kilku tygodni rowniez uczestniczyc w
    kursie jezykowym...

    sklad kursu (panstwo/sztuk/plec)

    1. sri lanka/1/m
    2. szwajcaria/1/m
    3. francja/1/m
    4. portugalia/1/m
    5. izrael/3/2xk+1xm
    6. el salvator/1/k
    7. argentyna/1/k
    8. benin/1/k
    9. dominikana/2/1xk+1xm
    10.polska/5/4xk+1xm (znaczy sie, ze ja)
    11. cztery albo piec osob o ktorych nie mam zielonego pojecia skad sa...

    grupa jak widac zroznicowana pod wzgledem narodowosciowym. rozpietosc wiekowa
    18-32 plus jeden czterdziestoosmiolatek.

    nauczyciel mowi po angielsku i po holendersku (jeszcze by tego brakowalo zeby
    na kursie holenderskiego nauczyciel nie mowil po holendersku)

    1/3 grupy nie mowi NIC A NIC po angielsku. w gre wchodzi niemiecki i francuski
    tudziez hiszpanski w jednym przypadku.

    efekt?
    dramat pod tytulem
    "z pamietnika kulawego kursanta"
    wystapuja 1/3, nauczyciel, 2/3 i solisci

    nauczyciel
    tlumaczy
    2/3
    kumaja
    1/3
    nie kuma
    nauczyciel
    produkuje jak moze zeby 1/3 skumala
    1/3
    jak wyzej
    2/3
    nudzi sie
    jezyk migowy
    wkracza do akcji
    1/3
    j.w. z pewnymi wyjatkami
    2/3
    j.w.
    nauczyciel
    zwraca sie do solistow
    solisci
    tlumacza 1/3ciej o co chodzi po niemiecku/francuzku/hiszpansku
    1/3
    zaczyna kumac
    2/3
    nadal traca czas
    1/3
    gada do solistow
    szum i wielojezykowa dyskusja
    nastepuje
    szlag
    trafia murarza
    solisci
    tlumacza nauczycielowi co powiedziala 1/3
    kurtyna
    spada z litosci na cale towarzystwo...
    dramat powtarza sie 12 razy w ciagu jednej lekcji...

    dostrzegam oczywiscie negatywne strony pracy w grupie z samymi polakami (i tak
    piec osob to nieco za duzo) ale sytuacja w ktorej sie znalazlem wcale nie jest
    przyjemniejsza...
    do tego dodac, ze poziom jest cholernie niski...

    wiecej sie naucze sam w domu niz tam... no ale zawsze to jakies obcowanie z
    jezykiem:)

    pozdr.
    tb-ktory-podobno-robi-postepy-prz-czym-sam-ich-jakos-nie-zauwaza



    Temat: Odznaczenie dla Guzikiewicza. "To obniża autory...
    Konsekwencja wyboru kukielki na prezydenta
    Czlowieka,ktory niczego w zyciu nie osiagnal,ktory za co sie nie
    wzial,to spieprzyl,"naukowca",ktory za zone wzial sobie byl
    najbrzydsza studentke na uczelni,stale ukrywajaca swoj
    wiek,zalosnego wspolblizniaka inteligentnejszego o niebo
    brata,wyslugujacego sie gorszym klonem,w imie szczytnych celow
    najbardziej bzurnej koncepcji nowoczesnego panstwa w centrum
    Europy.Czlowieka,ktory zostal rozniesiony na strzepy przez wszystkie
    swiatowe media,ktorym nadal nie miesci sie w glowier,ze prezydentem
    panstwa w Europie moze byc totalny analfabeta,nie znajacy chociaz
    jednego jezyka wspolczesnego swiata,analfabeta slynacy glownie z
    jezyka migowego w spotkaniach z wielkimi tego swiata bez
    wspoludzialu tlumacza.
    Czlowiek,ktory ubzdural sobie,ze to on/wespol z bratem
    oczywiscie,bo wszystko robil wespol z bratem,boje sie,iz nawet te
    czynnosc,ktora mozna robic wylacznie indywidualnie/ stworzyl ruch
    spoleczny,ktorego nazwy nie wymieniam,bo sie jej brzydze,gdyz
    stanela na rogu ulicy pod latarnia i oddaje sie prostytucji w imie
    swoiscie pojmowanej solidarnosci z wlasnym porfelem,ktora domaga sie
    za ostentacyjne popieranie jednej opcji politycznej fruktow w
    postaci dozywotnich kontraktow w pracy,najwyzszych pensji za labe,za
    ustawiczne strajki,za przeplywy miliardow z budzetu do pustej studni
    ich"firm".
    I ten lokator Palacu rozrzuca przed rozne swinie perly w
    postaci najwyzszych odnaczen panstwowych,dalby nawet Orla Bialego
    Putinowi,aby tylko Rosjanin zle wyrazil sie o diable
    Tusku,zmierzajacym do przejecia Palacu.Jak smie wyrzucac "ojca
    narodu","przywodce",czciciela najgorszych bandytow w kraju,ktorych
    jedynym dokonaniem byly egzekucje komunistow po wojnie.
    Kara musi byc.Zebysmy sie opamietali za rok i wybrali
    obywatela,nie kukielke swojego brata...



    Temat: Tu jest Polska i mówi się po polsku
    Tu jest Polska i mówi się po polsku
    W przeddzień wyjazdu na wakacje trafiłam na białostocki dworzec PKP. Stojąc w
    kolejce do kasy, zauważyłam przy sąsiednim okienku parę zdesperowanych
    obcokrajowców, którzy próbowali kupić dwa bilety do Wiednia, komunikując się z
    panią głównie w języku migowym.

    Oni mówili po angielsku, pomagając sobie rękoma, pani odpowiadała po polsku.
    Zapytałam, czy potrzebują pomocy. Odetchnęli, bo dziewczyna była studentką i
    bardzo zależało jej na zniżce przy kupnie biletu do Wiednia. Na moje pytanie,
    czy taka zniżka dziewczynie się należy, pani z okienka nr 5 najpierw nie
    zareagowała, a później warknęła "Proszę mi nie przeszkadzać". Włosi - którzy
    jak się później okazało wracali z kongresu esperanto - zerkali pytająco, więc
    ponowiłam pytanie. I się zaczęło. Od słowa do słowa pani z okienka coraz
    bardziej podnosiła głos (wprost proporcjonalnie zresztą do mojego rosnącego
    oburzenia). Usłyszałam: - Tu jest Polska i mówi się po polsku. Ja rozumiem po
    angielsku, ale nie mam ochoty rozmawiać. Jak pani potrzebuje, proszę się uczyć.

    Dowiedziałam się też, że mam "przestać się mądrzyć" i "iść się leczyć". Na nic
    nie zdały się moje tłumaczenia, że przecież pani pracuje w okienku
    obsługującym pociągi międzynarodowe, że od ładnych paru lat jesteśmy w Unii
    Europejskiej i nieznajomość języków obcych dobrze o nas nie świadczy.
    Bileterka ku przerażeniu Włochów - którzy koniec końców zapłacili za bilety
    normalne, nie doczekawszy się odpowiedzi, czy zniżka im się należy czy nie -
    zawyrokowała: "Doigrała się pani" i wezwała na mnie ochronę. A Włosi,
    powtarzając co chwila "sorry" i patrząc na mnie z żalem, pobiegli na pociąg.
    Panowie ochroniarze podzielili moje zdanie. Przez kolejne 45 minut kupowałam
    swój bilet. W jedną stronę.

    miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35235,6969279,Tu_jest_Polska_i_mowi_sie_po_polsku.html
    widocznie pani w okienku za malo zarabia,wiec po co ma byc mila.



    Temat: Muzułmanie w UE
    W przeddzień wyjazdu na wakacje trafiłam na białostocki dworzec PKP. Stojąc w
    kolejce do kasy, zauważyłam przy sąsiednim okienku parę zdesperowanych
    obcokrajowców, którzy próbowali kupić dwa bilety do Wiednia, komunikując się z
    panią głównie w języku migowym. Oni mówili po angielsku, pomagając sobie rękoma,
    pani odpowiadała po polsku. Zapytałam, czy potrzebują pomocy. Odetchnęli, bo
    dziewczyna była studentką i bardzo zależało jej na zniżce przy kupnie biletu do
    Wiednia. Na moje pytanie,czy taka zniżka dziewczynie się należy, pani z okienka
    nr 5 najpierw nie zareagowała, a później warknęła "Proszę mi nie przeszkadzać".
    Włosi - którzy
    jak się później okazało wracali z kongresu esperanto - zerkali pytająco, więc
    ponowiłam pytanie. I się zaczęło. Od słowa do słowa pani z okienka coraz
    bardziej podnosiła głos (wprost proporcjonalnie zresztą do mojego rosnącego
    oburzenia). Usłyszałam: - Tu jest Polska i mówi się po polsku. Ja rozumiem po
    angielsku, ale nie mam ochoty rozmawiać. Jak pani potrzebuje, proszę się uczyć.
    Dowiedziałam się też, że mam "przestać się mądrzyć" i "iść się leczyć". Na nic
    nie zdały się moje tłumaczenia, że przecież pani pracuje w okienku
    obsługującym pociągi międzynarodowe, że od ładnych paru lat jesteśmy w Unii
    Europejskiej i nieznajomość języków obcych dobrze o nas nie świadczy.Bileterka
    ku przerażeniu Włochów - którzy koniec końców zapłacili za biletynormalne, nie
    doczekawszy się odpowiedzi, czy zniżka im się należy czy nie -zawyrokowała:
    "Doigrała się pani" i wezwała na mnie ochronę. A Włosi,powtarzając co chwila
    "sorry" i patrząc na mnie z żalem, pobiegli na pociąg. Panowie ochroniarze
    podzielili moje zdanie. Przez kolejne 45 minut kupowałam swój bilet. W jedną
    stronę.



    Temat: Wydalą z Turcji turystę za obrazę Ataturka
    nasz kraj najlepszy
    Tu jest Polska i mówi się po polsku.
    W przeddzień wyjazdu na wakacje trafiłam na białostocki dworzec PKP. Stojąc w
    kolejce do kasy, zauważyłam przy sąsiednim okienku parę zdesperowanych
    obcokrajowców, którzy próbowali kupić dwa bilety do Wiednia, komunikując się z
    panią głównie w języku migowym.
    Oni mówili po angielsku, pomagając sobie rękoma, pani odpowiadała po polsku.
    Zapytałam, czy potrzebują pomocy. Odetchnęli, bo dziewczyna była studentką i
    bardzo zależało jej na zniżce przy kupnie biletu do Wiednia. Na moje pytanie,
    czy taka zniżka dziewczynie się należy, pani z okienka nr 5 najpierw nie
    zareagowała, a później warknęła "Proszę mi nie przeszkadzać". Włosi - którzy
    jak się później okazało wracali z kongresu esperanto - zerkali pytająco, więc
    ponowiłam pytanie. I się zaczęło. Od słowa do słowa pani z okienka coraz
    bardziej podnosiła głos (wprost proporcjonalnie zresztą do mojego rosnącego
    oburzenia). Usłyszałam: - Tu jest Polska i mówi się po polsku. Ja rozumiem po
    angielsku, ale nie mam ochoty rozmawiać. Jak pani potrzebuje, proszę się uczyć.

    Dowiedziałam się też, że mam "przestać się mądrzyć" i "iść się leczyć". Na nic
    nie zdały się moje tłumaczenia, że przecież pani pracuje w okienku
    obsługującym pociągi międzynarodowe, że od ładnych paru lat jesteśmy w Unii
    Europejskiej i nieznajomość języków obcych dobrze o nas nie świadczy.
    Bileterka ku przerażeniu Włochów - którzy koniec końców zapłacili za bilety
    normalne, nie doczekawszy się odpowiedzi, czy zniżka im się należy czy nie -
    zawyrokowała: "Doigrała się pani" i wezwała na mnie ochronę. A Włosi,
    powtarzając co chwila "sorry" i patrząc na mnie z żalem, pobiegli na pociąg.
    Panowie ochroniarze podzielili moje zdanie. Przez kolejne 45 minut kupowałam
    swój bilet. W jedną stronę.




    Temat: do : majkel01 prośba o radę
    do : majkel01 prośba o radę
    Witam,
    mam trochę skomplikowaną sprawę:
    chcę wziąć rozwód bez orzekania o winie(mąż przebywa
    zagranicą),jednocześnie w tym samym pozwie ująć kwestię alimentów
    dla niepełnosprawnego dziecka,pozbawić męża praw rodzicielskich
    (całkowity brak zainteresowania synem,nawet przyczynianie się do
    pogorszenia stanu zdrowia-chciałam leczyć dziecko poza Polską-a mąż
    bardzo opornie załatwiał zgodę na wydanie paszportu itd.,efektem
    czego na skutek napadów padaczki-dziecko cofnęło się w
    rozwoju),dokonać podziału majątku.Czy jest możliwe ujęcie tych
    wszystkich spraw w 1 pozwie?Czy nie kłóći się ze sobą rozwód bez
    orzekania o winie i pozbawienie praw rodzicielskich?
    No i kwestia światków-też skomplikowana:chcę powołać siostrę i
    mamę.Mama jest głuchoniema,nie zna jężyka migowego-tylko ja i
    siostra jesteśmy w stanie przetłumaczyć jej zeznania.Więc co w tej
    sytuacji?Domyślam się,ze ja tłumaczyć nie będę mogła,a siostra-która
    też ma być świadkiem?Czy jest mozliwość,by mama tak od siebie
    napisała pismo odnośnie swojego zdania na temat stosunku męża do
    synka?
    Czy jeżeli mąż nie będzie mógł pojawić się na rozprawie( a złozy
    oświadczenie,że się z pozwem zapoznał i akceptuje jego treść),a
    wyznaczy np.swoją matkę w Pl jako pełnomocnika do odbioru
    korespondencji-czy sąd uzna,że został poinformowany o sprawie?

    Czy do pozwu oprócz aktu małżeństwa i aktu urodzenia dziecka mogę
    dołączyć orzeczenie o niepełnosprawności syna(mały ma 3 latka).
    Aktualnie(od roku)-mąż nie przysyła mi regularnie pieniędzy na życie
    (ja nie pracuję,bo synek wymaga bardzo intensywnej rehabilitacji i
    stałej opieki;wyjazd męża był spowodowany koniecznością opłacenia
    wszystkich wydatków na dziecko,ale teraz widzę,ze to raczej ucieczka
    przed problemem,bo w PL zarobki były tez niezłe),o każdy przelew
    muszę walczyć,zapowiadając konieczność przysłania kilka tygodni
    wcześniej.Już 4 x w tym roku zostawił nas bez środków do życia.A
    jakie ma dochody-nie wspomnę,bo nikt nie uwierzy,że będąc tak dobrze
    sytuowanym można skąpić na dziecko.Nota bene-co chwila słyszę
    słowa"po co go ratowali",ile lat będzie jeszcze "zapieprzał"na
    rehabilitację małego itd..

    Z góry dziękuje za odpowiedź



    Temat: Monika Olejnik odeszła z TVP
    proponuje dobre, sprawdzone wzorce ze stanu
    wojennego, TV Trwam powinna oddelegowac ubranych na czarno ( w stanie wojennym
    mieli takie zielone mundurki)2 stalych dziennikarzy, ktorzy mieliby monopol na
    prawde, w TV i radio publicznym powinny byc przepustki i odciete telefony,
    faxy, zadnego Internetu, okna zasloniete od zewnatrz blacha - moze ktos cos
    nadac z lze elit jezykiem migowym, ostrzegam, ci z PO to sprytne bestie, kazdy
    dziennikarz i dziennikarka(te szczegolnie) powinny byc poddane rewizji
    osobistej czy grypsow nie wnosza, potem 4 godziny narady redakcyjnej -sztywne
    lacze wylacznie z O.Rydzykiem i Bracmi Kacz. , nastepnie przymiarka do
    wiadomosci na video, tasma idzie na 30 min do cenzury, ciecia, o 19.30 muzyka
    koscielna, ewent. Chopin ( dobrze sie sprawdzil w stanie wojennym, nigdy tyle
    nie sluchalem Chopina co wtedy, really), reklama Tv Trwam, ewentualnie SKOK, no
    i wiadomosci - to co z tasmy i potem "reportaz grozy "czyli jakas relacja z
    Niemiec, w stylu Tu Jedynka, kto nie pamieta, trudno, nie bede tlumaczyl,
    prosze pytac starszych. Redaktorzy z Tu Jedynka chyba jeszcze zyja, sa na
    emeryturach w swoich skromnych 500 metrowych domkach na Mazurach, mozna ich na
    umowe zlecenie zatrudnic, co prawda Franz Josef Strauss i Adenauer juz nie
    zyja, szkoda, to byly barwne postacie, szczegolnie ubrane w plaszcze
    krzyzackie, no trudno, umarli, ale jest jeszcze E.Steinbach,Grass, rzad
    federalny, paru starszych panow z wypedzonych, przy odrobinie dobrej woli mozna
    robic codziennie 30 min programu grozy, no, niestety, dla podbarwienia, postaci
    H.Klossa nie wolno uzyc, Bukowski zabronil, no, co tu zrobic, juz wiem, brac
    postaci z "Niemcow "Kruczkowskiego, b. dobre, wyraznie podle, nie mowic , ze z
    Kruczkowskiego, nie wolno, ale postacie dobre i z filmow z.... NRD, nikt ich
    nie zna a postacie w 100% podle i do tego mowia original po niemiecku, trzeba
    koniecznie kupic prawo do zasobow TV d.NRD. To moze tyle porad na dzis,
    dobranoc.



    Temat: Nauczyciel - wolontariusz
    Witaj Aniek133.
    Ha, kolejna fanka nauczania?
    Ja tez myslalam o takim pomysle, ale szybko mi wywietrzal glowy bo:
    - mam dzieci i jak bym miala pracowac za darmo (kiedys to robilam, wiec sam
    wolontariat uwazam za swietna sprawe), to juz wole z nimi siedziec w domu, tym
    bardziej, ze najprawdopodobniej by sie to wiazalo z wydatkami na dojazd i z
    przeorganizowaniem pracy mojego meza. Juz to przerabialismy, jak pracowalam
    przed urodzeniem malenkiej. Ja pracowalam do poludnia, a on do polnocy i prawie
    sie nie widywalismy :(
    - mam kolezanke, ktora robi 1 stopien jezyka migowego i chciala sie zatrudnic w
    jakiejs szkole dla gluchych, jako wolontatisz, zeby miec praktyke i ... w calym
    pn-zach. Londynie nie chcieli jej przyjac, bo powiedzieli, ze chca kogos z co
    najmniej 2 stopniem + caly szereg innych wymagan (bez przesady - moim zdaniem)
    - Tiffany7 podala rozne linki. Jeszcze tam nie bylam, ale nie wiem, czy
    wolontariat pomoze w uzyskaniu, raczej niezbednego do zostania pelnoprawnym
    nauczycielem, QTS.

    Ale moze ktos ma doswiadczenia jako wolontariusz-teaching assistant i moze sie
    nimi podzielic?

    Zaswiadczenie o niekaralnosci zalatwilam sobie w Polsce i przetlumaczylam u
    tlumacza przysieglego. Ono jest wazne tylko pol roku, ale stwierdzilam, ze to
    nie ma znaczenia. Po prostu mam dokument, ze do czasu przyjazdu do Anglii nic
    nie zbroilam, bo oni nie maja tu dostepu do moich danych w Polsce (no,chyba
    zeby mnie scigal Interpol :))
    W Anglii takie zaswiadczenie mozna zlatwic sobie w Criminal Record Bureau (nie
    znam szczegolow)

    CRB

    Ta przyjemnosc kosztuje od 29 do 34 funtow. Ale nie jestem pewna, czy to
    koniecznie trzeba zalatwiac. Jak mnie przyjmowali do szkoly, to musialam tylko
    wypelnic druk OFSTED (Office for Standards in Education). To jest taka
    organizacja, gdzie sie rejestrujesz jako 'day care provider' i oni cie
    sprawdzaja, ktos ty za jedna.

    OFSTED

    Pozdrawiam
    Napiszcie, co o tym myslicie.




    Temat: Amerykanie polecają: Odwiedzajcie Kraków!
    Najmodniejszy to jest dojazd z lotniska w Balicach
    UFO w błocie. Felieton Rafała Romanowskiego
    Rafał Romanowski 2006-11-22, ostatnia aktualizacja 2006-11-22 10:26
    - Oh, my God! - zdumiewa się emerytowana Kathy z Anglii, kiedy okazuje się, że z
    lotniska do centrum Krakowa zamiast pociągu pojedzie... autobus-widmo. A jeszcze
    przed chwilą w ciepłym samolocie z Londynu przekonywałem ją, jak to w Krakowie
    światowo, europejsko, dostatnio.
    Brutalna rzeczywistość jednak nie zna litości. Jest szósta wieczorem, ponury,
    mglisty listopad. Na przystanku słynnego szynobusu w Balicach przytupuje garstka
    zmarzniętych ludzi. Kiedy coś przyjedzie? Nie wiadomo, bo z małej karteczki obok
    rozkładu dowiaduję się, że "z powodu awarii pojazdu wiele kursów jest odwołanych
    i w związku z tym przejazd odbywa się komunikacją zastępczą". - Aha - myślę i
    wdeptuję w kałużę wymiocin, której nikomu nie chciało się z przystanku sprzątnąć.

    Autobus-widmo przyjeżdża po kwadransie. Oficjalnie jako pojazd PKP-Koleje
    Regionalne. Kierowca ani umundurowany konduktor nie mówią po angielsku.
    Rozpoczyna się sprzedaż biletów, a właściwie wypisywanie długopisem strofy
    "Balice - Kraków Gł." na kilkudziesięciu wątłych papierkach. Na zadane w migowym
    języku pytanie Kathy "Ile?", konduktor macha jej przed nosem czterema
    wyciągniętymi palcami. - Aha - mówię i tłumaczę, że powinna zapłacić mu "four
    Polish zlotys".

    Zanim konduktor uwinie się ze wszystkimi, autobus-widmo staje w szczerym polu i
    gasi silnik. Wokół egipskie ciemności, pod nogami lepkie błoto, w dali majaczy
    oświetlone UFO. - Szynobus - pokrzykują pozostali Polacy i brną w kierunku torów
    po błotnej mazi. - Oh, my God - powtarza wyraźnie zaskoczona Kathy, ciągnąc
    walizkę z peronu na pokład UFO po położonych starych, dziurawych deskach.

    Kilka pytań do Bogu ducha winnego konduktora. - Dlaczego szynobus nie dojechał
    na Balice? - Bo się zepsuł, a mamy tylko dwa. - Dlaczego ten sprawny czeka
    tutaj? - Bo tylko dotąd sięga trakcja elektryczna, a ten egzemplarz jeździ tylko
    na prąd. - Gdzie my do diabła jesteśmy? - Na stacji PKP Mydlniki! Na Głównym
    będziemy lekko spóźnieni...

    Jedziemy sobie z Kathy, patrzymy na migające za oknem światła. Mogę powiedzieć
    tylko jedno: - Aha...




    Temat: zwolnienie podatkowe zw. z reh
    cofam swoja wypowiedz
    w swietle obecnych przepisow faktycznie powinnas miec orzeczenie
    "orzeczenie o niepełnosprawności osoby, która nie ukończyła 16 roku życia,
    wydanego na podstawie odrębnych przepisów" i wtedy mozesz odliczyc od dochodu:
    adaptację i wyposażenie mieszkań oraz budynków mieszkalnych stosownie do
    potrzeb wynikających z niepełnosprawności,
    przystosowanie pojazdów mechanicznych do potrzeb wynikających z
    niepełnosprawności,
    zakup i naprawę indywidualnego sprzętu, urządzeń i narzędzi technicznych
    niezbędnych w rehabilitacji oraz ułatwiających wykonywanie czynności życiowych,
    stosownie do potrzeb wynikających z niepełnosprawności, z wyjątkiem sprzętu
    gospodarstwa domowego,
    zakup wydawnictw i materiałów (pomocy) szkoleniowych, stosownie do potrzeb
    wynikających z niepełnosprawności,
    odpłatność za pobyt na turnusie rehabilitacyjnym,
    odpłatność za pobyt na leczeniu w zakładzie lecznictwa uzdrowiskowego, za pobyt
    w zakładzie rehabilitacji leczniczej, zakładach opiekuńczo-leczniczych i
    pielęgnacyjno-opiekuńczych oraz odpłatność za zabiegi rehabilitacyjne,
    opłacenie przewodników osób niewidomych I lub II grupy inwalidztwa oraz osób z
    niepełnosprawnością narządu ruchu zaliczonych do I grupy inwalidztwa,
    utrzymanie przez osoby niewidome, o których mowa w pkt 7, psa przewodnika,
    opiekę pielęgniarską w domu nad osobą niepełnosprawną w okresie przewlekłej
    choroby uniemożliwiającej poruszanie się oraz usługi opiekuńcze świadczone dla
    osób niepełnosprawnych zaliczonych do I grupy inwalidztwa,
    opłacenie tłumacza języka migowego,
    kolonie i obozy dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnej oraz dzieci osób
    niepełnosprawnych, które nie ukończyły 25 roku życia,
    leki - w wysokości stanowiącej różnicę pomiędzy faktycznie poniesionymi
    wydatkami w danym miesiącu a kwotą 100 zł, jeśli lekarz specjalista stwierdzi,
    że osoba niepełnosprawna powinna stosować określone leki (stale lub czasowo),
    odpłatny, konieczny przewóz na niezbędne zabiegi leczniczo-rehabilitacyjne:
    - osoby niepełnosprawnej - karetką transportu sanitarnego,
    - osoby niepełnosprawnej, zaliczonej do I lub II grupy inwalidztwa, oraz dzieci
    niepełnosprawnych do lat 16 - również innymi środkami transportu, niż
    wymienione w lit. a),
    używanie samochodu osobowego, stanowiącego własność (współwłasność) osoby
    niepełnosprawnej zaliczonej do I lub II grupy inwalidztwa lub podatnika
    mającego na utrzymaniu osobę niepełnosprawną zaliczoną do I lub II grupy
    inwalidztwa albo dzieci niepełnosprawne, które nie ukończyły 16 roku życia, dla
    potrzeb związanych z koniecznym przewozem na niezbędne zabiegi leczniczo-
    rehabilitacyjne,
    odpłatne przejazdy środkami transportu publicznego związane z pobytem:
    - na turnusie rehabilitacyjnym,
    - w zakładach, o których mowa w pkt 6,
    - na koloniach i obozach dla dzieci i młodzieży, o których mowa w pkt 11.




    Temat: odliczenia skarbowe /programy ,komputer/
    W zależności od tego kto poniósł wydatki może to być:
    - osoba niepełnosprawna, albo
    - podatnik, na którego utrzymaniu jest osoba niepełnosprawna, jeżeli w roku podatkowym dochód osoby niepełnosprawnej nie przekroczył kwoty 9120 zł (w całym 2007 r.). Przepisy zaliczają do tych podatników: współmałżonka, dzieci własne, przysposobione oraz dzieci przyjęte na wychowanie, pasierbów, rodziców, rodziców współmałżonka, rodzeństwo, ojczyma, macochę, zięcia i synową. Rachunki muszą być wystawione na osobę, która będzie odliczała ten wydatek.

    Są to następujące wydatki:
    1) adaptacja i wyposażenie mieszkań oraz budynków mieszkalnych stosownie do potrzeb wynikających z niepełnosprawności

    2) przystosowanie pojazdów mechanicznych do potrzeb wynikających z niepełnosprawności.

    3) zakup i naprawa indywidualnego sprzętu, urządzeń i narzędzi technicznych niezbędnych w rehabilitacji oraz ułatwiających wykonywanie czynności życiowych, stosownie do potrzeb wynikających z niepełnosprawności, z wyjątkiem sprzętu gospodarstwa domowego.

    4) zakup wydawnictw i materiałów szkoleniowych, stosownie do potrzeb wynikających z niepełnosprawności: książki, broszury, kasety audio, wideo dotyczące np. metod usprawniania, prasa dla osób niepełnosprawnych.

    5) odpłatność za pobyt na turnusie rehabilitacyjnym.

    6) odpłatność za pobyt na leczeniu w zakładzie lecznictwa uzdrowiskowego, za pobyt w zakładzie rehabilitacji leczniczej, zakładach opiekuńczo-leczniczych i pielęgnacyjno-opiekuńczych oraz odpłatność za zabiegi rehabilitacyjne.

    7) opłacenie przewodników osób niewidomych I lub II grupy inwalidztwa oraz osób z niepełnosprawnością narządu ruchu zaliczonych do I grupy inwalidztwa, w kwocie nieprzekraczającej 2280 zł.

    8) utrzymanie przez osoby niewidome, o których mowa w punkcie 7, psa przewodnika, w kwocie nieprzekraczającej 2280 zł.

    9) opieka pielęgniarska w domu nad osobą niepełnosprawną w okresie przewlekłej choroby uniemożliwiającej poruszanie się oraz usługi opiekuńcze świadczone dla osób niepełnosprawnych zaliczonych do I grupy inwalidztwa.

    10) opłacenie tłumacza języka migowego.

    11) kolonie i obozy dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnej oraz dzieci osób niepełnosprawnych, które nie ukończyły 25 roku życia.

    12) leki – w wysokości stanowiącej nadwyżkę ponad kwotę 100 zł miesięcznie, jeżeli lekarz specjalista stwierdzi, że osoba niepełnosprawna powinna stosować określone leki stale lub czasowo.

    UWAGA: Musimy posiadać pisemne zaświadczenie lekarza specjalisty o konieczności stosowania konkretnych leków związanych z daną niesprawnością.

    13) odpłatny, konieczny przewóz na niezbędne zabiegi leczniczo-rehabilitacyjne:
    - osoby niepełnosprawnej – karetką transportu sanitarnego,
    - osoby niepełnosprawnej zaliczonej do I lub II grupy inwalidztwa oraz dzieci niepełnosprawnych do lat 16 – również innymi środkami transportu.

    14) używanie samochodu osobowego, stanowiącego własność (współwłasność) osoby niepełnosprawnej zaliczonej do I lub II grupy inwalidztwa lub podatnika mającego na utrzymaniu osobę niepełnosprawną zaliczoną do I lub II grupy inwalidztwa albo dzieci niepełnosprawne do lat 16, dla potrzeb związanych z koniecznym przewozem na niezbędne zabiegi leczniczo-rehabilitacyjne, w kwocie nieprzekraczającej 2280 zł.

    UWAGA: Mimo, że nie wynika to jasno z przepisów, można spotkać się z żądaniem urzędu skarbowego przedstawienia dokumentów poświadczających korzystanie z zabiegów leczniczo-rehabilitacyjnych.

    15) odpłatne przejazdy środkami transportu publicznego związane z pobytem:
    a) na turnusie rehabilitacyjnym,
    b) w zakładach, o których mowa w pkt 6,
    c) na koloniach i obozach dla dzieci i młodzieży, o których mowa w pkt 11.

    W przypadku odpłatnych przejazdów transportem publicznym należy zachować bilety!

    Wydatki na cele rehabilitacyjne można odliczyć, jeżeli nie były finansowane ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON), zakładowego funduszu rehabilitacji, Narodowego Funduszu Zdrowia, zakładowego funduszu świadczeń socjalnych albo nie zwrócono ich podatnikowi w jakiejkolwiek innej formie. W przypadku, gdy wydatki były częściowo finansowane z tych źródeł, odlicza się różnicę pomiędzy poniesionymi wydatkami, a kwotą dofinansowania. Odliczamy więc tylko te wydatki, które sami pokryliśmy.

    Podstawa prawna: Ustawa z dn. 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz. U. z 2000 r., Nr 14, poz. 176 z późn. zm.)

    W razie wątpliwości można zgodnie z art. 14a ustawy z dn. 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa (Dz. U. z 2005 r., Nr 8, poz. 60 z późn. zm.) wystąpić do urzędu skarbowego o wydanie interpretacji w sprawach podatkowych. Składając taki wniosek należy wyczerpująco przedstawić stan faktyczny oraz własne stanowisko w danej sprawie.



    Temat: implant
    cdn "Po głuchoniemsku"
    Idea dwujęzyczności w edukacji głuchych opiera się na założeniu, że głuche
    dziecko musi dostać najpierw język migowy (to zresztą lingwistyczna
    oczywistość). Dopiero na tej podstawie budować można nauczanie języka obcego,
    czyli polszczyzny. Rodzinę słyszącą, w której przyjdzie na świat głuche
    dziecko, trzeba szybko skontaktować z innymi głuchymi, pomóc wejść w język
    migowy - tak aby od pierwszych lat życia dziecka miała miejsce skuteczna
    komunikacja. Potem, w przedszkolu i szkole, nie może być żadnych barier
    komunikacyjnych. Cała kadra - od nauczycieli po kucharki i woźnych - musi migać
    biegle. Wtedy dzieci rozwiną najpierw swój język rodzimy, czyli migowy. W tym
    języku będą się uczyć matematyki, historii i biologii. Równocześnie powoli będą
    poznawać mowę słyszącej większości - najpierw jej odmianę pisaną, jedyną
    dostępną ich zmysłom. Na mowę przyjdzie czas w trzeciej kolejności. To
    oczywiście konieczne, bo większość słysząca przecież nie miga.

    Edukacja dwujęzyczna, którą w Polsce wdrożyło tylko kilka szkół, stanowi
    podstawę nauczania głuchych w wielu krajach świata, na przykład w Szwecji,
    Stanach Zjednoczonych, Holandii, Francji, a nawet w maleńkiej Estonii. Głuche
    dziecko, którego rodzice wybrali szkołę masową, chodzi tam w miarę potrzeby z
    tłumaczem. Głuchy abiturient nie odbiega poziomem intelektualnym od słyszących.
    W Stanach Zjednoczonych działa od kilkunastu lat Uniwersytet Gallaudeta -
    wyższa uczelnia głuchych, gdzie studenci słyszący przyprowadzają na zajęcia
    tłumaczy. Szkół oralistycznych jest coraz mniej. W roku 2001, na kongresie w
    Brisbane, Światowa Federacja Głuchych potępiła praktyki oralistyczne jako gwałt
    na kulturze. Nie ulega wątpliwości, że przyszłość polskich Głuchych to edukacja
    bilingwalna.

    Kilkuletnie zaangażowanie Uniwersytetu Warszawskiego w problematykę komunikacji
    niesłyszących nie spotkało się z najmniejszym odzewem ze strony nauczycieli
    specjalistycznych szkół. Paradoksalnie, w pracach zespołu naukowego
    uczestniczyli aktywnie ich głusi uczniowie, a studenci w szkołach bywali
    regularnie, także po to, by pomóc czasem głuchym przyjaciołom. Ci nauczyciele,
    którzy się włączyli, byli albo głusi, albo dwujęzyczni. Zwykli nauczyciele po
    prostu nie widzą powodu, by uczyć inaczej, niż nauczono ich na studiach. Piękny
    wyjątek to Instytut Głuchoniemych w Warszawie, który od dekady jest pionierem
    dwujęzyczności. Jego dyrekcja zatrudnia głuchych nauczycieli, pielęgnuje
    kontakty ze światowymi ośrodkami edukacji niesłyszących, troszczy się o
    przyszłość absolwentów.

    Do dwujęzyczności jeszcze w Polsce daleko. Ale w roku 1998 na Wydziale
    Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, a potem na Wydziale Psychologii
    wprowadzono lektorat PJM. Udało się wykształcić sporą grupę osób, z którymi
    Głuchy zdoła się porozumieć. Część uczestników lektoratu zasiliła zespół
    naukowo-badawczy. Część uczy PJM w Instytucie Języka Polskiego, wychodząc
    naprzeciw rosnącemu zainteresowaniu studentów. To właśnie zainteresowanie
    młodzieży pozwala żywić nadzieję, że era oralizmu w Polsce dobiegła końca.
    Wkracza oto w świat pokolenie tych, którzy będą propagować idee dwujęzyczności
    i dwukulturowości.

    Marek Świdziński jest profesorem w Instytucie Języka Polskiego, gdzie kieruje
    Zakładem Językoznawstwa Komputerowego. Zajmuje się przede wszystkim lingwistyką
    formalną i informatyczną. W ostatnich latach pracował wraz z grupą studentów
    polonistyki nad opisem gramatycznym Polskiego Języka Migowego (w ramach grantu
    KBN). Napisał między innymi podręcznik akademicki "Składnia współczesnego
    języka polskiego" (wspólnie z Zygmuntem Salonim) i "Gramatykę formalną języka
    polskiego". Jego hobby to muzyka (W. A. Mozart, J. Haydn, A. Vivaldi), limeryki
    i historia polityczna.

    Źródło: "Charaktery" - Magazyn psychologiczny dla każdego, nr 07/2003,
    charaktery.onet.pl
    Autor: Marek Świdziński




    Temat: Wątek pozytywny - o wcześniakach
    Wątek pozytywny - o wcześniakach
    Jeszcze kilka lat temu nie miałyby żadnych szans. Dziś lekarze z coraz
    większymi sukcesami ratują nawet 500-gramowe wcześniaki. Ale za jaką cenę?

    Cała mieściła się na dłoni. Gdy przyszła na świat, ważyła 740 gramów!
    Krzyczała, jakby bardzo chciała żyć, ale nie potrafiła jeszcze oddychać.

    Patrycja urodziła się na granicy możliwości polskiej medycyny. Zamiast w 40.,
    przyszła na świat w 24. tygodniu ciąży. Podłączona do respiratora, z
    plastikową rurką w gardle, daje sobie jakoś radę. Pokłuta po cieniutkich jak
    patyczki rękach i nogach, najpierw dostanie pożywienie dożylnie, a potem przez
    sondę prosto do żołądka. W inkubatorze - jeśli nic złego (odpukać) się nie
    stanie - wśród rurek i wężyków, na lekach uśmierzających ból i obniżających
    stres spędzi pierwsze tygodnie swojego trudnego życia.

    Cały czas dostaje tlen, bez którego zginie, ale który pompowany w nadmiarze
    uszkodzi jej wzrok i płuca. Z powodu infekcji lekarze podają jej trzy silne
    antybiotyki - to wybór mniejszego zła. I choć na świecie podejmuje się już
    próby ratowania 22-tygodniowych wcześniaków, w polskich warunkach, gdyby
    pospieszyła się o tydzień, raczej nie miałaby szans.

    - Niech Bóg ma cię w swojej opiece, Patrycjo - powtarza nad inkubatorem jej
    mama, 30-letnia Agnieszka Werner. Codziennie przychodzi do córki, opowiada o
    starszym bracie, o siostrze i o pokoju, który czeka na nią w domu. Łóżeczka
    jeszcze nie kupiła, żeby nie zapeszać...

    Karolina Isio-Kurpińska z trzyletnimi bliźniakami Maćkiem i Kubą. Urodzili się
    w 28. tygodniu ciąży. Maciek ma problemy ze zdrowiem (przyszedł na świat z
    wagą 1 140 gramów). Kuba rozwija się świetnie.

    - Pamiętam, jak stałam nad inkubatorem Maćka i prosiłam Boga, żeby ta
    niepewność się skończyła. W jakikolwiek sposób. Chciałam, żeby już przestał
    cierpieć. Właściwie pamiętam wiele takich momentów... Do szpitala trafiłam
    trzy miesiące przed terminem. Kuba urodził się większy - krwistoczerwony, a
    Maciek blady. Potem dowiedziałam się, że to był zespół transfuzji
    międzypłodowej: jeden rozwijał się kosztem drugiego.

    Lekarze byli jak anioły w ludzkiej skórze, odpowiadali na nasze pytania,
    cierpliwie tłumaczyli, co dzieje się z naszymi chłopcami. Od początku
    wiedzieliśmy, że Maciek będzie tym "bardziej poszkodowanym". Ale gdy
    usłyszeliśmy, że przeżyje, wszystko inne wydawało nam się błahe. Wylew
    trzeciego stopnia? OK! Wodogłowie? To się leczy! Nie będzie mówił i słyszał?
    Jesteśmy anglistami, nauczyliśmy się angielskiego, nauczymy się języka
    migowego i kupimy Maćkowi aparaty słuchowe. Przez pierwszy rok odwiedzaliśmy
    13 specjalistów, zadłużyliśmy się, ale myśleliśmy: musi być dobrze!

    Moment pierwszego załamania przyszedł po roku, kiedy Maciek zaczął odstawać od
    Kuby rozwijającego się niemal tak samo jak inni jego rówieśnicy. Choć nasz
    rehabilitant mówi nam, że Maciek będzie chodził i radził sobie coraz lepiej,
    widzimy rzeczy, z którymi trudno się nam pogodzić: Maciek wciąż jeszcze nie
    mówi nawet słowa "mama", nie potrafi sam jeść. Choć ma wszczepiony do ucha
    implant pozwalający mu słyszeć, kontakt z nim dalej jest utrudniony.
    Najbardziej cierpię, kiedy przeraźliwie płacze, a ja nie wiem, co chce mi tym
    płaczem powiedzieć. Dopiero niedawno nauczył się przytulać. Jestem pewna, że
    jest z nami szczęśliwy, ale coraz bardziej martwię się, że nigdy nie będzie
    samodzielny. Uważam, że medycyna przesuwa granice możliwości lekarzy, za
    którymi coraz trudniej podjąć dobre decyzje. Wiele osób zaczyna żyć w stanie,
    w którym nikt z nas nie chciałby być. Dlatego trzeba te sprawy uregulować.
    /interia/




    Temat: Witam sie i o rade pytam (dlugie)
    Witam sie i o rade pytam (dlugie)
    O jak dobrze ze znalazlam to forum! Witam wszystkich.
    Mieszkam od kilku lat w USA, mam 4 letnia coreczke, ktora od roku chodzi do
    tutejszego day care-odpowiednik mnej wiecje polskiego pzredszkola. Niedawno
    (miesiac temu) przeprowadzilismy sie do innej dzielnicy.
    Po przeprowadzce zmienilismy naszej corci przedszkole, bo dojezdzac od
    obecnego 45 minut autostradami, na ktorych wiadomo rano i po poludniu sa
    korki, nie
    bylo sensu.
    W poprzednim przedszkolu bardzo nam sie podobalo, bylo ono dobrze
    zorganizowane, dzieci mialy ciekawe zajecia, wszystko bylow 15 minutowych
    blokach, dzieciaki sie nie nudzily a panie caly czas cos z nimi robily. TV
    bylo tylko raz w tygodniu, w piatek po poludniu, bo koniec tygodnia i tez
    duzo rodzicow odbiera dzieci wczesniej. I zawsze byla to jakas bajka a nie
    ogladnie kreskowek-sala zaciemniona, jak w kinie, dzieciaki to lubily.
    Ogolnie same superlatywy. Tylko budynek byl nieciekawy i nie bylo lunchu.
    Nowe przedszkole-lokalizacja lepsza, 3 piekne podworka z “osprzetem”, sam
    budynek budowany na day care, po remoncie, duzo miejsca, kuchnia wiec 2
    cieple posilki dziennie, duzo wycieczek. Ale…organizacja koszmarna. Nikt nic
    nie wie, odwolywane sa zajecia w ostatniej chwili, w wakacje niby bylo summer
    curriculum ale nie zawsze zajecia odbywaly sie zgodnie z planem. Jak
    przychodze z mala rano to panie siedza zaspane przy stole, na ktorym jet
    balagan, gadaja, pija kawe z 7’eleven a dzieciarnia robi co chce. Raz bylo
    wlaczone tv –jakies kreskowki. To samo po poludniu jak odbieram mala. Mala
    nie potrafi powiedziec, co robili przez caly dzien-pamieta tylo, ze jadla
    lunch czy ze spala, a wczesniej potrafila opowiadac. Niby mala jest
    zadowolona , nie placze rano, ze nie chce isc, lubi swoja pania, powoli
    zapamietuje imiona kolezanek.
    Wczoraj dyrektorka zazyla mnie stwierdzeniem, ze w przyszlym tygodniu
    czwartek i piatek day care jest zamkniete bo nauczycielki maja planning day i
    na moja konsternacje wyjasnila, ze w szkolach pulblicznych tez tak jest. Ale
    to nie jest przedszkole publiczne ale prywatne day care!!! O czym stakim
    powinna nam powiedziec jak zapisywalismy mala a nie z tygodniwym
    wypzredzeniem. Ja nie mam juz wolnych dni i na razie nie wiem, co zrobimy z
    mala. Przy zapisywaniu jej nie dostalismy zadnego policy, dyrektorka sie
    tlumaczyla, ze sa w trakcje rewriting i dostarczy nam kopie jak tylko bedzie
    gotowa.
    21 sierpnia zaczyna sie szkola i oni nie maja nic zaplanowane na najblizszy
    tydzien …bo bedzie mlyn zwiazany z zapisywaniem dzieci a i tak 2 ostatnie dni
    nie pracuja. Tylko ja mam ochote zapytac: a co mnie to obchodzi, ze maja
    mlyn, ja place za day care a nie babysitting mojego dziecka i place dosc duzo.
    Kurcze nie wiem co zrobic. W okolicy nie ma innego przedszkola, ktore by nam
    odpowiadalo, szukalam kilka tygodni przed i po pzezprowadzce. Mala bedzie tam
    tylko rok bo potem idzie do catholic school (ma 4 lata teraz). Szukac czegos
    innego? Wrocic do poprzedniego przedszkola? Poczekac az sie zacznie rok
    szkolny i wejdzie w zycie program szkolny, gdzie dzieci maja rozne bardziej
    intelektualne zadania (co prawda nie bedzie miala juz ani jezyka migowego ,
    ani hiszpanskiego) i jesli nadal bedzie sie to nam nie podobac to ja wtedy
    przeniesc?
    Dodatkowo mala pojdzie od wrzesnia do polskiego przedszkola (soboty 4h) gdzie
    bedzie sie troche wiecej uczyc wiec sie to mzoe wyrowna (polskie przedszkole
    iw ogole szkola jest na bardzo wysokim poziomie).
    Mala przezyla przeprowadzke bardzo (atak astmy, po ktorym wyladowala w
    szpitalu i moczenie sie w nocy), niby ma teraz lepiej ale zawsze to dla
    dziecka stress i bylby kolejny jakbysmy ja dali do nowego przedszkola.
    Czy moze ja sie czepiam i mam za wysokie wymagania?

    Mala jest tam dopiero 3 tygodnie i ja na razie wstrzymuje sie z rekacjami,
    awanturami itd, obserwuje i czekam na rozwoj sytuacji, bo nie chce tam
    zaczynac jako mamusia co sie awanturuje. Nie da sie ukryc, porownuje z
    poprzednim pzredszkolem i porownanie jest mocno na minus.
    nie wiem, czy ma to znaczenie ale dzielnica jest generalnie czarna i mala
    jest znow w mniejszosci rasowej (jest tam jeszcze 1 biala dziewczynka w
    mlodszej grupie i 1 azjatka w innej grupie).




    Temat: Przedszkole-poradzcie (dlugie)
    Przedszkole-poradzcie (dlugie)
    Niedawno
    (miesiac temu) przeprowadzilismy sie do innej dzielnicy.
    Po przeprowadzce zmienilismy naszej corci przedszkole, bo dojezdzac od
    obecnego 45 minut autostradami, na ktorych wiadomo rano i po poludniu sa
    korki, nie
    bylo sensu.
    W poprzednim przedszkolu bardzo nam sie podobalo, bylo ono dobrze
    zorganizowane, dzieci mialy ciekawe zajecia, wszystko bylow 15 minutowych
    blokach, dzieciaki sie nie nudzily a panie caly czas cos z nimi robily. TV
    bylo tylko raz w tygodniu, w piatek po poludniu, bo koniec tygodnia i tez
    duzo rodzicow odbiera dzieci wczesniej. I zawsze byla to jakas bajka a nie
    ogladnie kreskowek-sala zaciemniona, jak w kinie, dzieciaki to lubily.
    Ogolnie same superlatywy. Tylko budynek byl nieciekawy i nie bylo lunchu.
    Nowe przedszkole-lokalizacja lepsza, 3 piekne podworka z “osprzetem”, sam
    budynek budowany na day care, po remoncie, duzo miejsca, kuchnia wiec 2
    cieple posilki dziennie, duzo wycieczek. Ale…organizacja koszmarna. Nikt nic
    nie wie, odwolywane sa zajecia w ostatniej chwili, w wakacje niby bylo summer
    curriculum ale nie zawsze zajecia odbywaly sie zgodnie z planem. Jak
    przychodze z mala rano to panie siedza zaspane przy stole, na ktorym jet
    balagan, gadaja, pija kawe z 7’eleven a dzieciarnia robi co chce. Raz bylo
    wlaczone tv –jakies kreskowki. To samo po poludniu jak odbieram mala. Mala
    nie potrafi powiedziec, co robili przez caly dzien-pamieta tylo, ze jadla
    lunch czy ze spala, a wczesniej potrafila opowiadac. Niby mala jest
    zadowolona , nie placze rano, ze nie chce isc, lubi swoja pania, powoli
    zapamietuje imiona kolezanek.
    Wczoraj dyrektorka zazyla mnie stwierdzeniem, ze w przyszlym tygodniu
    czwartek i piatek day care jest zamkniete bo nauczycielki maja planning day i
    na moja konsternacje wyjasnila, ze w szkolach pulblicznych tez tak jest. Ale
    to nie jest przedszkole publiczne ale prywatne day care!!! O czym stakim
    powinna nam powiedziec jak zapisywalismy mala a nie z tygodniwym
    wypzredzeniem. Ja nie mam juz wolnych dni i na razie nie wiem, co zrobimy z
    mala. Przy zapisywaniu jej nie dostalismy zadnego policy, dyrektorka sie
    tlumaczyla, ze sa w trakcje rewriting i dostarczy nam kopie jak tylko bedzie
    gotowa.
    21 sierpnia zaczyna sie szkola i oni nie maja nic zaplanowane na najblizszy
    tydzien …bo bedzie mlyn zwiazany z zapisywaniem dzieci a i tak 2 ostatnie dni
    nie pracuja. Tylko ja mam ochote zapytac: a co mnie to obchodzi, ze maja
    mlyn, ja place za day care a nie babysitting mojego dziecka i place dosc duzo.
    Kurcze nie wiem co zrobic. W okolicy nie ma innego przedszkola, ktore by nam
    odpowiadalo, szukalam kilka tygodni przed i po pzezprowadzce. Mala bedzie tam
    tylko rok bo potem idzie do catholic school (ma 4 lata teraz). Szukac czegos
    innego? Wrocic do poprzedniego przedszkola? Poczekac az sie zacznie rok
    szkolny i wejdzie w zycie program szkolny, gdzie dzieci maja rozne bardziej
    intelektualne zadania (co prawda nie bedzie miala juz ani jezyka migowego ,
    ani hiszpanskiego) i jesli nadal bedzie sie to nam nie podobac to ja wtedy
    przeniesc?
    Dodatkowo mala pojdzie od wrzesnia do polskiego przedszkola (soboty 4h) gdzie
    bedzie sie troche wiecej uczyc wiec sie to mzoe wyrowna (polskie przedszkole
    iw ogole szkola jest na bardzo wysokim poziomie).
    Mala przezyla przeprowadzke bardzo (atak astmy, po ktorym wyladowala w
    szpitalu i moczenie sie w nocy), niby ma teraz lepiej ale zawsze to dla
    dziecka stress i bylby kolejny jakbysmy ja dali do nowego przedszkola.
    Czy moze ja sie czepiam i mam za wysokie wymagania?

    Mala jest tam dopiero 3 tygodnie i ja na razie wstrzymuje sie z rekacjami,
    awanturami itd, obserwuje i czekam na rozwoj sytuacji, bo nie chce tam
    zaczynac jako mamusia co sie awanturuje. Nie da sie ukryc, porownuje z
    poprzednim pzredszkolem i porownanie jest mocno na minus.
    nie wiem, czy ma to znaczenie ale dzielnica jest generalnie czarna i mala
    jest znow w mniejszosci rasowej (jest tam jeszcze 1 biala dziewczynka w
    mlodszej grupie i 1 azjatka w innej grupie).




    Strona 2 z 2 • Wyszukiwarka znalazła 144 postów • 1, 2

    Design by flankerds.com