Menu
menu      Strona Główna
menu      tłumacz elektroniczny polsko-rosyjski
menu      Tłumacz internetowy języka norweskiego
menu      Tłumacz komputerowy online francuski
menu      tlumacz onet ang pl
menu      tłumacz online język holenderski
menu      tłumacz polsko angielski dep
menu      tłumacz polsko angielski onlline
menu      tłumacz polsko angielski-oprogramowanie
menu      Tłumacz polsko hiszpański zdania
menu      tłumacz przysięgły jęzangielski Nysa
menu      Tłumacz przysięgły język holenderski
menu      tłumaczenia piosenek Julio Iglesiasa
menu      tlumacz angielski na komórkę
menu      tłumacz angielsko polki
menu      tłumacz angieskiego online
  • simlock cid 53
  • scent bar v 45
  • bank pekao sa kielce
  • http www test darmowyhosting com pl
  • siatkowka me kobiet 2009
  • profesjonalizm w obsludze obywatela
  • obrazki z wystawy
  • dyplom z kursu samoobrony dla kobiet
  • w lipcu bedzie wodowanie
  • Czytasz wypowiedzi wyszukane dla zapytania: tłumacz niemiecko polski techniczny





    Temat: Uczymy się języków obcych
    ja tez o Twoj slownik bardzo poprosze!

    A w ogole - pomysl na watek niezly :) Moj pierwszy egzamin na obcej uczelni
    zdawalam w 3 mies. po przybyciu do Niemiec. Wtedy moja znajomosc niemieckiego
    wystarczala na przedstawienie sie i zrobienie zakupow... Wiec 1. tydzien
    zakowalam 200 slowek fachowych po niemiecku, w 2. tyg uczylam sie "na
    zrozumienie", a w 3. tygodniu przekladalam sobie zrozumiany material w glowie
    znow na niemiecki. Dodam, ze na moim wydziale na gdanskiej polibudzie do
    trudnego egzaminu nawet najwieksze kujony nie uczyly sie dluzej niz tydzien :)

    A z wyprobowanych przeze mnie slownikow:

    1) ATV-DVWK-Dictionary: German, English, French, Portugese Polish, Spanish,
    Czech, Hungarian, Hennef, September 2000
    Slowka z branzy wodnej, sciekowej, kanalowej, odpadowej i troche z budowlanej we
    wszystkich wymienionych powyzej jezykach. Az tylo jezyczna to nie jestem, ale
    tlumaczenia polsko-niemiecko-angielskie sa niezle, z tego slownika korzystam
    najczesciej

    2) Slownik techniki sanitarnej angielsko-polski, niemiecko - polski, Wydawnictwo
    Instalator Polski 1996.
    Sa tu slowka nie tylko "sanitarne", ale tez sporo z technik instalacyjnych z
    roznych dzialek. Cakliem niezly i niedrogi

    2) Slownik naukowo-techniczny niemiecko-polski i polsko-niemiecki, Wydawnictwa
    Naukowo Techniczne Warszawa, Wydanie 12. (kupiony w 2000 i wygladal na nawo, ale
    czy cos od pierwszego wydania w 1967 zmieniono?)
    to mozna znalezc slownictwo przewaznie do budowy maszyn i elektryki, z
    budownictwem i moja dzialka (inzynieria sanitarna) raczej slabo a i tlumaczenia
    nie zawsze sa sensowne...

    3) jak cos znam po niemiecku, a szukam po angielsku, albo odwrotnie, to
    korzystam z b. dobrego internetowego slownika ang-niem: dict.leo.org/
    slownictwo techniczne jest tu tez w sporych ilosciach



    Temat: rozmowy, które długo się pamięta...
    mam pewne doświadczenie, nie jestem zdesperowana... ostatnio, trochę poniekąd
    przez znajomość poszłam na rozmowę, aczkolwiek znajomy nawet nie proponował tej
    pracy swojej żonie, mojej przyjaciółce, bo wiedział, że to może być kanał. Tak
    więc poszłam na rozmowę. Firma ponad 10 lat na rynku. Dwóch preziów. Złapali
    przedstawicielstwo na Polskę pewnej firmy niemieckiej. Chcieli tłumacza, ale
    najchętniej na um-zlecenie, ew. ćwierć etatu, a roboty przecież na dwa etaty:
    tłumczenia dokumentacji technicznej, specyfikacji, folderów,
    instruktaży(wszystko ciężkie słownictwo techniczne), tłumaczeń przy szkoleniu
    pracowników. Na cały etat by było 1500 brutto, ale oni by zatrudnili najchętniej
    na godziny, do tego, praca pisemna do domu :/.
    Nie zdradzałam się, że wiem, że zatrudniają stale innych stażystów w marketingu,
    by nie płacić im normalnych pieniędzy i że wszystko by chcieli za darmo.
    Rozwalił mnie tekst: bo dla nas praca na etat, to koszt!!!
    I jeszcze jedna perełka: bo taki tłumacz, to też będzie musiał się uczyć, więc
    to jakby stażysta.
    Normalnie śmiech na sali. Podałam stawki zaporowe, aczkolwiek niższe o 60% od
    tych z biur tłumaczeniowych, ze świadomością, że wezmą kogoś z bylejakim
    niemiecki, kto będzie b. zdesperowany i będzie tłumaczył "po polskiemu".






    Temat: W południe manifestacja stoczniowców w Warszawie
    Stoczniowcy znów w Warszawie. W południe ma ich...
    Złodzieje, nieroby, walczą o dotacje, więc manifestują przed innymi
    złodziejami dopraszając się o większe kradzieże??

    Gdzie tu jest walka o wolną Polskę? Gdzie, pytam!

    A tak w ogóle, to ja chce czytac po polsku instrukcje techniczne statków z
    polskich stoczni, a nie ani po niemiecku, ani tłumaczone.

    Do roboty nieroby!! Walczyć o Polskę, o polską gospodarkę,
    o to, aby koniunktura polskiej gospodarki rosła w siłę,
    a nie w dotacje.




    Temat: Cormac McCarthy
    > Uwaga druga: styl jest na pewno oszczędny i precyzyjny, może nawet
    surowy, ale
    > na pewno nie prosty! Nie wiem ile tego przetrwało do polskiego
    tłumaczenia, ale
    > McCarthy w całości, a `Droga' szczególnie są podawane jako
    przykład książki
    > świadomie używającej masy wyrazów mało znanych i używanych, często
    technicznych

    Nie czytalam oryginału, w tłumaczeniu polskim nie rzuciły mi się w
    oczy szczególnie trudne wyrazy? Jakaś sól wytrącająca się z ziemi,
    nazwana po łacinie, to jedyne co zapadło mi w pamięć, a jestem osobą
    zupełnie nietechniczną i jakiś żargon a pewno by mnie odstraszył :)
    No chyba że w oryginale te wszystkie drobne naprawy i zabiegi
    techniczne dokonywane przez ojca są opisane szczególnie
    wyrafinowanym słownictwem.
    Ale właściwie pisząc o prostocie, nie miałam na myśli słownictwa a
    sam sposób pisania, zdania, króciutkie fragmenty (rozdziały?) Dla
    mnie najbardziej wstrząsające są lakoniczne, kilkuwyrazowe rozmowy
    ojca z synem.




    Temat: This is hilarios! Read carefully.
    Brawo Niknejm.
    Aby nmoc tlumaczyc trzeba umiec myslec po angielsku i po polsku w tym
    wypadku.Ryry fajnie tlumaczy angielski myslac po polsku.
    Niknejm jest naprawde dobry.
    Tak z praktyki jak sie jedzie do niemiec trzeba myslec po niemiecku szwedzki
    odchodzi w niepamiec.Nas jak jezykow uczono tutaj to zabronione bylo
    posiadanie w pierwszych lekcjach slownikow.Pokazywano przedmiot i mowiono
    nazwe i wten sposob po 5-ciu lekcjach czlowiek zaczyna juz myslec w tym jezyku
    Nigdy sie w ten sposob nie zapomina.Dlatego wiele slow techniczne jakie sie
    nauczylem na zachodzie nie znam odnosnika polskiego i dzieki Wam forumowicze
    po tym pol roku juz mnie jest wszystko jasne.Jezyka sie nauczyc to trzeba
    jechac do tego kraju i szlifowac.Pzdr.Michal
    P.S nigdy nie tlumacze z polskiego na szwedzki tylko on siedzi obok niego tam
    pod czapka.



    Temat: jaki samochod dla singla kupic, oto jest pytanie,
    tak eneko, ale wystarczy jeden wypad do Polski samochodem. Ja sie nie znam
    wybitnie na tlumaczeniach technicznych, ale pierwszym slowem z dziedziny
    techniki samochodowej, jakie musialem tlumaczyc na misji w Polsce bylo
    pojecie "wahacz", ktore nie ma zreszta bezposredniego odpowiednika po niemiecku



    Temat: Język angielski jest genialny!
    brezly napisał:

    > Tak stalo w, bodaj, "The Economist". Jako "epitom" niejednoznacznosci
    > angielskiego to podawano.
    >
    > Idzie o to ze pasazerowie poruszajacy sie na wozkach elektrycznych nie powinni
    > przejezdzac za pewna linie.

    W takim razie "No electric passengers carrying vehicles beyond this line" jest
    tu zwyklym bledem jezykowym. Powinno byc: "No passengers carrying electric
    vehicles beyond this line", chociaz nie jest to najszczesliwsze sformulowanie.

    > PS. Podrzucano mi kiedys do przejrzenia tlumaczenia angielskich tekstow
    > technicznych. I mozesz mi wierzyc, kiedy np. instrukcja obslugi byla tez po
    > niemiecku - opieralem sie na niej, mimo ze wtedy niemiecki znalem o niebo
    > slabiej niz angielski. Ale jak przychodzilo do tego czy kolo porusza sprezyne
    > czy tez na odwrot - niemiecki byl jednoznaczny.

    Zle napisany tekst techniczny bedzie tez niejednoznaczny po niemiecku i po polsku.




    Temat: mycha
    dzieki przesliczne,
    wszystko dotarlo i z wielka radocha poogladalam anioly i aniolki )

    a teraz link by zamieszczac nasze zdjecia
    imageshack.us/
    1).kilikasz na myszce lewy klawisz na prawej stronie"Bledra"(to po szwedzku,a
    po polskiemu chyba by bylo przewracaja )

    1 a).otworzy Ci sie twoj folder ze zdjeciami.
    - tam zamarkujesz sobie ktore zdjecie chcesz wyslac,klikniesz na koncu w tym
    folderze jakbys go wysylala i ponownie otworzy sie pierwasz strona juz z
    zaznaczonym symbolem zdjeciowym

    2).klikasz na ""host in"" i pokaze sie plansza z wybranym przez Ciebie zdjeciem,
    ja klikam na zdjecie lewym klawiszem na myszce i pokazuje sie odpowiedni format
    zdjeciowy,

    3). wtedy ,masz juz gotowe zdjecie do dalszego przedysponowania,
    postepuje tak jak chcesz by przeniesc link na vistule
    img413.imageshack.us/my.php?image=tulipan055ai.jpg
    qurcze nie umie tlumaczyc technicznych rzeczy bom nietechniczna,
    ale jak cos niezrozumialas to pytaj bede tlumaczyc.

    pozdrawiam cieplunio...




    Temat: Byliście ostatnio na czymś ciekawym w teatrze?
    "Noc" wg Stasiuka w Teatrze Starym w reżyserii Grabowskiego. Wbrew początkowym
    obawom (jakoś nie lubię Stasiuka), całkiem zgrabnie zrobiona sztuka. Stereotypy
    polsko-niemieckie widziane z obu stron. Świetna pod względem technicznym. Grana
    na przemian po polsku i niemiecku (z wyświetlanym tłumaczeniem). I warto
    posłuchać jak aktorzy spiewają na głosy - perełka. Ogólnie, jak najbardziej
    polecam. Teraz wybieram się na sztukę Warlikowskiego i już sobie ostrzę zęby.



    Temat: Nauka na bykach
    Niedouczenie widać wszędzie. Na przykład w tłumaczeniach z
    języków obcych.
    Było kiedyś takie słowo w języku polskim jak "TECHNIKA".
    Obecnie niemal całkowicie zostało zastąpione
    przez "TECHNOLOGIA" - przynajmniej w mediach. Bierze sie to stąd
    że po angielsku TECHNIKA to "TECHNOLOGY" - a więc fonetycznie
    słowo podobne do polskiego słowa "technologia" - które jednak
    znaczy coś innego. Technologia to po polsku "proces
    produkcyjny" - czyli sposób wykonywania jakiejś czynności.
    TECHNIKA to pojęcie o wiele szersze - tak jak "nauka". Dla
    każdego inżyniera jest to oczywiste. Niestety dla tłumaczy
    języja angielskiego (w większości humanistów bez żadnej wiedzy
    technicznej) nie...
    To tylko jeden z wielu przykładów tego typu.
    Dodam jeszcze że przy tłumaczeniach z niemieckiego taki błąd się
    niezdarza bo po niemiecku technika to "technik"
    Aha, po angielsku nasze "technologia" to "process engineering"

    Pozdrawiam
    inzynier



    Temat: Kto mi pomoze w tlumaczeniu
    chcialbys tak po niemiecku mowic, jak Helmut po polsku.

    jakbym tak mowil ,tobym juz dawno byl bezrobotny.Ale "wolnoc Tomku w swoim domku"
    dawaj tlumaczyc u pana "Zdzisia" ,taniej moze bedzie ,ale czy lepiej ?

    "zamiast oczerniac kogos na
    forum, pokaz co potrafisz! Czy tylkos w gebie mocny?
    "
    Sam nie czuje sie na silach aby tlumaczyc poezje czy beletrystyke ,bo pracuje w
    marketingu i jestem stricte "technicznie skrzywiony" ale ewidentne bledy
    poczynione przez "native german" nie sa wykladnikiem gwarantujacym jakosc
    tlumaczenia.
    z powazaniem
    faz



    Temat: Rzygaczowa strona przenoszona
    pumeks:
    > On tam zaraz na początku daje przypis, że pozostawił angielskie terminy po
    > angielsku, zgodnie z niemieckim oryginałem. Tylko że niemiecki język,
    > zwłaszcza techniczny, jest tymi anglicyzmami nasycony duzo bardziej niż
    > polski. I wyszedł tłumaczowi taki troszkę bełkocik.

    A może to jest bełkot zamierzony?

    Komputerowe anglicyzmy w niemieckim też są używane i też brzmią strasznie, tak
    jak w polskim. Bywało, że moim studentom rzucałem jakiś termin techniczny po
    angielsku i pytałem o niemiecki odpowiednik. Zwykle wywiązywała się długa
    dyskusja kończąca się tym samym angielskim terminem w niemieckiej wymowie i
    konkluzją ,,Das Wort wurde eingedeutschd'' (nawet nie wiem, jak to ostatnie
    napisać, bo je zawsze tylko słyszałem



    Temat: Nie chcą NOSTRYFIKOWAĆ mojej niemieckiej matury!
    Nie chcą NOSTRYFIKOWAĆ mojej niemieckiej matury!
    Czy znacie Studia na które mogę złozyć papiery w Warszawie jedynie wymagające
    świadectwa dojrzałości wraz z tłumaczeniem przysięgłym - bez nostryfikacji z
    kuratorium?????? Właśnie się dowiedziałem, że moja "techniczna matura" nie jest
    uznawana w Polsce za maturę, bo nie ma tu takiego odpowiednika!!!!!!!!! Jestem
    załamany, bo za parę dni miałem zdawać na Politechnikę!!!!!!!!!!!!!!



    Temat: jezyki obce...
    Liczy się skromność i dziewczyna tak tak pewnie ocenia swoje umiejętności, też
    siedziałem i uczyłem sie w Albionie i zawsze piszę, że znam język angielski
    dobrze a nie bardzo dobrze. Prowadzę swobodnie wszystkie rozmowy zagraniczne w
    mojej firmie i jestem tutaj tłumaczem i inżynierem zarazem, po prostu musze
    umieć wszystko. Jestem praktykiem i potrzebny mi techniczny zakres znajomości
    znam na tyle, że przetłumaczenie projektu dokumentacji budowy wieżowca w
    Frankfurcie zajęło mi ostatnio 4 dni (jakieś 200 stron), ciekawostka, papiery
    były po niemiecku a to jest mój drugi język obcy jaki opanowałem ....
    Jak byłem dzieckiem to nienawidziłem języków obcych, w technikum: polski ledwo
    3, rosyjski z bólem 3, angielski 3, rozwinąłem się w czasie studiów, to jest
    ostatni dzwonek by sie jeszcze czegoś nauczyć, studenci weźcie to sobie do
    serca. Na studiach technicznych studenci nie przykładają sie do języków obcych,
    wyjątek informa, elektronika, itp zaawansowane technologicznie gdzie publikacje
    są tylko w tym języku. Uważam, że praktyka i tylko praktyka w kraju gdzie
    używają danego języka, tak więc studiowałem za zarobioną wcześniej kasę w
    Niemczech w Londynie, a tam też sobie dorobiłem i nic nie ciągłem od rodziców
    przez całe studia, mieszkałem u nich i dojeżdżałem z za***ia na uczelnię 40 km
    dziennie. Ze znalezieniem pracy nie miałem nigdy problemów teraz jestem w 3
    firmie i jest na nareszcie normalnie tak jak powinno być i to z kasą i tym czym
    się zajmuję (projekty elektryczne dla dużej światowej firmy)
    pozdrawiam serdecznie wszystkich na forum



    Temat: SULTAN BEACH - Hurgada
    Czy fajny pytasz o hotel czy Jamaice? Czy warto sie u niego uczyc? Mysle ze
    tak. Widzialam ludzi ktorzy zaczynali, poczatki mieli trudne ale potem calkiem
    niezle juz po zatoczce smigali.. Na poczatku ma delikwenta uczacego sie na
    sznurku. Kawalek sie odplywa i on przyciaga spowrotem i tak iles razy. Tlumaczy
    troche jak to jest od kwestii technicznej a potem plywa sie samemu, a on idzie
    obok wzdluz plazy i podpowiada. Mowi po angielsku, niemiecku i rosyjsku. Choc
    ostatnio obiecal nauczyc sie polskiego



    Temat: Antresola
    Gość portalu: nicelus napisał(a):

    > jak bedziesz łączył deski na nut und feder, to uważaj aby się nie
    > zablindowało na oberlaufcie, bo wtedy bez sztamajzy ani rusz.
    >
    hehe
    to jak tłumaczyłam sobie z niemieckiego nazwy różnych maszyn,
    urządzeń i inne techniczne nazewnictwo ... po polsku mówiły mi
    róznie dużo jak po niemiecku :(




    Temat: Samobój Owsiaka
    Najgorsze moim zdaniem było to, że nawet niemieckie tłumaczenie nie wyjaśniło
    tej sytuacji, o ile pamiętam tłumaczka powiedziała, że nie ma audio więc koncert
    przerywamy. Zrozumieć z tego można tyle, że polska ekipa techniczna zawaliła..
    Tak czy inaczej, wywalenie największej niemieckiej gwiazdy festiwalu może tylko
    wkurzyć niemieckich woodstockowiczów. Może i zrobili chamstwo, ale jeśli nie
    mogli zagrać bisów, to straciła na tym głównie publika a nie zespół. I w sumie
    raczej oddala to naszych zachodnich sąsiadów od Woodstocku niż łączy, nawet
    jeśli wina jest po stroni Toten Hosen. Szczególnie, że zaraz potem były piosenki
    o szkopach i powstaniu. Moim zdaniem głupio to w sumie wyszło a reakcja Owsiaka
    tylko pogorszyła sprawę, nawet jeśli była w jakimś sensie słuszna.
    pzdr!



    Temat: Kalendarium lipcowe
    I znowój mowam pora dzionków zapóźnienia, nic to zaroz nadrobzim...

    27 lipca

    208 dzień roku.
    Słońce w znaku Lwa wzeszło w Olsztynie o 4.44, zajdzie o 20.44. Dzień potrwa 16
    godzin i będzie krótszy od najdłuższego w roku o godzinę i sześć minut.

    Imieniny obchodzą: Julia, Natalia, Dionizy oraz Monika.

    Święto narodowe Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, obchodzone w
    rocznicę podpisania porozumień rozejmowych w 1953 roku.

    1758- Do olsztyńskiego zamku doprowadzono dojazd od strony miasta przez most nad
    fosą.

    1808- Chłopi z domen państwowych zaczęli otrzymywać w okolicach Ełku ziemię na
    własność. Koniec pańszczyzny na Mazurach.

    1906- Urodził się Jerzy Giedroyc, wydawca, publicysta i współtwórca czasopisma
    „Kultura”, wydawanego przez Instytut Literacki w Maisons-Lafitte koło Paryża,
    gdzie Redaktor mieszkał od 1947 roku. Człowiek-instytucja (zm. 14.09.2000).

    1944- Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego i rząd ZSRR podpisały porozumienie o
    polsko-radzieckiej granicy państwowej, mimo iż Prusy Wschodnie były jeszcze w
    rękach Niemiec. Porozumienie przewidywało wytyczenie granicy od Zalewu Wiślanego
    powyżej Świętej Siekierki (Mamonowo) do Gołdapii i do Bugu na linii Curzona.
    Elbląg znalazł się w granicach przyszłej Polski.

    1945- Uchwałą Rady Ministrów powiat ełcki został przyłączony do województwa
    białostockiego

    1947- W Elblągu prymas Polski, kard. August Hlond, poświęcił sztandar
    stacjonującego w tym mieście 55. pułku piechoty. W uroczystości uczestniczył
    marszałek Michał Żymierski-Rola.

    1976- W olsztyńskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej odbył się pierwszy egzamin
    magisterski. Zdał go studiujący zaocznie historię nauczyciel Aleksander Bieńkowski.

    1982- Zmarł w Olsztynie Edward Martuszewski, dziennikarz radiowy i publicysta,
    tłumacz, autor m. in. zbiorów szkiców z przeszłości Warmii i Mazur: „Polscy i
    niepolscy Prusacy”, „Nawet kamień”.

    2006- Podczas nurkowania w Bałtyku w okolicy Ławicy Słupskiej zginął Grzegorz
    Dominik, mistrz świata w nurkowaniu głębokościowym, jeden z najlepszych polskich
    instruktorów i nurków technicznych. Specjalizował się w nurkowaniu głębokim oraz
    poszukiwaniu wraków.




    Temat: Żukow i Stalingrad - prawdy i mity
    Bitwa pancerna pod Dubnem
    W skład I Grupy Pancernej Kleista weszlo cztery dywizje pancerne (9, 11, 14 i 16) oraz dwie
    zmotoryzowane (zdaje sie że 16 i 25). W sumie dwa korpusy. Odwód stanowiła dywizja SS
    Viking i jeszcze jedna dywizja zmotoryzowana (numeru nie pamiętam). Tak więc liczebnosć
    czołgów po stronie niemieckiej była bliska 1000 lub ją przwyższala. Nie należy zapominać,
    ze jednostki niemieckie były w pełni zmobilizowane i przygotowane pod względem technicznym.
    Posiadały też stany osobowe typowe dla czasu wojny.

    Po stronie radzieckiej dwa najsilniejsze korpusy zmechanizowane (4. i 8.) z chwilą wybuchu
    wojny zostały skoncentrowane jeden w okolicy Sambora (8.) drugi na zachód od Lwowa
    (Jaworów). Oba miały wykonać natarcie, zgodnie z przedwojennymi planam na zachód przez
    Bramę Przemyską.

    Tymczasem Niemcy wykonali uderzenie na odcinku Włodzimierz Wołyński-Sokal, i do zatkania
    tej wyrwy nakazano 15. korpusowi wykonać uderzenie z rejonu Brodów na Radziechów.
    Tam też wieczorem 22 czerwca doszło do pierwszego starcia oddzialu wydzielonego (w sile batalionu)
    z Niemcami. 15. korpus jak większosć jednostek radzieckich nie posiadał sorodkow transportu,
    dlatego czolgi nie maily wsparcia piechoty, ani artylerii. Na dodatek jeden z pułków (19.) 10. dywizji pancernej
    ugrzązł w baganch w okolicy Toporowa. W efekcie korpus ten wchodził do akcji stopniowo
    i nigdzie nie był w stanie wywalczyc przewagi. W powietrzu ponadto dominowała Luftwaffe.

    Dzieje 8. korpusu zmechanizowanego zostały dosć dobrze opisane przez Nikolaja Popiela, który
    był komisarzem w tym korpusie. Nie sądzę, żeby jego książka była kiedykolwiek tłumaczona w
    Polsce, obfituje ona ponadto w elementy propagandowe (Popiel był w końcu komisarzem), można
    się jednak z niej dowiedzieć wielu interesujących szczegółów, chociażby takich że Niemcy
    przeciwko ukrytym po lasach Rosjanom zastosowali napalm, lub cos o podobnym dzialaniu.

    Stosunkowo niewiele widaomo nt. działań 4. korpusu zmechanizowanego, najsliniejszego jaki
    był w tym czasie na Ukrainie. Powód jest chyba taki, że dowodził nim generał-major Andriej Własow.
    Musiał dowodzić nim jednak na tyle umiejętnie, że pomimo wysokich strat awansował i pod
    Moskwą dowodził już całą armią.

    Korpusy: 9., 19., 22. i 24 były znacznie słabsze- składały się prawie wyłącznie ze starych
    czołgów. Korpusy 16. i częsci 2. i 18. zostały użyte już w lipcu.
    Warto wiedzieć, że korpusem 9. dowodził Konstanty Rokossowski- najwybitniejszy dowódca
    pochodzenia polskiego. W tym korpusie był też pułkownik Katukow- mistrz zasadzek, który
    odegrał wybitną rolę na jesieni 41 r dowodząc 4. brygadą pancerną, a zakończył wojnę jako
    dowódca 1. armii pancernej.



    Temat: Europa szuka polskich inżynierów
    Ale jakie po rowno? Robotnik na budowie ma 2000 netto, podpytalam
    panow z budowy obok. No i z drugiej strony z jakiej racji inzynier ma
    zarabic 10 razy wiecej niz sprzataczka w tej samej firmie? W mojej
    ona dostaje niewiele mniej niz ja bo w koncu potrzeby ma takie same.
    W wiekszosci zachodnich krajow roznice w zarobkach nie siegaja
    kilkuset procent tylko najwyzej sa 2 albo 3 razy wieksze w porownaniu
    do praconika najnizszego szczebla. Stad sie bierze szacunek dla pracy
    kkazdego czlowieka, nawet tego co zbiera worki ze smieciami z ulicy i
    sprzataczki kibli.

    Zreszta mieszkam juz dwa lata za granica i powiem wprost: zadnych
    inzynierow z Polski nie szukaja. To jest najwieksze klamstwo i
    oszustwo jakie sie wmowilo ludziom. Po pierwsze polski inzynier jak
    juz skonczy studia, bez roznicy na ktorej politechnice, bo na kadej
    poziom jest podobnie tragiczny, to i tak malo umie. Nie zna
    przewaznie jezyka nawet w komunikatywnym stopniu, zadengo programu
    komputerowego nie obsluzy po angielsku tylko zawsze musi miec
    spolszczenie. Na polskiej uczelni technicznej 90% studentow pochodzi
    z lapanki, studentow jest za duzo, wykladowcy prezentuja przestarzala
    wiedze i w ogole nie kladzie sie nacisku na jezyki. A wiekszosc
    dobrej literatury inzynierkiej jest po angielsku, niemiecku a nawet
    po rosysjku. U nas nawet porzadnych tlumaczy nie ma :/ I tyle. Nikt
    nas na tym zachodzie nie poszukuje.

    Opowiastki kolesi, ktorzy poszli na jedna rozmowe i od razu ich
    zatrudnili to jest czsyty SF. Prawie kazda zachodnia firma zanim
    kogos zatrudni chce przeprowadzic minimum 3 rozmowy, znaczna czesc
    polakow tych rozmow nie przejdzie z powodu dukania po angielsku. Ci
    co przejda i tak musza dlugo udowadniac, e sa wystarczajaco dobrzy bo
    w Niemczech czy Belgii kierunki techniczne stoja na wyzszym poziomie
    a studenci konczacy studia maja faktyczna wiedze teoretyczna i
    praktyczna. U nas kroluje sciaganie, zachodniemu studentowi nie
    przyszloby to do glowy bo za plagiat czy oszustwo na egzaminie
    wylatuje sie z hukiem z uczelni, z wilczym biletem w kieszeni.



    Temat: Zmasowanym atak niemieckich mediów na Polske?
    Wspolczuje Niemce ktora byla w zwiazku malzenskim z tym panem.
    Pieniacz, ktory ma manie przesladowcza!

    Jesli opieke nad dziecmi przyznano WYLACZNIE matce, to ma prawo wyjechac
    nawet na koniec swiata.

    Dwujezycznosc nie przeszkadza integracji wylacznie w przypadku
    jesli dzieci sie normalnie rozwijaja!
    Wtedy mozna do nich mowic trzema, czterema jezykami bez zadnej szkody ...

    Nic nie wiemy o rozwoju tych dziewczynek. Byc moze psycholog zalecila
    aby rozmawialy tylko w jednym jezyku do czasu, az beda mialy dobrze opanowany
    pierwszy jezyk???
    Spotkalam sie z takimi przypadkami.

    A to, ze spotkania z dziecmi odbywaja sie przy udziale urzednika,
    swiadczy o jakims gleboko zakorzenionym powodzie.
    Moze dzieci boja sie przebywac same z tatusiem???

    Ciekawe, ze przez tyle lat ten Polak nie doszedl sprawiedliwosci.
    Nawet wladze Austrii sa po stronie matki ... wiec nie mozna juz zwalac
    wszystkiego na "tych wstretnych Niemcow"

    "... hamburski Jugendamt "na własną rękę" zakazał mu rozmawiania z córkami
    po polsku.
    - Jestem nauczycielem-germanistą, dlatego argument urzędu, że mówienie po
    polsku opóźnia integrację dzieci w niemieckim społeczeństwie,
    był absurdalny -tłumaczy.

    Dwa lata temu matka wyjechała, bez wiedzy ojca, z obiema córkami do Austrii.
    "To było uprowadzenie dzieci, zorganizowane przez Jugendamt w Hamburgu" ...
    Dopiero niedawno umożliwiono mu ponownie kontakt z dziewczynkami - po niemiecku
    i pod austriackim nadzorem.

    Według niego (Muszynskiego, przedstawiciela Konsulatu), te sprawy
    nie mają "żadnego ukrytego podłoża".
    - Jeżeli ja się dowiaduję, że wytłumaczeniem dla zakazu kontaktu
    rodzica z dzieckiem w języku polskim jest to,
    że urzędnik Jugendamtu - który jest obecny przy takich kontaktach - nie zna
    polskiego, to jest problem techniczny.
    Problem, który można rozwiązać - ocenił."



    Temat: Angrusz_moralny_autorytet_stanu_w ojennego
    Rzeczywiście, czytałem ten artykuł w Bildzie osobiście. Kilka innych gazet
    również o tym pisało.

    Sens tych artykułów była taki, że dwie kancelarie - prezydenta i premiera - nie
    dogadały się w sprawie polskiego udziału w konferencji. Żadnych podtekstów na
    temat przyczyn takiego stanu rzeczy.

    Podany był jeden szczegół, że przygotowane dla reprezentacji prezydenckiej
    (ministrów prezydenckich) karty uczestnictwa odebrał ktoś z ochrony rządowej,
    kto zadeklarował się owe karty dostarczyć osobom, na które były wystawione. Stąd
    kłopoty z wejściem prezydenckich ministrów do budynku, bo karty nie zostały
    dostarczone na czas. Z relacji niemieckiej wynikało, że polski rząd ma mało
    operatywną ochronę (to ochroniarze nie wywiązali się z obowiązku rozdania kart
    zdaniem niemieckiego dziennikarza).

    Żadnych podtekstów, żadnych złośliwości, raczej tłumaczenie wszystkiego
    niezsynchronizowaniem działań. Może słabo znam niemiecki, ale naprawdę nie
    zauważyłem żadnej iluzji.

    Nikt ze znajomych Niemców o to zajście mnie nie zapytał. Nikt się nim nie
    zainteresował. Jakieś tam techniczne problemy, zaginęły wejściówki. Co to kogo
    obchodzi.

    Wiecie jak się nazywa obecnie premier czy tam prezydent europejskiego kraju
    Rumunii? Niemcy też najczęściej nie wiedzą, podobnie jak nie wiedzą nic na temat
    składu rządu w Polsce. Oni interesują się przede wszystkim prawem i władzami,
    jakie istnieją w ich landach. Oczywiście wiedzą też coś o rządzie berlińskim,
    ale już problemy innych państw najczęściej nie interesują ich w ogóle.

    Obojętność jest czasami nie do zniesienia. Tym bardziej obojętność ponad 80
    milionowego sąsiada dla niektórych jest niewyobrażalna. Niestety większość
    Niemców ma swoje problemy i polskich tak naprawdę zupełnie nie zauważa. Nam
    tylko się zdaje, że one są istotne, niestety kilkaset kilometrów od Odry one
    zupełnie nie istnieją. Zupełnie nikt się nimi nie interesuje. Nawet troszeczkę
    się nie interesuje, choć niektórzy myślą może, że jest inaczej.

    Pozdrowienia dla znajomych.



    Temat: Panslawizm
    Gość portalu: Mic napisał(a):

    > Jesli rzeczywiscie tak bylo, to swiadczy to tylko o rozmiarach demoralizacji i
    > glupoty tych ludzi.

    Jak mowilem, nie koniecznie sa durniami, po prostu trzezwo patrza na ta sprawe,
    jezeli pojedziesz do USA czy Anglii to i tak za kilka miesiecy bedziesz rozmawial
    plynnie, a na razie lepiej miec dobre oceny (stypendium) i przy tym troche
    nauczyc sie rosyjskiego ;-)) Uczyc jezek po ksiazkam - to jak uczyc sie plywac
    bez wody ;-))

    > Mylisz sie. Byli nie tylko idiotami ale przede wszystkim oszustami i cwaniakami

    Chyb a w Uniwuerku byles kujonem ;-))

    > Nalezy tylko miec nadzieje, ze kiedys sami beda tego zalowac. Takie "dzialania
    > pozorne" nie wiadomo dla czego (paperka?) to wlasnie jedna z najochydniejszych
    > spuscizn komuny.

    Co do tego ma komuna? Jezeli gosciowi nie jest potrzebny jezyk obcy ( a jego
    zmuszaja do nauki - gdzie podziala sie ta wolnosc wyboru przyjacielu ? ;-)) to
    lepiej w oznake protestu nie uczy sie niego i ma dobre oceny - NO pasaran! ;-))

    > Oj biedny Misza... Konstruktor z ktoregokolwiek z krajow UE nie znajacy
    > angielskiego to analfabeta funkcjonalny, nie majacy szans na rynku pracy.

    Jak mowielm, kiedy pojedzie do UE, to bedzie znal jezyk - ja tak wyuczylem polski
    za 1 miesiac ;-))

    > Czy musze ci tlumaczyc taki banal? To straszne.

    Nie o to chodzi - a tylko o to ze jezeli czlowiek NIE CHCE uczyc sie obcego
    jezyku - to to jest jego prawo, a jezeli zechce nauczyc sie - to napewno to
    zrobi... Czy musze to ci tlumaczyc? To smiesznie... :D

    A co z dalszym ksztalceniem sie? Przeciez wiekszosc
    > literatury fachowej w internecie, cala korespondencja miedzynartodowa prowadzon
    > a jest wlasnie po angielsku...

    Zle znasz technike (chyba nie na Mechanicznym studjowales ?;-)) - fachowa
    literatura techniczna (a szczegolnie samochodowa) jest w jezyku niemeckim - u nas
    na uczelnie 90% literatury bylo w jezyku niemieckiej - dobrze ze w szkole i na
    studjach mialem niemecki ;-))

    > O czym ty piszesz? "nauczyc sie samochodow".. i co ?

    Jak to co? Magister z EPiM - Ekspolatacji pojazdow i maszyn ;-))

    > Misza, sorry ale odnosze wrazenie, ze ... To powiedz mi dlaczego bedac jeszcze
    > w podstawowce potrafilem sie znakomicie dogadac po rosyjsku bedac w ZSRR?

    1) CZy naprawde az tak znakomicie?
    2) Nie porownaj jezyk z twej grupy jezykowej a z innehj - spronowalbys wyuczyc
    estonskiego czy wegierskiego ;-)) Ja znam polski, rosyjski, estonski i plynnie
    rozmawiam po angielsku - i wszystko biez ani jednej ksiazki ;-)))

    Misza



    Temat: JAKIE UNIWERKI W ANGLI (szcz. płd, londyn)
    Jesli chodzi o poludnie wysp, to polecam Southampton - szkola moze nie z
    pierwszej trojki, ale jest w gornej czesci rankingow (ok. 20 miejsca, z tym ze
    tam szkoly sa mniejsze i dlatego 20 miejsce nie wyglada zle). Dobra renome maja
    Bristol i Bath. Jesli chodzi o Londyn to najlepsze sa Imperial College,
    University College London i oczywiscie London School of Economics. Mniej
    oblegane: King's College (mniej, jednak wciaz bardzo oblegany), Queen Mary,
    City i Goldsmiths (ale to juz scisla czolowka nie jest). Zaznaczam, ze
    obracalem sie w kregu innych kierunkow (european studies, jezyki obce i prawo),
    ale generalnie w UK bardziej liczy sie na dyplomie szkola niz kierunek.

    Brakowalo mi jeszcze tylko wakacyjnego doszkolenia z jezyka na University
    College London i mialem zapewniony indeks, ale ostatecznie zdecydowalem sie na
    Krakow. Na pewno po powrocie z Londynu moglbym rzucic dyplom z UCL i bylbym
    gosc, ale radze nie przesadzac z poziomem w Wielkiej Brytanii. Troszke tam
    posiedzialem (egzaminy), mieszkalem z polskimi studentami i powiedzieli krotko:
    w Wielkiej Brytanii poziom wiedzy po studiach magisterskich jest nizszy niz u
    nas po licencjacie (maja porownanie, bo pojechali do Londynu szukac szczescia
    po naszych studiach i znalezli sobie uniwerki na miejscu). Z tym, ze
    Brytyjczycy maja inny system - u nas sie uczysz (glownie wkuwasz), tam chodzisz
    na intensywne zajecia i przyswajasz wiedze bardziej praktycznie. Ale chocby nie
    wiem jak bardzo intensywne byly te zajecia, nie wiem ile mozna sie nauczyc
    przez 4 godz. w tygodniu (dosc prestizowe European Studies na King's College
    London - I rok). Sredni wymiar zajec to 13 godz. w tygodniu, humanisci duzo
    mniej, kierunki techniczne troche wiecej.

    I jeszcze jedno: jesli juz sie zdecydowales(as) na Wielka Brytanie, to nie boj
    sie top universities. Z polska matura wchodzisz wszedzie - lepsze szkoly
    organizuja dodatkowe egzaminy, ale z doswiadczenia wiem ze to nic strasznego,
    duzo mniej stresujace niz u nas (ja tlumaczylem co sadze o dominacji francusko-
    niemieckiej w UE na kierunek europejskie studia polityczne i spoleczne -
    specjalizacja prawnicza na UCL, a chodzilo im glownie o to, zeby wylapac czym
    sie interesowalem i czy w ogole cos mnie interesowalo). Mozesz sie na
    egzaminach poklocic i jeszcze na dobre ci to wyjdzie (masz osobowosc ;)

    Powodzenia.



    Temat: A co z nami będzie, jeśli USA...
    Gość portalu: Stauffenberg napisał(a):

    > Cieszę się, że Słoneczko Ludzkości, znany z innych forów Wielki Alen, Znawca
    > Każdego Tematu raczył mnie oświecić.
    >
    Nie zadowolonym z posiadanej wiedzy słoneczkiem , zawsze byłem i dalej
    jestem .
    Nie jestem taki Wielki , w dowodzie mam napisane wzrost średni .
    Stauffenberg , to nie jest oświecenie .
    Robienie tak odległych prognoz , moim zdaniem może być traktowane tylko jak
    zabawa .
    Na bieg wydarzeń można nie wątpliwie mieć wpływ.
    Były i są robione kroki w nieprzyjaznym dla Polski kierunku . Jednak nie
    można wykluczyć
    odwrotnego działania tych kroków.
    >
    > Ps. Oświeć jeszcze wywiad niemiecki - autorów tej analizy. Jest to jeden z
    > wariantów. Bo są jeszcze inne.
    >
    To brzmi już lepiej .
    Cenie sobie niemiecką logikę , jeśli chodzi o rozwiązania techniczne . Poza
    tym jest mnóstwo
    dowodów na to , że poza techniką są oni mało efektywni i mało przewidywalni .
    A wiesz jakie prognozy niemieckie ,dla państwa niemieckiego , są na
    przyszłość ?
    Tu mam na myśli rozwój kultury niemieckiej , gospodarki , społeczeństwa .
    Już niedługo obywatele trzeciego świata będą dominować w Niemczech .
    Jakie to skutki będzie miało na rozwój niemieckiej państwowości , nie trudno
    odgadnąć.
    >
    Ale po co ja bedę Geniuszowi Europy (i okolic)
    > takie rzeczy tłumaczył...
    >
    Nie jestem geniuszem , a chętnie zapoznaje się z każdymi prognozami . Nawet
    gdy moim zdaniem
    są one nie realne.
    Jedno wiem na pewno , gdy zbudujesz kilka teorii rozwoju europy , masz większą
    szansę w przyszłości powiedzieć że miałeś rację .

    Alen.




    Temat: Techniczne słownictwo - POMOCY!!!
    Mala dygresja do pretendentow
    Gość portalu: Zuza napisał(a):

    > To są moje początki w tego typu tłumaczeniach i
    > nie ukrywam, że na tą chwilę sprawiają mi sporą trudność. Ale mam nadzieję, ze
    > powolutku się jakoś wdrąże:)

    Dodam jeszcze moje dwa centy.
    Jesli chcesz tlumaczyc na akceptowalnym poziomie tematy specjalistyczne, MUSISZ
    przynajmniej na podstawowym poziomie cos wiedziec o ogolnej tematyce. I to nie
    tylko na stopniu slownikowm (czyli ze znasz slownikowe opowiedniki), ale musisz
    wiedziec, co dana czesc robi, z jakimi wspolpracuje i jaki jest kontekst
    konstrukcyjny tej czesci lub procesu.

    Sama (dobra nawet) znajomosc obu jezykow i najlepsze nawet slowniki wystarcza
    wylacznie do produkcji roznych kwiatkow w stylu "german jest polprzewodnikiem =
    ein Deutscher ist Halbführer". Albowiem wiekszosc pojec technicznych bez
    ogolnego (a czasem i szczeglonego) kontekstu jest mocno wieloznaczna, a
    wieloznacznosc i zbior znaczen danego pojecia w jednym jezyku nie pokrywa sie ze
    zbiorem znaczen tego wyrazenia w drugim jezyku.

    Jesli wiec np. tlumaczysz o gietarkach, to najpierw powinnas zaczac od
    przeczytania ze zrozumieniem kilku podrecznikow o budowie maszyn (Budowa Maszyn
    - Maschinenbau - ten przedmmiot tak sie na studiach inzynierskich nazywa), ew.
    wspartych Poradnikiem Mechanika (fajne skondensowane publikacje przerabiajace
    przekrojowo wiekszosc obszarow tematycznych). I to zarowno po polsku, jak i
    rownolege po niemiecku.

    Szczegolnie z porownania ilustracji i ich opisow mozesz sie najwiecej nauczyc. I
    zalapac poczucie znaczen, ktorego zaden slownik nie jest w stanie zastapic.

    Idealem sa oczwiscie w takim wypadku studia inzynierskie ;-)

    A pozniej nieustannie podbudowujesz to ciagla lektura tekstow w prasie
    technicznej, katalogach, prospektach itp. w obu jezykach.

    Czy naprawde w dalszym ciagu chcesz byc tlumaczem technicznym?

    ;-)

    MfG

    C.




    Temat: BBC: Fałszerstwo i korupcja kosztowały życie se...
    Kiedyś zasadą było, że z urządzeniem można było
    zakupić lub od razu się dostawało jego instrukcję serwisową lub
    schematy ideowe, po czym osoba w miarę wprawna mogła ocenić
    urządzenie od strony zasady i jakości działania (to wynika z użytych
    elementów i rozwiązań układowych) oraz stwierdzić czy parametry
    urządzenia podane w instrukcji są realizowalne w tym układzie
    (ewntualnie pomierzyć je w oparciu o schemat i własną wiedzę
    techniczną).

    Obecnie uzyskanie schematu urządzenia (czy instrukcji serwisowej)
    graniczy z cudem a ewentualne problemy wychodzą dopiero w trakcie
    użytkowania. Często też wychodzi, że parametry urządzenia są z
    sufitu wzięte, osoba, która je przeprowadzała nie miała pojęcia jak
    je się prawidłowo robi, myliła jednostki, zakresy wielkości a
    dodatkowe cuda dokładali tłumacze (nietechniczni) tłumacząc
    instrukcję z języka producenta na inny (czasami to są tłumaczenia
    przez 3 języki np: japoński -> angielski -> polski częst są też
    robione przy pomocy tłumaczy komputerowych, bez sprawdzenia
    sensowności wyniku).

    Daje się też zauważyć upadek sztuki inżynierskiej w zakresie
    projektowania, analizy odporności urządzenia na różne warunki pracy,
    użytych rozwiązań technicznych, poprawnego przeczytania i
    zrozumienia kart katalogowych użytych do budowy elementów,
    odporności na zakłócenia itd. To wygląda co raz bardziej jak w
    piosence Jonasza Kofty "Śpiewać każdy może" w wersji "Lutować każdy
    może". Poza tym coraz bardziej bezgraniczna wiara w możliwości
    komputerów i oprogramowania powoduje, że powstają urządzenia kalekie
    już od nowości, bo programy są tylko tak "mądre" jak ten co je pisał
    a produkt końcowy jest iloczynem "mądrości" programu i tego kto go
    używał oraz interpretował wyniki jego działania a z tym jest co raz
    gorzej. Do tego jeszcze dochodzą ozczędności w procesie produkcji
    (maksymalizacja zysku za wszelką cenę) co objawia się używaniem
    gorszych materiałów, tańszych elementów, kleju na gorąco do
    mocowania elementów (tam gdzie kiedyś była porządna obejma),
    elementów plastikowych zamiast metalowych, skrócenie czasu
    testowania przed oddaniem do produkcji seryjnej, pisaniem
    oprogramowania przez osoby bez doświadczenia (często
    początkujących), testowania go przez osoby bez wyobraźni co może
    zrobić użytkownik (np. że będzie próbował policzyć pierwiastek
    kwadratowy z -1 a brak zabezpieczenia przed tym może się okazać
    zgubny dla urządzenia) itd. Byle szybciej, byle taniej albo jeszcze
    sprzedasć kit jako wartościowy przedmiot licząc, że się nikt nie
    pozna na oszustwie ... :((((

    Przeważnie użytkownicy końcowi nie zdają sobie sprawy z powyższych
    spraw olśnieni pięknem obudowy, designu, lampeckami (niebiekie
    diodki), dzyndzelkami, milionem zbędnych funkcji, których nigdy nie
    wykorzystają i kolorowym folderem mówiącym o naukowo dobranej
    długości kabla sieciowego zapewniającego najwyższą jakość dźwięku 10
    kanałowego ;))) Dopiero z czasem okazuje się (o ile będą w stanie to
    zauważyć i się do tego przyznać), że zostali zrobieni w balona.




    Temat: Linguistic Administrators A5 - kto idzie na testy?
    Masz sporo racji, ale tez troche uogolniasz, a to niedobrze. My rozpatrujemy tu
    tylko sytuacje tlumaczy jez. polskiego a nie tlumaczy innych jezykow. Twoj
    przyklad Slowenki jest zupelnie nie na miejscu, bo akurat sam bylem dobrze
    zaprzyjazniony ze Slowenka-tlumaczka i wiem, ze u nich na konkursie trzeba bylo
    zdac byle jak (= dostac polowe punktow), zeby dostac angaz, bo bylo wiecej
    wakatow niz osob, ktore zdaly test. U Polakow tak nie bylo za pierwszym razem i
    nie bedzie tak i teraz. Mi sié na poczatku tez wydawalo, ze z moimi studiami w
    Niemczech i doswiadczeniem zawodowym bede nie wiem jaka gwiazda, a okazalo sie,
    ze inni reprezentowali soba bardzo wysoki poziom. Dlatego upre sie przy
    mniemaniu, ze osoby spoza branzy lingistycznej beda mialy ciezko, chyba ze sa
    na prawde bardzo zdolne albo beda mialy duzo szczescia.
    Oczywiscie ze to nie wstyd zagladac do slownika. Ja sam zagladam, jak mi zadny
    sensowny odpowiednik polski nie wpada do glowy. I nie twierdze, ze znam jezyk
    obcy perfekcyjnie. Ale NIGDY nie musze zagladac do slownika, zeby zrozumiec
    sens jakiegos normalnego slowa po niemiecku w czasopismie np. typu Spiegel
    (podkreslam, ze nie mowimy tu o fachowych tekstach technicznych czy
    prawniczych, bo takich na egzaminach nie ma). Jesli wiec ktos twierdzi, jak tu
    na forum, ze szukald sensu pewnych sformulowan w slowniku, nie mogl ich znalezc
    i zle przetlumaczyl tekst, wiec jest chyba jasne, ze zna jezyk troche slabo, bo
    jak slusznie zauwazasz poziom znajomosci jezyka mozna oceniac tylko na
    przykladzie innych a ja ci gwarantuje, ze polscy tlumacze pracujacy obecnie w
    instytucjach europejskich na pewno nie mieli klopotow ze zrozumieniem tekstu
    wyjsciowego.

    Co to tlumaczenia komputerowego. To nie "program" tlumaczy. W instytucjach
    europejskich pracuje sie przy pomocy oprogramowania TRADOS. Nie chce tu sie
    rozwodzic, jak to dziala. Ale ten program moze ci "zaoferac" tlumaczenie tylkco
    takich zdan, ktore juz kiedys byly raz przetlumaczonhe. A skad one maja byc
    przetlumaczone, skoro Polska jest w Unii dopiero od maja 2004 r. i BARDZO wiele
    dokumentow nie ma jeszcze zadnych oficjalnych tlumaczen. Jak my zaczynalismy w
    zeszlym roku nie bylo jeszcze w ogole czegos takiego jak "translation memory'"
    jezyka polskiego. To my dopiero powoli i zmudnie te rzeczy wprodadzalismy do
    bazy danych, wiec nie opowiadaj banialukow (sorry za to sformulowanie) o
    jakims "programie" , ktory automatycznie tlumaczy, bo to zuplenie nie przystaje
    do praktyki, przynajmniej obecnie jeszcze nie. Baza danych UKIE na ktora czesto
    ludzie sie powoluja jak na wyrocznie, zawiera szereg bledow. Zreszta, co
    ciekawe, z nie znam nikogo z UKIE, ktory by dostal prace jako tlumacz, chociaz
    na egzaminie takowi byli...... To chyba tez cos swiadczy o poziomie znajomosci
    jezyka, jaki trzeba miec.

    Oczywiscie nie zmienia to faktu, ze konkurs to konkurs. Udzial w nim nic albo
    malo co kosztuje. Wiec probowac mozna. Ale odrobina realizmu w ocenie swoich
    mozliwosci / zdolnosci tez nie zaszkodzi.



    Temat: prywatnie cza sie sondzic
    prywatnie cza sie sondzic
    Merkel z Kaczyńskim o gazie i roszczeniach
    pi, PAP2006-10-30, ostatnia aktualizacja 2006-10-30 15:05
    Polska i Niemcy będą dążyły do utworzenia wspólnego europejskiego rynku
    energii, który zapewni Polsce dostęp do europejskich zasobów prądu i gazu, a
    tym samym bezpieczeństwo energetyczne - zapowiedzieli premier Jarosław
    Kaczyński i kanclerz Angela Merkel po spotkaniu w poniedziałek w Berlinie.

    Fot. ARND WIEGMANN REUTERS
    Jarosław Kaczyński i Angela Merkel pozują do zdjęć fotoreporterom po
    konferencji prasowej
    więcej zdjęć
    ZOBACZ TAKŻE
    Spotkanie z Merkel głównym punktem wizyty Kaczyńskiego w Niemczech (30-10-06,
    10:15)
    "Le Monde": Polsko-niemieckie uspokojenie (30-10-06, 20:42)
    Premier w Berlinie: koalicja - "lepsze zrozumienie", opozycja - "ogólnikowe
    deklaracje" (30-10-06, 18:27)
    Premier z niechęcią myśli o strefie euro (30-10-06, 15:31)
    SONDAŻ
    Czy stosunki polsko-niemieckie poprawią się po spotkaniu Kaczyńskiego z
    Merkel?

    Tak
    Nie
    Nie wiem

    J. Kaczyński powiedział dziennikarzom, że "generalna idea", przedstawiona
    podczas jego rozmowy z Merkel, polegała na tym, że "Polska w razie zagrożenia
    ma zapewnione dostawy z rynku państw położonych bardziej na Zachód niż
    Polska". "To wpisuje się w plan dywersyfikacji dostaw gazu" - dodał premier.

    Merkel podkreśliła, że polityka energetyczna jest "strategicznym problemem",
    od którego zależą dobrobyt i bezpieczeństwo obywateli krajów Unii. "Zajmiemy
    się tym już podczas niemieckiej prezydencji w Unii Europejskiej" -
    powiedziała Merkel, dodając, że na pierwsze wyniki można liczyć już w marcu
    przyszłego roku. Polsko-niemiecka grupa robocza opracuje szczegóły
    techniczne - dodała szefowa niemieckiego rządu.

    Premier J. Kaczyński powiedział, że celem Polski jest uzyskanie pewności, iż
    interesy gospodarcze i polityczne nie będą zagrożone poprzez stosowanie
    energii jako środka nacisku.

    Rozmowy z Merkel służyły poszukiwaniu rozwiązania, jak oddalić to zagrożenie
    i doprowadzić "na poziomie traktatowym i poprzez powiązania między systemami
    energetycznymi", żeby ta sprawa mogła zostać "zaliczona do przeszłości".

    "Mam nadzieję, że te rozmowy, które będą prowadzone na poziomie technicznym, -
    rozmawialiśmy o różnych pomysłach - doprowadzą do tego, że w trakcie
    prezydencji niemieckiej będą podjęte decyzje, które w ostatecznym rachunku
    doprowadzą do takiego stanu" - zaznaczył. To dla nas sprawa o fundamentalnym
    znaczeniu - dodał premier RP.

    J. Kaczyński: Polska podtrzymuje negatywny stosunek ws. Gazociągu-Północnego

    J. Kaczyński i Merkel opowiedzieli się za podpisaniem przez Rosję
    Europejskiej Karty Energetycznej, co - ich zdaniem - zwiększyłoby pewność
    rosyjskich dostaw. Premier J. Kaczyński podkreślił, że Polska nie zmieniła
    swego negatywnego stosunku do niemiecko-rosyjskiego Gazociągu Północnego.

    Zapewniał, że ani jego poprzednicy, ani on sam nigdy nie zaakceptowali tego
    projektu. Niemieccy politycy twierdzą, że Polska zaakceptowała projekt
    gazociągu w czerwcu 2005 r. na forum Rady UE.

    "Nie interesuje nas budowa łącznika gazociągu do Polski"

    Premier wyjaśnił, że Merkel nie proponowała mu przystąpienia Polski do
    Gazociągu Północnego, ani też budowy łącznika do Polski. "Przez ten łącznik
    do Polski płynąłby gaz z Gazpromu, a my chcemy dokonać dywersyfikacji, czyli
    mieć go z różnych kierunków" - tłumaczył.

    Merkel: Niemiecki rząd nie popiera indywidualnych roszczeń wobec Polski

    Merkel zapewniła ponownie, że niemiecki rząd nie będzie popierał żadnych
    indywidualnych roszczeń odszkodowawczych wobec Polski, odniosła się jednak
    negatywnie do polskiej propozycji podpisania traktatu, w którym Niemcy i
    Polska zrezygnowałyby z wzajemnych roszczeń. Taką propozycję Kaczyński
    przedstawił w wywiadzie dla dziennika "Bild".

    "Uważamy że to jest załatwione" - powiedziała Merkel. "Nie sądzę, by taka
    umowa była właściwym rozwiązaniem". Szefowa niemieckiego rządu podkreśliła,
    że wie, jaki niepokój działalność Pruskiego Powiernictwa wywołuje w Polsce.

    Kaczyński: Z polskiego punktu widzenia ta sprawa nie jest załatwiona

    Kaczyński powiedział, że cieszy się z "kolejnego oświadczenia pani kanclerz"
    w sprawie roszczeń. "Z polskiego punktu widzenia ta sprawa nie jest
    ostatecznie zakończona" - zaznaczył. "Chcemy pójść dalej" - dodał.

    J. Kaczyński i Merkel poinformowali o rozwianiu wątpliwości wokół sprawy
    finansowania Polsko-Niemieckiej Wymiany Młodzieżowej. Strona niemiecka
    jeszcze w piątek twierdziła, że polski MEN zwlekał z przekazaniem ostatniej
    tegorocznej raty na działalność tej organizacji - jak powiedziała wówczas
    szefowa niemieckiego biura PNWM Doris Lemmermeier, na konto organizacji
    wpłynęła niepełna suma od Polaków. Wedle deklaracji szefów rządów obu państw,
    wszystko zostało wyjaśnione.




    Temat: Muszynski chce zmusic Niemcow;)
    Muszyński walczy z niemiecką przestępczością
    zorganizowaną.
    fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/po-rozwodzie-nie-moze-mowic-do-dzieci-po-polsku,850760,2943
    Zabronili mu mówić do dzieci po polsku
    Mieszkający w Hamburgu Polak Wojciech Pomorski domaga się od hamburskich władz
    odszkodowania oraz pisemnych przeprosin za uniemożliwienie mu po rozwodzie z
    żoną, Niemką, posługiwania się językiem polskim w kontaktach z własnymi córkami.

    Przed Sądem Krajowym w Hamburgu rozpoczął się w piątek proces z powództwa 36-
    letniego nauczyciela-germanisty.

    - Walczę o godność człowieka i ojca - powiedział Pomorski po zakończeniu
    pierwszej rozprawy.

    - Domagamy się zadośćuczynienia w wysokości co najmniej 15 tys. euro oraz
    wglądu do akt dokumentujących wieloletni konflikt Pomorskiego z urzędem ds.
    młodzieży (Jugendamtem) - wyjaśnił adwokat Rudolf von Brecken. Niemiecki
    prawnik nazwał "hańbą" postępowanie władz miasta w stosunku do jego klienta.
    Zakaz kontaktu z dziećmi w języku polskim był "zniechęcającą do życia"
    represją - ocenił. Von Brecken skrytykował brak przedstawiciela Hamburga na
    rozprawie, co świadczy - jego zdaniem - o ignorowaniu sądu.

    Pomorski przyjechał do Berlina Zachodniego w 1989 roku. Rok później przeniósł
    się do Hamburga, gdzie poślubił obywatelkę Niemiec. W latach 1997 i 1999
    urodziły się dwie córki - Justyna i Iwona-Polonia.

    Po rozpadzie małżeństwa córki przyznano matce, jednak sąd nie orzekł żadnych
    ograniczeń językowych w jego kontaktach z dziećmi. Natomiast hamburski
    Jugendamt "na własną rękę" - jak twierdzi Pomorski - zakazał mu rozmawiania z
    córkami po polsku. - To był szantaż, nie mogłem się na to zgodzić - powiedział
    Pomorski. Podkreśla, że do rozwodu w domu mówiono po polsku, a na zewnątrz po
    niemiecku. Jestem nauczycielem-germanistą, dlatego argument urzędu, że mówienie
    po polsku opóźnia integrację dzieci w niemieckim społeczeństwie, był
    absurdalny -tłumaczy.

    Dwa lata temu matka wyjechała, bez wiedzy ojca, z obiema córkami do Austrii. -
    To było uprowadzenie dzieci, zorganizowane przez Jugendamt w Hamburgu -
    twierdzi Pomorski. Celem tego wyjazdu było - jego zdaniem - doprowadzenie do
    tego, by dzieci zapomniały języka polskiego. Dopiero niedawno umożliwiono mu
    ponownie kontakt z dziewczynkami - po niemiecku i pod austriackim nadzorem.

    Pomorski kieruje działającym na terenie Niemiec Stowarzyszeniem "Rodzice
    Przeciw Dyskryminacji Dzieci". Organizacja zajmuje się obecnie dziesięcioma
    podobnymi konfliktami - mówi nauczyciel. Jego zdaniem, jest to jednak
    tylko "wierzchołek góry lodowej". Wielu rodziców nie decyduje się na ujawnienie
    sprawy i konflikt z niemieckimi władzami - twierdzi.

    Jak dowiedziała się PAP, w sprawę o zakaz posługiwania się językiem polskim w
    kontaktach rodziców z dziećmi z rozbitych małżeństw zaangażował się nowy
    przedstawiciel MSZ ds. współpracy polsko-niemieckiej Mariusz Muszyński.

    Muszyński potwierdził, że zwrócił się z prośbą do polskich służb
    dyplomatycznych w Niemczech, by sprawie Pomorskiego przyglądano się na wyższym
    poziomie niż konsularny. - Trzeba obejrzeć tę sprawę w kontekście politycznym.
    Z tego co wiem podobnych problemów nie mają dzieci Francuzów czy Anglików -
    dodał.

    Muszyński mówił, że już wcześniej spotkał się z podobnymi problemami wśród
    Polaków mieszkających w Niemczech. Dodał, że zamierza o tym rozmawiać z Gesine
    Schwan - pełnomocniczką niemieckiego rządu ds. współpracy z Polską.

    Według niego, te sprawy nie mają "żadnego ukrytego podłoża". - Jeżeli ja się
    dowiaduję, że wytłumaczeniem dla zakazu kontaktu rodzica z dzieckiem w języku
    polskim jest to, że urzędnik Jugendamtu - który jest obecny przy takich
    kontaktach - nie zna polskiego, to jest problem techniczny. Problem, który
    można rozwiązać - ocenił.

    W polsko-niemieckim traktacie o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z
    1991 r. jest mowa o prawie do swobodnego rozwijania tożsamości etnicznej i
    kulturowej przez Polaków mieszkających w Niemczech.




    Temat: Roszczenia CD.
    To nie wiaze sie bezposrednio z tematem - ale jest dosyc sugestywna ilustracja
    jak niemcy traktuja Polakow w swoim kraju:

    Zabronili mu mówić do dzieci po polsku
    Piątek, 22 grudnia (13:37)

    Mieszkający w Hamburgu Polak Wojciech Pomorski domaga się od hamburskich władz
    odszkodowania oraz pisemnych przeprosin za uniemożliwienie mu po rozwodzie z
    żoną, Niemką, posługiwania się językiem polskim w kontaktach z własnymi córkami.

    Przed Sądem Krajowym w Hamburgu rozpoczął się w piątek proces z powództwa 36-
    letniego nauczyciela-germanisty.

    - Walczę o godność człowieka i ojca - powiedział Pomorski po zakończeniu
    pierwszej rozprawy.

    - Domagamy się zadośćuczynienia w wysokości co najmniej 15 tys. euro oraz
    wglądu do akt dokumentujących wieloletni konflikt Pomorskiego z urzędem ds.
    młodzieży (Jugendamtem) - wyjaśnił adwokat Rudolf von Brecken. Niemiecki
    prawnik nazwał "hańbą" postępowanie władz miasta w stosunku do jego klienta.
    Zakaz kontaktu z dziećmi w języku polskim był "zniechęcającą do życia"
    represją - ocenił. Von Brecken skrytykował brak przedstawiciela Hamburga na
    rozprawie, co świadczy - jego zdaniem - o ignorowaniu sądu.

    Pomorski przyjechał do Berlina Zachodniego w 1989 roku. Rok później przeniósł
    się do Hamburga, gdzie poślubił obywatelkę Niemiec. W latach 1997 i 1999
    urodziły się dwie córki - Justyna i Iwona-Polonia.

    Po rozpadzie małżeństwa córki przyznano matce, jednak sąd nie orzekł żadnych
    ograniczeń językowych w jego kontaktach z dziećmi. Natomiast hamburski
    Jugendamt "na własną rękę" - jak twierdzi Pomorski - zakazał mu rozmawiania z
    córkami po polsku. - To był szantaż, nie mogłem się na to zgodzić - powiedział
    Pomorski. Podkreśla, że do rozwodu w domu mówiono po polsku, a na zewnątrz po
    niemiecku. Jestem nauczycielem-germanistą, dlatego argument urzędu, że mówienie
    po polsku opóźnia integrację dzieci w niemieckim społeczeństwie, był
    absurdalny -tłumaczy.

    Dwa lata temu matka wyjechała, bez wiedzy ojca, z obiema córkami do Austrii. -
    To było uprowadzenie dzieci, zorganizowane przez Jugendamt w Hamburgu -
    twierdzi Pomorski. Celem tego wyjazdu było - jego zdaniem - doprowadzenie do
    tego, by dzieci zapomniały języka polskiego. Dopiero niedawno umożliwiono mu
    ponownie kontakt z dziewczynkami - po niemiecku i pod austriackim nadzorem.

    Pomorski kieruje działającym na terenie Niemiec Stowarzyszeniem "Rodzice
    Przeciw Dyskryminacji Dzieci". Organizacja zajmuje się obecnie dziesięcioma
    podobnymi konfliktami - mówi nauczyciel. Jego zdaniem, jest to jednak
    tylko "wierzchołek góry lodowej". Wielu rodziców nie decyduje się na ujawnienie
    sprawy i konflikt z niemieckimi władzami - twierdzi.

    Jak dowiedziała się PAP, w sprawę o zakaz posługiwania się językiem polskim w
    kontaktach rodziców z dziećmi z rozbitych małżeństw zaangażował się nowy
    przedstawiciel MSZ ds. współpracy polsko-niemieckiej Mariusz Muszyński.

    Muszyński potwierdził, że zwrócił się z prośbą do polskich służb
    dyplomatycznych w Niemczech, by sprawie Pomorskiego przyglądano się na wyższym
    poziomie niż konsularny. - Trzeba obejrzeć tę sprawę w kontekście politycznym.
    Z tego co wiem podobnych problemów nie mają dzieci Francuzów czy Anglików -
    dodał.

    Muszyński mówił, że już wcześniej spotkał się z podobnymi problemami wśród
    Polaków mieszkających w Niemczech. Dodał, że zamierza o tym rozmawiać z Gesine
    Schwan - pełnomocniczką niemieckiego rządu ds. współpracy z Polską.

    Według niego, te sprawy nie mają "żadnego ukrytego podłoża". - Jeżeli ja się
    dowiaduję, że wytłumaczeniem dla zakazu kontaktu rodzica z dzieckiem w języku
    polskim jest to, że urzędnik Jugendamtu - który jest obecny przy takich
    kontaktach - nie zna polskiego, to jest problem techniczny. Problem, który
    można rozwiązać - ocenił.

    W polsko-niemieckim traktacie o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z
    1991 r. jest mowa o prawie do swobodnego rozwijania tożsamości etnicznej i
    kulturowej przez Polaków mieszkających w Niemczech.

    Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP




    Temat: Nice i glosy
    Gość portalu: krzysztofsf napisał(a):

    > > Nie ma tam odpowiedzi DLACZEGO dostalismy tyle a tyle glosow.
    > > A ja chcialbym sie dowiedziec DLACZEGO mamy tyle glosow.
    > > Z jakiej ZASADY to wyniklo.
    Tu masz przyklad jak to sie odbywalo
    www.paneuropa.l.pl/nicea/artrzep1.htm
    RZECZPOSPOLITA

    Deputowani śmieją się z Chiraca

    Jędrzej Bielecki

    z Brukseli

    - To był jedynie błąd techniczny, błąd w druku, tylko przez chwilę - tak
    prezydent Francji Jacques Chirac tłumaczył wczoraj deputowanym Parlamentu
    Europejskiego w Strasburgu propozycję przyznania Polsce mniejszej liczby głosów
    w Radzie Unii, niż dostała licząca tyle samo ludności Hiszpania. Propozycję tę
    zgłosiła podczas szczytu w Nicei Francja. Deputowani wybuchnęli śmiechem.

    Z krytyką wystąpił szef największego ugrupowania w parlamencie chadek Hans-Gert
    Poettering. - Szczęśliwie nie podtrzymano tej propozycji. Pomyśleć tylko, jakie
    wrażenie wywarlibyśmy na Polsce! Coś takiego nigdy nie powinno się powtórzyć! -
    grzmiał szef chadeków. - Nie wiem, skąd pan czerpał swoje informacje. To był
    błąd techniczny - tłumaczył prezydent Francji. Widząc niedowierzanie
    deputowanych, Chirac stracił panowanie: "Za przeproszeniem! Wasza ironia w tej
    kwestii jest nie na miejscu!" - mówił podniesionym głosem. - Wystąpił błąd
    techniczny. Na papierze. Tylko przez moment. Był to błąd maszynowy. Papier
    natychmiast wycofano i oczywiście poprawiliśmy liczby! - argumentował. Nie
    wspomniał jednak, że ten "moment" trwał 24 godziny.

    Niekorzystny dla Polski podział głosów został zgłoszony przez Francuzów. Dzień
    później, po wielogodzinnych negocjacjach przywódców "15" i interwencji polskich
    władz, zastąpił go nowy dokument. Francuski minister do spraw europejskich
    Pierre Moscovici zaznaczył, że niedobry dla Polski pomysł podpowiedział Francji
    jeden z krajów "15".

    Wystąpienie Chiraca poprzedziła ostra krytyka nowego traktatu, który, zdaniem
    deputowanych, tylko nieznacznie przyspiesza integrację europejską i nie
    gwarantuje wcale, że prace Unii po poszerzeniu nie zostaną sparaliżowane.
    Dokument krytycznie oceniła cała niemal prasa europejska, oprócz niemieckiej.
    Chirac tłumaczył, że trzeba było przyjąć taką reformę, którą będzie mogła
    zaakceptować opinia publiczna krajów "15". Ta zaś obawia się zbyt forsownej
    integracji. - Największym niebezpieczeństwem było to, że nie dojdziemy w ogóle
    do porozumienia, co załamałoby proces poszerzenia Unii na wschód. Gdybyśmy
    narzucili zbyt szybkie tempo integracji, też byłoby ryzykownie. Jak się biegnie
    za szybko, to można się potknąć i upaść, a wtedy w ogóle wszystko się kończy -
    tłumaczył Chirac. - Traktat z Nicei jest dobry, bo mogą go zaakceptować
    parlamenty "15". Pamiętajmy , że teraz się zaczyna kolejna trudna bitwa: o
    ratyfikację - dodał Moscovici. Dokument musi zaakceptować Parlament Europejski.

    - Po przystąpieniu do UE Polska nigdy nie zorganizuje szczytu "15". Belgia
    uzyskała bowiem obietnicę, iż wszystkie nieformalne spotkania przywódców "15"
    będą odtąd odbywały się w Brukseli. Tam też będą miały miejsce
    szczyty "formalne", odkąd Unia będzie liczyła 18 krajów. Takie rozwiązanie
    przyjęto z obawy, że nowe kraje członkowskie nie poradzą sobie z organizacją
    spotkań. Nie jest jednak jasne, kto będzie płacił za organizację szczytów w
    Brukseli: władze Belgii czy państwo przewodzące Unii w danym półroczu. Szczyt w
    Nicei kosztował Francuzów około 15 milionów euro. Był jednak także okazją do
    promocji Nicei i przyniósł miastu spore dochody.




    Temat: Centrum Wypędzonych we Wrocławiu!
    jeszcze w sprawie centrum wypedzonych
    zastanawia mnie jedno, naprawde niewiele osob [podkreslam - NIEWIELE a nie
    WSZYSCY], sposrod wypowiadajacych sie na forum zdaje sie wiedziec czym tak
    naprawde ma byc centrum wypedzonych. ok, ja wiem ze jeszcze nikt nie tworzyl
    planow, projektow i nic nie jest zatwierdzone, ale nikt, do licha ciezkiego,
    nie mowi tu o muzeum!!! to ma byc osrodek badawczy!!!

    druga rzecz to cel powstania. myk tkwi w tym, i jest to podkreslane przez osoby
    ktore maja cos na ten temat do powiedzenie [kieres, juzwenko] ze centrum, nie
    ma byc poswiecone martyrologii narodu niemieckiego czy nawet polskiego. bo to
    nie o to chodzi. ono ma byc poswiecone wypedzonym - migracjom ludnosci z
    przyczyn od nich nie zaleznych, migracjom wymuszonym. a wiec bedzie to o
    wegrach, "jugoslowianach", niemacah, polakach, ukaincach itp.
    centrum powinno badac, zbierac materialy, dokumenty. ono powinno przypominac i
    ostrzegac. ktos mowil na forum ze za x lat nie bedzie sie pamietac wojny.
    racja. ale taka pamiec powinna pozostac, powinno to byc ostrzezenie na
    przyszlosc,a przy okazji dzieki organizowaniu spotkan, sympozjow czy jesczcze
    czegos moze przyczyniac sie do integracji ponadnarodowej - patrz dzialnie
    krzyzowej [przynajmniej na poczatkach jej dzialalnoci, teraz nie wiem juz co u
    nich slychac]

    i wreszcze trzecia rzecz. za michnikiem nie przepadam, i w pierwszej chwili
    jego list wyzwolil u mnie uczucia mieszane, ale potem zaczalem kojazyc fakty:
    pani e. steinbach, w swym swinskim truchcie do stolka [zwroccie uwage ze glosno
    o niej i wypedzonych robi sie glownie gdy zblizaja sie wybory do wladz]
    wykoncypowala klejny "genialny pomysl". najpierw podsunieto [kilka miesiecy
    temu] pomysl zeby stworzyc centrum wypedzonych niemcow we wroclawiu. nasze
    srodowiska sie oburzyly [i slusznie, bo centrum martyrologii niemieckiej we
    wroclawiu to nie najlepsiejszy pomysl] wiec pani steinbach przesunela centrum
    do berlina.
    po liscie michnika, niemcy sa w lekko niezrecznej sytuacji. jesli zrobia
    centrum u siebie to bedzie ono rozdrapywaniem starych ran i nie bedzie dobre
    dla nas polakow. wszelkiej masci oszolomy chcace zbic polityczny kapital beda
    mogly sie odwolywac do centrum i powodowac konflikty miedzy polska a niemcami.
    centrum we wroclawiu, popierane przez nasze wladze panstwowe i lokalne, centrum
    o wymowie oglono europejskiej [a czemu nie swiatowej???] moze byc czyms
    naprawde porzadanym i przy dobrym rozegraniu tej sprawy moze przyniesc polsce
    wylacznie korzysci.
    podsumowujac, list michnika napsul z lekka pomysl pani steinbach, a jej
    argumenty co do idei centrum we wroclawiu sa poprostu infantylne. i tu nalezy
    sie plus dal michnika.

    a na koniec jeszcze o korzyściach. pomijajac te dyplomatyczne o ktorych pisalem
    wyzej, oraz to ze polacy mieli by szanse pokazac ze wcale nie za takimi
    ksenofobami jakimi sie ich czasami maluje i ze polska to niekoniecznie lista
    shindlera i jedwabne, ale i poszanowanie dla innych; ale rowniez sa to korzysci
    czysto materialne: promocja dla miasta, rozwoj srodowiska naukowego, kolejne
    miejsca pracy - naukowcy, ludzie do obslugi technicznej, tlumacze, czy wreszcie
    budowlancy ktorzy beda musialei zbudowac takie centrum.

    z powazaniem
    l.



    Temat: Napisz do Prezydenta w sprawie Pleciugi!
    Napisz do Prezydenta w sprawie Pleciugi!
    Teatr Lalek Pleciuga to bardzo ważne miejsce. To właśnie tu wielokrotnie mały
    widz ma pierwszy kontakt z sztuką, to tu wyrabia się jego gust, poczucie
    piękna i estetyki, poruszana jest jego wyobraźnia. To ważne miejsce zarówno
    dla dzieci ze Szczecina, jak i tych spoza naszego miasta. Świadczą o tym
    autokary stojące pod teatrem. Dla wielu z nich to niestety pierwsze i jedyne –
    z różnych powodów – spotkanie z takim rodzajem sztuki i wyrazu
    artystycznego. Ten teatr to również miejsce współpracy polsko-niemieckiej, to
    Kontrapunkt, to kilkadziesiąt lat ciężkiej pracy zespołu ludzi, to historia i
    nagrody. To ciasny, niezbyt przyjazny zarówno dla widza, jak i samych aktorów
    i twórców, budynek. To w końcu mała scena, gdzie, prowadzeni przez liczne
    korytarze, doświadczamy magii teatru poznanej z dzieciństwa.

    To miejsce ważne. Więcej, bardzo ważne. Dla nas, a przede wszystkim dla
    naszych dzieci. I kiedy pojawiła się szansa na zbudowanie nowoczesnego
    pięknego teatru mówiliśmy wszyscy: to piękny gest, odpowiedzialnego biznesu i
    przewidującego samorządu. Gest na miarę nowoczesnego miasta
    współodpowiedzialnego za wychowanie najmłodszych jego mieszkańców, dzięki
    któremu budujemy im świątynię sztuki, gdzie mogą się z nią spotkać po raz
    pierwszy i nie ostatni. Miejsce wyrobienia gustów najmłodszych widzów i
    powrotu do świata dzieciństwa towarzyszących im rodziców. Miejsce nowoczesne,
    ciekawe, pociągające, z dużymi możliwościami technicznymi i artystycznymi.

    To wielka szansa zarówno dla zespołu, jak i dla widza. Co więcej, to szansa
    dla Szczecina na nowoczesny teatr. To szansa na budowanie tożsamości,
    poczucia wspólnoty wokół czegoś nowego, wokół nowej jakości.

    Lecz piękna myśl trwała krótko. Nowy akt tego przedstawienia szybko zmienił
    się w tragedię. Zamiast nowego teatru – proteza w postaci nieszczęsnej
    adaptacji, miast światłej decyzji – zaoczne dogadywanie się miasta z
    biznesem. Ani przewidujący samorząd, ani odpowiedzialny biznes. Tak widać
    zakończy się ten spektakl – dzieci ściśnięte w starym kinie, bez marzeń o
    pięknym teatrze oraz rodzice z myślą: „tak, to było kiedyś kino, ale ono
    umarło… w jego truchło jednak dało się jeszcze wcisnąć ten teatr dla
    dzieci... Dla zepchnięcia problemu.

    Panie Prezydencie, Szanowni Radni, Przedstawiciele Inwestora,
    chcemy być Dumni z tego Miasta, z jego światłych decyzji i wyborów. Wyborów
    bez zgniłych kompromisów, szczególnie gdy sprawa dotyczy dzieci. Warto
    zbudować teatr na miarę marzeń tak, by każdy z nas idąc do niego z synem,
    córką, wnukiem mógł na równi z nimi marzyć, a nie tłumaczyć ze wstydem,
    dlaczego idziemy do tak strasznego miejsca.
    I jeszcze jedno, podejmijcie tę decyzję przy otwartej kurtynie. Dla dzieci
    warto być odważnym w podejmowaniu decyzji, odważnym i odpowiedzialnym. Dzieci
    się nie da oszukać.

    Zarząd Stowarzyszenia Czas Przestrzeń Tożsamość

    Andrzej Łazowski, Marek Ober, Antoni Sobolewski




    Temat: A. Maciarewicz dzielnie stawia czoła
    Jak sygnal radia znalazl sie w niemieckiej przestrzeni powietrznej

    Vadim Makarenko (wspolpraca: Anna Rubinowicz, Berlin)

    To byl rutynowy lot cwiczebny. Nagle pilot mysliwca Luftwaffe zamiast glosu
    kontrolera uslyszal w sluchawkach: "Tu Radio Maryja, katolicki glos w waszych
    domach".

    Kapitan Hans Bauer szybko zmienil kanal i zapytal kontrolera, o co chodzi. Obaj
    slyszeli to samo: pacierz w zupelnie obcym im jezyku.

    Dopiero po pewnym czasie Niemcom udalo sie ustalic, ze na ich wojskowej
    czestotliwosci nadaje polska rozglosnia religijna - Radio Maryja z Torunia.

    Bundeswehra poprosila o interwencje swoje ministerstwo obrony. Ci skontaktowali
    sie z naszym Sztabem Generalnym. Polscy wojskowi zazadali wyjasnien od Krajowej
    Rady Radiofonii i Telewizji.

    W ten sposob udalo sie potwierdzic, ze dziwny sygnal na czestotliwosci fal
    krotkich 7400 kHz to faktycznie program Radia Maryja. W zdumienie jednak
    wszystkich wprawily wyjasnienia stacji ojca Tadeusza Rydzyka - sygnal nadawany
    jest nie z Polski, ale az z Federacji Rosyjskiej. Na podstawie koncesji
    tamtejszego ministerstwa lacznosci.

    Jak Wolna Europa

    Jak ustalila "Gazeta", umowe z Rosjanami torunska rozglosnia podpisala w 1997
    r., na rok przed wejsciem Polski do NATO.

    Radio ojca Rydzyka wykorzystuje infrastrukture nadawcza (maszty, system
    zasilania itp.), ktora w Rosji zarzadza spolka RTRS (Rossijskaja
    Tielewizionnaja i Radiowieszczatielnaja Siet', czyli Rosyjska Siec Telewizyjna
    i Radiowa), w calosci nalezaca do resortu lacznosci.

    Sygnal Radia Maryja na falach krotkich dociera do Niemiec az z Samaryu i
    Krasnodaru na poludniu Rosji, gdzie stoja wykorzystywane przez ojca Rydzyka
    nadajniki.

    Z rosyjskich tabel technicznych, do ktorych dotarlismy, wynika, ze RTRS emituje
    sygnal w kierunku Polski. Ale po co wlasciwie torunskiej rozglosni fale
    krotkie? Kto poza niemieckimi zolnierzami slucha "Rozmow niedokonczonych" na
    tym pasmie?

    Ojciec Rydzyk w naszym kraju nie ma koncesji na nadawanie na falach krotkich, w
    Polsce Radia Maryja sluchamy na duzo popularniejszych falach UKF. Fale krotkie
    wielu z nas jednak pamieta - tak sluchalismy Radia Wolna Europa przed 1989 r.

    Skutek uboczny

    W dziale technicznym Radia Maryja nikt nie mogl z nami rozmawiac. - Sezon
    urlopowy - wyjasnil kobiecy glos w recepcji. Pracownik rosyjskiej spolki RTRS,
    ktory odebral telefon, nie chcial sie przedstawic i odeslal nas do zastepcy
    dyrektora generalnego Aleksandra Jelochina. Tamten byl nieuchwytny.

    - Wszystko jest zgodne z prawem - oceniaja eksperci KRRiTV, z ktorymi
    nieoficjalnie rozmawialismy. - Polski nadawca, ktory nie mial mozliwosci
    nadawania na falach krotkich w Polsce, dostal taka koncesje w Rosji i nadaje na
    Polske. Zanim sygnal Radia Maryja dotrze do Polski, to po drodze ma wiele
    innych krajow. A wiec smialo mozna postawic hipoteze, ze glownym celem Radia
    Maryja sa katolicy, ktorzy mieszkaja na Wschod od Bugu. Ewangelizacja
    niemieckich wojsk to skutek uboczny.

    Sprawa poloficjalna

    Nie wiemy, czy pilot Luftwaffe, ktory uslyszal nagle Radio Maryja w kokpicie
    mysliwca, nazywal sie Hans Bauer. Nie jestesmy pewni, czy to w ogole byl pilot
    mysliwca. Torunska rozglosnia mogla przeszkadzac kapitanowi niemieckiego
    krazownika lub zalodze czolgu. Nie mozemy tego ustalic. Tajemnica wojskowa.

    Wiemy natomiast, ze na poczatku roku ministerstwo obrony Niemiec zwrocilo sie
    do naszego Sztabu Generalnego z prosba o pomoc. Co bylo dalej, nie jest do
    konca jasne.

    28 lutego Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji dostala takie oficjalne
    pismo: "Wojskowe Biuro Zarzadzania Czestotliwosciami otrzymalo monit z komorki
    zarzadzania czestotliwosciami Ministerstwa Obrony Narodowej Republiki
    Federalnej Niemiec dotyczacy zaklocania niemieckiej radiokomunikacji wojskowej
    przez polska rozglosnie Radio Maryja na czestotliwosci fal krotkich 7400 kHz.
    Prosze Pana Przewodniczacego Juliusza Brauna o ustosunkowanie sie do problemu i
    poinformowanie Sztabu Generalnego WP o tej sprawie" - pisal general dywizji
    Lech Konopka.

    Jednak Joachim Schmidt, rzecznik prasowy ministerstwa obrony Niemiec, twierdzi,
    ze sprawa nie jest znana nikomu w ministerstwie. - Jest ona nowa dla wszystkich
    wydzialow resortu, utrzymujacych regularne kontakty z polskim sztabem
    generalnym. O niczym nie wie tez niemiecki attache wojskowy w Warszawie.
    Krajowa Agencja Radiokomunikacji (NARFA), zajmujaca sie zakloceniami radiowymi,
    rowniez nie ma takich informacji - powiedzial nam Joachim Schmidt.

    Rzecznik Sztabu Generalnego Wojska Polskiego Zdzislaw Gnatowski takze nie
    chcial zdradzic blizszych szczegolow. Oswiadczyl, ze "strona niemiecka nie
    zyczy sobie ujawnienia nazwiska oficera, ktory kontaktowal sie w sprawie Radia
    Maryja z polskim Sztabem Generalnym". Dlaczego? - Byly to towarzyskie
    nieoficjalne kontakty telefoniczne i e-mailowe - tlumaczy Gnatowski i dodaje,
    ze Niemcom odpowiedziano rownie nieoficjalnie... "Niech interweniuja w
    administracji rosyjskiej".




    Temat: Codename:Panzers....
    Codename:Panzers....
    Sądziłem, że w Niemczech na zawsze wypalono wszelkie znamiona faszyzmu. Nawet
    jeśli się tak stało to z pewnością nie zrobiono tego ze zwykłą głupotą.

    *Codename: Panzers*, czyli jak Polacy napadli na Niemcy
    Kto wywołał II wojnę światową? Zdaniem twórców gry komputerowej "Codename:
    Panzers" - Polacy. W grze, która okazała się wielkim hitem na rynku naszych
    zachodnich sąsiadów, można znaleźć więcej rażących przekłamań historycznych.

    Kto wywołał II wojnę światową? Zdaniem twórców gry komputerowej "Codename:
    Panzers" - Polacy. W grze, która okazała się wielkim hitem na rynku naszych
    zachodnich sąsiadów, można znaleźć więcej rażących przekłamań historycznych.
    W Niemczech, Austrii i Szwajcarii sprzedano już ponad 500 tys. egzemplarzy
    tej komputerowej strategii. Kontrowersyjny tytuł lada dzień ukaże się w
    Polsce. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że patronat prasowy nad "Codename:
    Panzers" objął miesięcznik "Mówią Wieki". Żeby było "ciekawiej", początkowo
    planowano jej premierę na 1 września!

    Zrobi wiele złego
    W angielsko- i niemieckojęzycznej wersji "Codename: Panzers" na początku gry
    dostajemy polecenie: "Wywiad Wehrmachtu raportuje, że polskie jednostki
    wojskowe zaatakowały wschodnią granicę Niemiec. Jako właściwą reakcję na
    agresją o piątej rano rozpoczynamy kontratak". I zaczyna się
    właściwa "zabawa": wcielamy się w postać głównodowodzącego wojskami
    niemieckimi (nie ma możliwości dowodzenia wojskami polskimi). Ruszamy z
    kontrnatarciem - zajmujemy pierwsze wsie. W miarę postępów bombardujemy
    Warszawę. Za efekty w grze jesteśmy nagradzani medalami. Nasze oddziały
    wkraczają do płonącej stolicy Polski.
    - Pierwszy spotkany w grze cywil to "pijana polska świnia" - opowiada Jacek
    Komuda z branżowego, internetowego miesięcznika "Game Star". - Dowódca obrony
    Warszawy, którego spotykamy na koniec pierwszego etapu gry, chowa się przed
    bohaterskimi niemieckimi żołnierzami jak szczur w piwnicy.

    Zdaniem Komudy, z technicznego punktu widzenia "Codename: Panzers" prezentuje
    się znakomicie, ale zawarte w niej treści całkowicie ją dyskwalifikują. - Z
    tego powodu oceniliśmy grę na zero - wyjaśnia. - Taka gra może zrobić wiele
    złego. Jestem przekonany, że nie jeden młody Niemiec, który w nią zagra,
    nabierze przekonania, że to faktycznie Polacy rozpętali II wojnę światową.

    Elementy propagandy
    Firma, która wyda grę w Polsce odpiera te zarzuty. - Gra jest zgodna z prawdą
    historyczną, choć zdaję sobie sprawę, że właśnie z tego powodu dla polskiego
    gracza może być kontrowersyjna. Na początku gry dowodzimy siłami Wehrmachtu i
    atakujemy Polskę - mówi Adam Piesiak z firmy Cenega Poland, która jest
    polskim wydawcą gry "Codename: Panzers".
    Przyznaje jednak, że oryginalna wersja gry zawiera kontrowersyjne elementy.
    Zostaną wycięte z polskiej wersji. - Przygotowując polską wersję gry
    konsultowaliśmy ją z historykiem. A ten naniósł niewielkie poprawki - dodaje
    Piesiak. - W instrukcji, którą dołączymy do gry znajdzie się informacja, że
    zawiera elementy hitlerowskiej propagandy.
    Oficjalny patronat nad tym kontrowersyjnym tytułem objął magazyn
    historyczny "Mówią Wieki". Jednak po nagłośnieniu sprawy jego redakcja
    postanowiła się z tego wycofać. - Gdyby redakcja wiedziała o tym ,jakie gra
    wzbudzi kontrowersje, na pewno nie zdecydowałaby się na patronat. Nie
    znaliśmy ani zagranicznej, ani polskiej wersji tej gry - tłumaczy Bogusław
    Kubisz, sekretarz redakcji magazynu. - Natomiast każdy gracz musi
    odpowiedzieć sobie sam czy chce się bawić w hitlerowskie wojsko, które
    atakuje Polskę.

    Bolesne kłamstwa
    Oburzenia grą nie kryje Roman Dworak ps. Góral, kapitan Armii Krajowej. - 11
    lat spędziłem na Syberii, więc na własnej skórze poznałem historię II wojny
    światowej. Takie historyczne kłamstwa są dla mnie wyjątkowo bolesne. Serce
    się krajeÉ - mówi Dworak. - Nie wiem czy nie mamy przypadkiem do czynienia z
    nowym atakiem hitleryzmu. Taka gra nie powinna być sprzedawana w kraju, który
    tak straszliwie ucierpiał w wyniku faszystowskiej agresji.
    W Polsce gra "Codename: Panzers" znajdzie się w sklepach 27 sierpnia. Będzie
    kosztowała prawie 100 złotych. Gra została zrobiona przez węgierskich
    programistów na zlecenie niemieckiej firmy.

    Adam Pietrzak
    a.pietrzak@gazetaolsztynska.pl

    Arbeit macht frei
    Pomysł wydania "Codename: Panzers" to szczyt żenady, głupoty i kompromitacji.
    Znając już bujną wyobraźnię autorów i wydawców, można przypuszczać, że w
    drugiej części gry znajdziemy perełki w stylu: ulubione polskie
    przysłowie "Arbeit macht frei", obóz wypoczynkowy Auschwitz-Birkenau i
    Polaków tłumiących Powstanie Warszawskie.
    Krzysztof Kwiatkowski




    Temat: Kalendarium oktobrowe
    29 października

    302 dzień roku.
    Słońce w znaku Skorpiona wzeszło w Olsztynie o 6.32, zajdzie o 16.11. Dzień
    potrwa 9 godzin i 39 minut, i będzie krótszy od najdłuższego w roku o 7 godzin i
    27 minut.

    Imieniny obchodzą: Daria, Wioleta, Jacek i Narcyz.

    Urodzeni 29 października są wytrwali i cierpliwi, w czym pomaga im duża ambicja.
    Na ogół działają ostrożnie, nigdy nie ryzykując zbyt wiele. Są wrażliwi, lecz
    nie okazują swych uczuć. Bywają podejrzliwi i nieufni.

    29 października

    302 dzień roku.
    Słońce w znaku Skorpiona wzeszło w Olsztynie o 6.32, zajdzie o 16.11. Dzień
    potrwa 9 godzin i 39 minut, i będzie krótszy od najdłuższego w roku o 7 godzin i
    27 minut. Początek czasu zimowego.

    Imieniny obchodzą: Daria, Wioleta, Jacek i Narcyz.

    Urodzeni 29 października są wytrwali i cierpliwi, w czym pomaga im duża ambicja.
    Na ogół działają ostrożnie, nigdy nie ryzykując zbyt wiele. Są wrażliwi, lecz
    nie okazują swych uczuć. Bywają podejrzliwi i nieufni.

    1831- Druk w języku polskim wiersza pt. „Oda Piąty Maja”. Z języka włoskiego
    przetłumaczył go płk Ludwik Kamiński ze sztabu głównego wojsk polskich, a
    wydrukował, mimo szykan ze strony administracji pruskiej, elbląski drukarz i
    księgarz Fryderyk Traugott Hartmann.

    1903- W Korolówce pod Tarnopolem urodził się Mieczysław Jastrun (właśc.
    Agatstein), poeta, prozaik i eseista. W jego twórczości lirycznej dominuje nurt
    refleksyjno-filozoficzny. Autor wielu tomów wierszy (m.in. „Dzieje nieostygłe”,
    „Punkty świecące” , zbiorów esejów (m.in. „Wolność wyboru”, „Podróż do Grecji” ,
    powieści biograficznych o Mickiewiczu, Słowackim i Kochanowskim, twórca m.in.
    antologii „Poezja Młodej Polski” oraz tłumacz poezji francuskiej i niemieckiej
    (zm. 23.02.1983).

    1924- Urodził się Zbigniew Herbert, poeta, autor licznych zbiorów wierszy (m.in.
    „Struna światła” , esejów („Barbarzyńca w ogrodzie” i dramatów. Wykładał
    współczesną literaturę europejską w California State College w Los Angeles
    (zm.1998).

    1938- Do Polski wypędzono z Niemiec około 13 tysięcy Żydów, obywateli polskich.

    1944- Oddziały I Dywizji Pancernej pod dowództwem generała Stanisława Maczka
    wkroczyły do Bredy w Holandii, gdzie były entuzjastycznie witane przez mieszkańców.

    1945- W USA pojawiły się w sprzedaży długopisy.

    1950- W Warszawie i Krakowie reaktywowano działalność Akademii Sztuk Pięknych
    (warszawska założona w 1903 roku, a krakowska w 1900).

    1956- Prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński został zwolniony z miejsca
    odosobnienia w Komańczy niedaleko Sanoka, gdzie 16 maja 1956 roku napisał m.in.
    tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego. Powrócił do Warszawy po
    czteroletnim uwięzieniu.

    1957- Ukazał się pierwszy numer kwartalnika historycznego „Komunikaty
    Mazursko-Warmińskie”.

    1990- Zmarła Władysława Dąbrowska, docent olsztyńskiej Akademii
    Rolniczo-Technicznej, współorganizatorka Wydziału Rybackiego ART.

    1992- Powołanie przez Radę Miejską portu komunalnego w Elblągu.

    1992- Ceremonia poświęcenia gmachu nowo utworzonego Wyższego Seminarium
    Duchownego w Ełku oraz pierwsza inauguracja roku akademickiego.

    2002- Zmarł Andrzej Bolewski, profesor, jeden z wykładowców aresztowanych przez
    Niemców w 1939 roku podczas „Sonderaktion Krakau”, autor kilkudziesięciu książek
    z dziedziny mineralogii, m.in. „Encyklopedii surowców mineralnych”.




    Temat: Przed wojną nie żyło się lepiej
    Pomocnicy rewolucji
    Dzieje ruchu komunistycznego przed wojna nie sa doglebnie zbadane. Dotychczasowe publikacje na ten temat to na ogol politgramota, przyodziana w szaty "naukowe", ale czasami mozna w nich znalezc interesujace dane. Ze zrozumialych wzgledow pomijano w nich zestawienia statystyczne, dotyczace spraw narodowosciowych. Skad zatem wzial sie stereotyp "zydokomuny"?
    W 1936 r. wladze KPP sporzadzily pisemny raport na temat sytuacji organizacyjnej. Wynika z niego, iz po postulowanych zmianach skladu narodowosciowego i socjalnego we wladzach organizacji komunistycznych, w centralnych wladzach KPP, liczacych 15 osob, bylo 8 Zydow i 7 Polakow. Na 15 sekretarzy komitetow okregowych, 8 bylo pochodzenia zydowskiego, a 7 polskiego. W styczniu 1936 r. na 30 czlonkow i zastepcow czlonkow KC KPP bylo 15 Polakow, 12 Zydow, 2 Ukraincow i 1 Bialorusin, a razem z KC KPZB (ale bez zastepcow czlonkow KC) na 52 osoby bylo 21 Zydow, 17 Polakow, 8 Bialorusinow, 5 Ukraincow i 1 Litwin. W "aktywie centralnym" bylo 53% Zydow, w aparacie wydawnicym 75%, w Miedzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom 90%, a w "aparacie technicznym" Sekretariatu Krajowego 100% (przy czym "aparat techniczny" nie oznaczal, wbrew pozorom, funkcji mniej waznych - byli to np. kurierzy do moskiewskiej centrali, lacznicy itp., ktorzy trzymali nici organizacyjne struktur komunistycznych w swych rekach).
    Rownie wysoki byl udzial Zydow w strukturach terenowych KPP. W okregu radomskim w 1932 r. bylo ich 37%, w okregu kieleckim ponad 54%. W strukturach mlodziezowych zas bylo ich jeszcze wiecej: w sierpniu 1930 r. w skali calego kraju w Zwiazku Mlodziezy Komunistycznej Polacy stanowili zaledwie 20%, Zydzi 50%, a Bialorusini i Ukraincy 30%. Autor jednej z monografii regionalnych KPP, wydanej w 1994 r. stwierdzil, iz "z uplywem czasu zwiekszal sie udzial mlodziezy zydowskiej w KZMP [Komunistycznym Zwiazku Mlodziezy Polskiej], w niektorych osrodkach stanowila ona prawie 100%". To oni wlasnie w znacznym stopniu ksztaltowali wojenne oblicze ruchu komunistycznego w kraju podczas okupacji, odbudowywanego na polecenie Stalina od 1942 r. (w postaci tzw. Polskiej Partii Robotniczej), a takze w Moskwie.
    Koncentracja w sluzbach specjalnych
    Wg prof. Paczkowskiego aparat bezpieczenstwa byl pierwszym czlonem nowego rezimu, budowanym calkowicie od podstaw. O ile w innych dziedzinach kompartia nastawiona byla poczatkowo raczej na kontrolowanie i dozorowanie przedwojennych fachowcow (w przemysle, szkolnictwie, wojsku, nawet w administracji), brakowalo jej bowiem oddanych czlonkow PPR, ktorymi mozna bylo ich zastapic, to do bezpieki i innych tajnych sluzb kierowano przede wszystkim "swoich". A ktoz mogl byc bardziej za takiego uznany, niz przedwojenny czlonek KPP i jej przybudowek?
    Dlatego zatem do bezpieki trafiali przede wszystkim przedwojenni komunisci, w wiekszosci juz przed wojna zawerbowani do wywiadu sowieckiego. Podczas okupacji niemieckiej przebywali oni w ZSRR, inni zas odgrywali czolowe role w partyzantce komunistycznej: sowieckiej oraz GL-AL.
    Podobnie bylo w innej, mniej znanej, ale nie mniej waznej sluzbie, czyli w Informacji Wojskowej. Znawca jej dziejow, Z. Palski podaje, iz: Informacja nie pelnila zadan kontrwywiadowczych - byla instytucja terrorystyczno-policyjna, ktorej zadaniem bylo wymuszenie posluszenstwa sil zbrojnych wobec nowych wladz politycznych. Poczatkowo 100% stanowisk w niej obsadzonych bylo przez oficerow sowieckich. Polakow dopuszczono dopiero pozniej - pierwsi z nich objeli jednak stanowiska wylacznie tlumaczy i protokolantow. Bylo ich zas az... siedemnastu!
    Dopiero w latach pozniejszych miejsca zwalniane przez oficerow sowieckich zajmowali oficerowie w mundurach polskich. Ale na stanowiska kierownicze wysuwano glownie ludzi pochodzenia zydowskiego. Ten sam autor podaje konkretne przyklady:
    szefa Glownego Zarzadu Informacji, plk. Kozuszke, zastapili kolejno plk Jan Rutkowski i plk Stefan Kuhl (obaj pochodzenia zydowskiego); zastepcow szefa GZI, plk Poniedzielnikowa i plk Bycana zastapili plk Anatol Fejgin i plk E. Zadrzynski (obaj pochodzenia zydowskiego); szefa Oddzialu I,k plk. Curanowa zastapil plk Aleksander Kokoszyn (pochodzenia zydowskiego); szefa Oddzialu II, plk Gajewskiego zastapil plk Ignacy Krzemien (pochodzenia zydowskiego); szefa Oddzialu II, pplk Prystupe zastapil plk Jerzy Fonkowicz (pochodzenia zydowskiego); szefa Oddzialu IV, plk Malkowskiego, zastapil plk Wladyslaw Kochan (narodowosci polskiej); szefa Oddzialu V, plk. Zajasznikowa, zastapil pplk Wincenty Klupinski (pochodzenia zydowskiego).
    Kryteria doboru kadr kierowniczych do Informacji Wojskowej byly takie same, jak do bezpieki cywilnej. Nie decydowalo tu bowiem przygotowanie fachowe (na to trzeba przeciez pracowac latami), lecz wylacznie lojalnosc i calkowita dyspozycyjnosc wobec mocodawcow komunistycznych.




    Temat: Motywacja: dla tych co lubia prace
    Jak to bylo, Niemcy sa dlugodystansowi a Polacy nie tacy wytrwali? To jest dobra
    uwaga ale skad sie to bierze i dlaczego jest? Tutaj trzeba siegnac do historii a
    wlasciwie prehistorii.
    A wiec kiedys, przed tysiacami laty ludzie byli mysliwymi. I wlasciwie
    dzisiejszy czlowiek sie od tamtego nie rozni. A wiec jak wygladala praca takiego
    mysliwego? Mowie o mezczyznach. A wiec musial sie koncentrowac na upolowaniu
    zwierza, wymagalo to wysilku ale jak sie udalo to czlowiek obzeral sie do
    niemozliwosci i lezal. Jak juz zjadl co sie do jedzenia nadawalo zabieral sie za
    nastepne polowanie. Czyli pracowali dokladnie zrywami. Praca przeplatala sie z
    obijaniem gruch. Kiedys potem zaczal czlowiek uprawiac role. Tutaj juz musial w
    pewnych okresach dluzej pracowac jak przy oraniu, zasiewach i zniwach. Do tego
    hodowala zwierzat ktorymi musial sie zajmowac na bierzaco. Ale i rolnik pracowal
    zrywami. Nie tak ja mysliwy ale tez bo mial spietrzenia robot a potem mniej.
    Taki czlowiek mogl juz sie wdrazac do stalej pracy. Takiej "niemieckiej". A jak
    jeszcze kraj byl dobrze zorganizowany to wtedy kiedy mogl rolnik gruchy troche
    obijac to jego pan bral go do prac przy budowie zamku, drog itp.
    Ale w 18w przyszla rewolucja przemyslowa. Najpierw w Anglii niedlugo potem w
    zach. Europie. We wschodniej niewiele. Manufaktury a potem fabryki wymagaly od
    robotnikow juz pracy nie zrywami co jeszcze u rolnikow troche bylo a ciaglej,
    codziennej i wytezonej. W jakims muzeum w USA stoi maszyna z poczatku 20w gdzie
    robotnik musial naciaskac jakies dzwignie aby wykonac jakas prace. Ta maszyna
    miala zamontowany dzwonek ktory dzwonil jak te dzwignie byly poruszane. Dzieki
    temu majster "na ucho" mogl stwierdzic czy robotnik szybko pracuje. W hali stalo
    wiele takich maszyn i byl niezly jazgot tych dzwonkow. Wedlug dzisiejszego BiHP
    musialaby byc zamknieta ta fabryka. Te prace ci robotnicy wykonywali dlatego ze
    inaczej czekalaby ich smierc glodowa. Pare pokolen na zach. Europy bylo tak
    wychowanych i weszlo to w krew ze jak sie jest w pracy trzeba pracowac. To nie
    jest cecha niemiecka a cecha zachodnich krajow uprzemyslowionych. Takie zacofane
    kraje jak Polska nie mialy wielkiego przemyslu i dlatego ta kultura wbita grozba
    zdechniecia z glodu sie nie rozprzestrzenila. Tez te cechy
    mysliwego/rolnika/robotnika tlumacza np. dlaczego w USA nie udalo sie Indian
    (mowie o Siuxa itp K. Maya) zagonic jako niewolnikow do pracy na roli. Ci
    Indianie byli mysliwymi i takie przestawienie bylo dla nich za trudne. Dlatego
    sprowadzano Murzynow z Afryki bo ono byli u siebie rolnikami czyli juz
    przyzwyczajeni byli do bardziej rownomiernej pracy.
    Oczywiscie nie znaczy to ze zach. Europejczyk (tez USA Amerykanin) jak mu sie
    przytrafia warunki nie bedzie obijal gruch w pracy. Dzieki kapiatalizmowi gdzie
    przelozeni sa zainteresowani w wyduszeniu wiekszej wydajnosci czyli solidnej
    pracy nie zrywami a dlugodystansowo ta nabyty od pokolen kultura pracy sie
    utrzymuje.
    Gdzie na Zachodzie mozna znalezc psucie sie kultury pracy? Ano w panstwowych
    pracach. Urzedy i drogi PF uczelnie. One sa takie jak bylo w komunie. W koncu
    praca panstwowa jest wyroznikiem komuny. Ja pracuje w prywatnym przemysle i
    tutaj trzeba pracowac bo inaczej nas konkurencja zje. Ta grozba niewiele sie
    rozni od tej sprzed pokolen czyli zdechniecia pod plotem.
    Ja osobiscie nie chcialbym pracowac na uczelni. Np. moja corka konczaca medycyne
    robi prace doktorska na uczelni i to co mi opowiada jest dokladnie to jak bylo w
    komunie. Obijanie gruch, udawanie pracy, pisanie byle jakich publikacji
    wlaczajac oszustwa i kariery poprzez znajomosci. W prywatnym przemysle
    "sprawiedliwosc" kariery jest bardziej w moich rekach. I moja cora mimo
    propozycji pracy naukowej do ktorej ja profesor namawial nie ma zamiaru w tym
    bagienku wojowac. I ja ja doskonale rozumiem.
    Bez opowiadania mojej corki wiedzialem ze na uczelniach na Zachodzie musi byc
    tak jak wyzej opisalem. Bo byt ksztaltuje swiadomosc.
    Tez ta powyzsza teoria tlumaczy dlaczego taka Japonia sie tak szybko
    unowoczesnila. Tam byly feudalne struktury na niskim poziomie technicznym ale
    ludzie byli gonieni przez swoich panow do pracy. Solidnej. I mentalnosc juz byla
    niezla. Dlatego tylko wyksztalcenie techniczne i zaraz powstal nowoczesny kraj.
    W krajach gdzie nie bylo takiej dyscypliny jak wschodnia Europa trwa to dluze.
    Tez komuna ta postalinowska nie gonila ludzi pod grozba smierci glodowej do
    pracy i nie ma tego morale pracy jak na Zachodzie. Chociaz za Stalina bylo duzo
    efektywniej. Ale wtedy taki co sie spoznial do pracy jechal do kopalni wegla na
    Syberie. Cos w rodzaju kapitalistycznej grozby zdechniecia pod plotem dla
    obijboka. Za Hitlera byla grozba Ostfront. Zalozyciel firmy gdzie pracuje, jako
    mlody czlowiek byl konstruktorem w czasie 2WS i twierdzil ze metoda Ostfront
    byla lepsza jak to co mial jako kapitalista do dyspozycji.
    Ta teoria powyzej opisana jest nie wyczytana gdzies a przeze mnie a na podstawie
    moich wlasnych analiz wymyslona dlatego jest jak najbardziej prawdziwa.
    Pozdrowienia




    Strona 1 z 2 • Wyszukiwarka znalazła 56 postów • 1, 2

    Design by flankerds.com