Czytasz wypowiedzi wyszukane dla zapytania: tłumacz niemiecko polski techniczny
Temat: Uczymy się języków obcych
ja tez o Twoj slownik bardzo poprosze!
A w ogole - pomysl na watek niezly :) Moj pierwszy egzamin na obcej uczelni
zdawalam w 3 mies. po przybyciu do Niemiec. Wtedy moja znajomosc niemieckiego
wystarczala na przedstawienie sie i zrobienie zakupow... Wiec 1. tydzien
zakowalam 200 slowek fachowych po niemiecku, w 2. tyg uczylam sie "na
zrozumienie", a w 3. tygodniu przekladalam sobie zrozumiany material w glowie
znow na niemiecki. Dodam, ze na moim wydziale na gdanskiej polibudzie do
trudnego egzaminu nawet najwieksze kujony nie uczyly sie dluzej niz tydzien :)
A z wyprobowanych przeze mnie slownikow:
1) ATV-DVWK-Dictionary: German, English, French, Portugese Polish, Spanish,
Czech, Hungarian, Hennef, September 2000
Slowka z branzy wodnej, sciekowej, kanalowej, odpadowej i troche z budowlanej we
wszystkich wymienionych powyzej jezykach. Az tylo jezyczna to nie jestem, ale
tlumaczenia polsko-niemiecko-angielskie sa niezle, z tego slownika korzystam
najczesciej
2) Slownik techniki sanitarnej angielsko-polski, niemiecko - polski, Wydawnictwo
Instalator Polski 1996.
Sa tu slowka nie tylko "sanitarne", ale tez sporo z technik instalacyjnych z
roznych dzialek. Cakliem niezly i niedrogi
2) Slownik naukowo-techniczny niemiecko-polski i polsko-niemiecki, Wydawnictwa
Naukowo Techniczne Warszawa, Wydanie 12. (kupiony w 2000 i wygladal na nawo, ale
czy cos od pierwszego wydania w 1967 zmieniono?)
to mozna znalezc slownictwo przewaznie do budowy maszyn i elektryki, z
budownictwem i moja dzialka (inzynieria sanitarna) raczej slabo a i tlumaczenia
nie zawsze sa sensowne...
3) jak cos znam po niemiecku, a szukam po angielsku, albo odwrotnie, to
korzystam z b. dobrego internetowego slownika ang-niem: dict.leo.org/
slownictwo techniczne jest tu tez w sporych ilosciach
Temat: rozmowy, które długo się pamięta...
mam pewne doświadczenie, nie jestem zdesperowana... ostatnio, trochę poniekąd
przez znajomość poszłam na rozmowę, aczkolwiek znajomy nawet nie proponował tej
pracy swojej żonie, mojej przyjaciółce, bo wiedział, że to może być kanał. Tak
więc poszłam na rozmowę. Firma ponad 10 lat na rynku. Dwóch preziów. Złapali
przedstawicielstwo na Polskę pewnej firmy niemieckiej. Chcieli tłumacza, ale
najchętniej na um-zlecenie, ew. ćwierć etatu, a roboty przecież na dwa etaty:
tłumczenia dokumentacji technicznej, specyfikacji, folderów,
instruktaży(wszystko ciężkie słownictwo techniczne), tłumaczeń przy szkoleniu
pracowników. Na cały etat by było 1500 brutto, ale oni by zatrudnili najchętniej
na godziny, do tego, praca pisemna do domu :/.
Nie zdradzałam się, że wiem, że zatrudniają stale innych stażystów w marketingu,
by nie płacić im normalnych pieniędzy i że wszystko by chcieli za darmo.
Rozwalił mnie tekst: bo dla nas praca na etat, to koszt!!!
I jeszcze jedna perełka: bo taki tłumacz, to też będzie musiał się uczyć, więc
to jakby stażysta.
Normalnie śmiech na sali. Podałam stawki zaporowe, aczkolwiek niższe o 60% od
tych z biur tłumaczeniowych, ze świadomością, że wezmą kogoś z bylejakim
niemiecki, kto będzie b. zdesperowany i będzie tłumaczył "po polskiemu".
Temat: W południe manifestacja stoczniowców w Warszawie
Stoczniowcy znów w Warszawie. W południe ma ich...
Złodzieje, nieroby, walczą o dotacje, więc manifestują przed innymi
złodziejami dopraszając się o większe kradzieże??
Gdzie tu jest walka o wolną
Polskę? Gdzie, pytam!
A tak w ogóle, to ja chce czytac po
polsku instrukcje
techniczne statków z
polskich stoczni, a nie ani po
niemiecku, ani
tłumaczone.
Do roboty nieroby!! Walczyć o
Polskę, o
polską gospodarkę,
o to, aby koniunktura
polskiej gospodarki rosła w siłę,
a nie w dotacje.
Temat: Cormac McCarthy
> Uwaga druga: styl jest na pewno oszczędny i precyzyjny, może nawet
surowy, ale
> na pewno nie prosty! Nie wiem ile tego przetrwało do
polskiegotłumaczenia, ale
> McCarthy w całości, a `Droga' szczególnie są podawane jako
przykład książki
> świadomie używającej masy wyrazów mało znanych i używanych, często
technicznychNie czytalam oryginału, w
tłumaczeniu polskim nie rzuciły mi się w
oczy szczególnie trudne wyrazy? Jakaś sól wytrącająca się z ziemi,
nazwana po łacinie, to jedyne co zapadło mi w pamięć, a jestem osobą
zupełnie
nietechniczną i jakiś żargon a pewno by mnie odstraszył :)
No chyba że w oryginale te wszystkie drobne naprawy i zabiegi
techniczne dokonywane przez ojca są opisane szczególnie
wyrafinowanym słownictwem.
Ale właściwie pisząc o prostocie, nie miałam na myśli słownictwa a
sam sposób pisania, zdania, króciutkie fragmenty (rozdziały?) Dla
mnie najbardziej wstrząsające są lakoniczne, kilkuwyrazowe rozmowy
ojca z synem.
Temat: This is hilarios! Read carefully.
Brawo Niknejm.
Aby nmoc
tlumaczyc trzeba umiec myslec po angielsku i po
polsku w tym
wypadku.Ryry fajnie
tlumaczy angielski myslac po
polsku.
Niknejm jest naprawde dobry.
Tak z praktyki jak sie jedzie do niemiec trzeba myslec po
niemiecku szwedzki
odchodzi w niepamiec.Nas jak jezykow uczono tutaj to zabronione bylo
posiadanie w pierwszych lekcjach slownikow.Pokazywano przedmiot i mowiono
nazwe i wten sposob po 5-ciu lekcjach czlowiek zaczyna juz myslec w tym jezyku
Nigdy sie w ten sposob nie zapomina.Dlatego wiele slow
techniczne jakie sie
nauczylem na zachodzie nie znam odnosnika
polskiego i dzieki Wam forumowicze
po tym pol roku juz mnie jest wszystko jasne.Jezyka sie nauczyc to trzeba
jechac do tego kraju i szlifowac.Pzdr.Michal
P.S nigdy nie
tlumacze z
polskiego na szwedzki tylko on siedzi obok niego tam
pod czapka.
Temat: jaki samochod dla singla kupic, oto jest pytanie,
tak eneko, ale wystarczy jeden wypad do
Polski samochodem. Ja sie nie znam
wybitnie na
tlumaczeniach technicznych, ale pierwszym slowem z dziedziny
techniki samochodowej, jakie musialem
tlumaczyc na misji w
Polsce bylo
pojecie "wahacz", ktore nie ma zreszta bezposredniego odpowiednika po
niemiecku
Temat: Język angielski jest genialny!
brezly napisał:
> Tak stalo w, bodaj, "The Economist". Jako "epitom" niejednoznacznosci
> angielskiego to podawano.
>
> Idzie o to ze pasazerowie poruszajacy sie na wozkach elektrycznych nie powinni
> przejezdzac za pewna linie.
W takim razie "No electric passengers carrying vehicles beyond this line" jest
tu zwyklym bledem jezykowym. Powinno byc: "No passengers carrying electric
vehicles beyond this line", chociaz nie jest to najszczesliwsze sformulowanie.
> PS. Podrzucano mi kiedys do przejrzenia
tlumaczenia angielskich tekstow
>
technicznych. I mozesz mi wierzyc, kiedy np. instrukcja obslugi byla tez po
>
niemiecku - opieralem sie na niej, mimo ze wtedy niemiecki znalem o niebo
> slabiej niz angielski. Ale jak przychodzilo do tego czy kolo porusza sprezyne
> czy tez na odwrot - niemiecki byl jednoznaczny.
Zle napisany tekst
techniczny bedzie tez niejednoznaczny po
niemiecku i po
polsku.
Temat: mycha
dzieki przesliczne,
wszystko dotarlo i z wielka radocha poogladalam anioly i aniolki )
a teraz link by zamieszczac nasze zdjecia
imageshack.us/1).kilikasz na myszce lewy klawisz na prawej stronie"Bledra"(to po szwedzku,a
po
polskiemu chyba by bylo przewracaja )
1 a).otworzy Ci sie twoj folder ze zdjeciami.
- tam zamarkujesz sobie ktore zdjecie chcesz wyslac,klikniesz na koncu w tym
folderze jakbys go wysylala i ponownie otworzy sie pierwasz strona juz z
zaznaczonym symbolem zdjeciowym
2).klikasz na ""host in"" i pokaze sie plansza z wybranym przez Ciebie zdjeciem,
ja klikam na zdjecie lewym klawiszem na myszce i pokazuje sie odpowiedni format
zdjeciowy,
3). wtedy ,masz juz gotowe zdjecie do dalszego przedysponowania,
postepuje tak jak chcesz by przeniesc link na vistule
img413.imageshack.us/my.php?image=tulipan055ai.jpgqurcze nie umie
tlumaczyc technicznych rzeczy bom
nietechniczna,
ale jak cos niezrozumialas to pytaj bede
tlumaczyc.
pozdrawiam cieplunio...
Temat: Byliście ostatnio na czymś ciekawym w teatrze?
"Noc" wg Stasiuka w Teatrze Starym w reżyserii Grabowskiego. Wbrew początkowym
obawom (jakoś nie lubię Stasiuka), całkiem zgrabnie zrobiona sztuka. Stereotypy
polsko-niemieckie widziane z obu stron. Świetna pod względem
technicznym. Grana
na przemian po
polsku i
niemiecku (z wyświetlanym
tłumaczeniem). I warto
posłuchać jak aktorzy spiewają na głosy - perełka. Ogólnie, jak najbardziej
polecam. Teraz wybieram się na sztukę Warlikowskiego i już sobie ostrzę zęby.
Temat: Nauka na bykach
Niedouczenie widać wszędzie. Na przykład w
tłumaczeniach z
języków obcych.
Było kiedyś takie słowo w języku
polskim jak "TECHNIKA".
Obecnie niemal całkowicie zostało zastąpione
przez "TECHNOLOGIA" - przynajmniej w mediach. Bierze sie to stąd
że po angielsku TECHNIKA to "TECHNOLOGY" - a więc fonetycznie
słowo podobne do
polskiego słowa "technologia" - które jednak
znaczy coś innego. Technologia to po
polsku "proces
produkcyjny" - czyli sposób wykonywania jakiejś czynności.
TECHNIKA to pojęcie o wiele szersze - tak jak "nauka". Dla
każdego inżyniera jest to oczywiste. Niestety dla
tłumaczyjęzyja angielskiego (w większości humanistów bez żadnej wiedzy
technicznej) nie...
To tylko jeden z wielu przykładów tego typu.
Dodam jeszcze że przy
tłumaczeniach z niemieckiego taki błąd się
niezdarza bo po
niemiecku technika to "technik"
Aha, po angielsku nasze "technologia" to "process engineering"
Pozdrawiam
inzynier
Temat: Kto mi pomoze w tlumaczeniu
chcialbys tak po
niemiecku mowic, jak Helmut po
polsku.
jakbym tak mowil ,tobym juz dawno byl bezrobotny.Ale "wolnoc Tomku w swoim domku"
dawaj
tlumaczyc u pana "Zdzisia" ,taniej moze bedzie ,ale czy lepiej ?
"zamiast oczerniac kogos na
forum, pokaz co potrafisz! Czy tylkos w gebie mocny?
"
Sam nie czuje sie na silach aby
tlumaczyc poezje czy beletrystyke ,bo pracuje w
marketingu i jestem stricte "
technicznie skrzywiony" ale ewidentne bledy
poczynione przez "native german" nie sa wykladnikiem gwarantujacym jakosc
tlumaczenia.
z powazaniem
faz
Temat: Rzygaczowa strona przenoszona
pumeks:
> On tam zaraz na początku daje przypis, że pozostawił angielskie terminy po
> angielsku, zgodnie z niemieckim oryginałem. Tylko że niemiecki język,
> zwłaszcza
techniczny, jest tymi anglicyzmami nasycony duzo bardziej niż
>
polski. I wyszedł
tłumaczowi taki troszkę bełkocik.
A może to jest bełkot zamierzony?
Komputerowe anglicyzmy w niemieckim też są używane i też brzmią strasznie, tak
jak w
polskim. Bywało, że moim studentom rzucałem jakiś termin
techniczny po
angielsku i pytałem o niemiecki odpowiednik. Zwykle wywiązywała się długa
dyskusja kończąca się tym samym angielskim terminem w
niemieckiej wymowie i
konkluzją ,,Das Wort wurde eingedeutschd'' (nawet nie wiem, jak to ostatnie
napisać, bo je zawsze tylko słyszałem
Temat: Nie chcą NOSTRYFIKOWAĆ mojej niemieckiej matury!
Nie chcą NOSTRYFIKOWAĆ mojej
niemieckiej matury!
Czy znacie Studia na które mogę złozyć papiery w Warszawie jedynie wymagające
świadectwa dojrzałości wraz z
tłumaczeniem przysięgłym - bez nostryfikacji z
kuratorium?????? Właśnie się dowiedziałem, że moja "
techniczna matura" nie jest
uznawana w
Polsce za maturę, bo nie ma tu takiego odpowiednika!!!!!!!!! Jestem
załamany, bo za parę dni miałem zdawać na Politechnikę!!!!!!!!!!!!!!
Temat: jezyki obce...
Liczy się skromność i dziewczyna tak tak pewnie ocenia swoje umiejętności, też
siedziałem i uczyłem sie w Albionie i zawsze piszę, że znam język angielski
dobrze a nie bardzo dobrze. Prowadzę swobodnie wszystkie rozmowy zagraniczne w
mojej firmie i jestem tutaj
tłumaczem i inżynierem zarazem, po prostu musze
umieć wszystko. Jestem praktykiem i potrzebny mi
techniczny zakres znajomości
znam na tyle, że przetłumaczenie projektu dokumentacji budowy wieżowca w
Frankfurcie zajęło mi ostatnio 4 dni (jakieś 200 stron), ciekawostka, papiery
były po
niemiecku a to jest mój drugi język obcy jaki opanowałem ....
Jak byłem dzieckiem to nienawidziłem języków obcych, w technikum:
polski ledwo
3, rosyjski z bólem 3, angielski 3, rozwinąłem się w czasie studiów, to jest
ostatni dzwonek by sie jeszcze czegoś nauczyć, studenci weźcie to sobie do
serca. Na studiach
technicznych studenci nie przykładają sie do języków obcych,
wyjątek informa, elektronika, itp zaawansowane technologicznie gdzie publikacje
są tylko w tym języku. Uważam, że praktyka i tylko praktyka w kraju gdzie
używają danego języka, tak więc studiowałem za zarobioną wcześniej kasę w
Niemczech w Londynie, a tam też sobie dorobiłem i nic nie ciągłem od rodziców
przez całe studia, mieszkałem u nich i dojeżdżałem z za***ia na uczelnię 40 km
dziennie. Ze znalezieniem pracy nie miałem nigdy problemów teraz jestem w 3
firmie i jest na nareszcie normalnie tak jak powinno być i to z kasą i tym czym
się zajmuję (projekty elektryczne dla dużej światowej firmy)
pozdrawiam serdecznie wszystkich na forum
Temat: SULTAN BEACH - Hurgada
Czy fajny pytasz o hotel czy Jamaice? Czy warto sie u niego uczyc? Mysle ze
tak. Widzialam ludzi ktorzy zaczynali, poczatki mieli trudne ale potem calkiem
niezle juz po zatoczce smigali.. Na poczatku ma delikwenta uczacego sie na
sznurku. Kawalek sie odplywa i on przyciaga spowrotem i tak iles razy.
Tlumaczytroche jak to jest od kwestii
technicznej a potem plywa sie samemu, a on idzie
obok wzdluz plazy i podpowiada. Mowi po angielsku,
niemiecku i rosyjsku. Choc
ostatnio obiecal nauczyc sie
polskiego
Temat: Antresola
Gość portalu: nicelus napisał(a):
> jak bedziesz łączył deski na nut und feder, to uważaj aby się nie
> zablindowało na oberlaufcie, bo wtedy bez sztamajzy ani rusz.
>
hehe
to jak
tłumaczyłam sobie z niemieckiego nazwy różnych maszyn,
urządzeń i inne
techniczne nazewnictwo ... po
polsku mówiły mi
róznie dużo jak po
niemiecku :(
Temat: Samobój Owsiaka
Najgorsze moim zdaniem było to, że nawet niemieckie
tłumaczenie nie wyjaśniło
tej sytuacji, o ile pamiętam tłumaczka powiedziała, że nie ma audio więc koncert
przerywamy. Zrozumieć z tego można tyle, że
polska ekipa
techniczna zawaliła..
Tak czy inaczej, wywalenie największej
niemieckiej gwiazdy festiwalu może tylko
wkurzyć niemieckich woodstockowiczów. Może i zrobili chamstwo, ale jeśli nie
mogli zagrać bisów, to straciła na tym głównie publika a nie zespół. I w sumie
raczej oddala to naszych zachodnich sąsiadów od Woodstocku niż łączy, nawet
jeśli wina jest po stroni Toten Hosen. Szczególnie, że zaraz potem były piosenki
o szkopach i powstaniu. Moim zdaniem głupio to w sumie wyszło a reakcja Owsiaka
tylko pogorszyła sprawę, nawet jeśli była w jakimś sensie słuszna.
pzdr!
Temat: Kalendarium lipcowe
I znowój mowam pora dzionków zapóźnienia, nic to zaroz nadrobzim...
27 lipca
208 dzień roku.
Słońce w znaku Lwa wzeszło w Olsztynie o 4.44, zajdzie o 20.44. Dzień potrwa 16
godzin i będzie krótszy od najdłuższego w roku o godzinę i sześć minut.
Imieniny obchodzą: Julia, Natalia, Dionizy oraz Monika.
Święto narodowe Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, obchodzone w
rocznicę podpisania porozumień rozejmowych w 1953 roku.
1758- Do olsztyńskiego zamku doprowadzono dojazd od strony miasta przez most nad
fosą.
1808- Chłopi z domen państwowych zaczęli otrzymywać w okolicach Ełku ziemię na
własność. Koniec pańszczyzny na Mazurach.
1906- Urodził się Jerzy Giedroyc, wydawca, publicysta i współtwórca czasopisma
„Kultura”, wydawanego przez Instytut Literacki w Maisons-Lafitte koło Paryża,
gdzie Redaktor mieszkał od 1947 roku. Człowiek-instytucja (zm. 14.09.2000).
1944-
Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego i rząd ZSRR podpisały porozumienie o
polsko-radzieckiej granicy państwowej, mimo iż Prusy Wschodnie były jeszcze w
rękach Niemiec. Porozumienie przewidywało wytyczenie granicy od Zalewu Wiślanego
powyżej Świętej Siekierki (Mamonowo) do Gołdapii i do Bugu na linii Curzona.
Elbląg znalazł się w granicach przyszłej
Polski.
1945- Uchwałą Rady Ministrów powiat ełcki został przyłączony do województwa
białostockiego
1947- W Elblągu prymas
Polski, kard. August Hlond, poświęcił sztandar
stacjonującego w tym mieście 55. pułku piechoty. W uroczystości uczestniczył
marszałek Michał Żymierski-Rola.
1976- W olsztyńskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej odbył się pierwszy egzamin
magisterski. Zdał go studiujący zaocznie historię nauczyciel Aleksander Bieńkowski.
1982- Zmarł w Olsztynie Edward Martuszewski, dziennikarz radiowy i publicysta,
tłumacz, autor m. in. zbiorów szkiców z przeszłości Warmii i Mazur: „
Polscy i
niepolscy Prusacy”, „Nawet kamień”.
2006- Podczas nurkowania w Bałtyku w okolicy Ławicy Słupskiej zginął Grzegorz
Dominik, mistrz świata w nurkowaniu głębokościowym, jeden z najlepszych
polskichinstruktorów i nurków
technicznych. Specjalizował się w nurkowaniu głębokim oraz
poszukiwaniu wraków.
Temat: Żukow i Stalingrad - prawdy i mity
Bitwa pancerna pod Dubnem
W skład I Grupy Pancernej Kleista weszlo cztery dywizje pancerne (9, 11, 14 i 16) oraz dwie
zmotoryzowane (zdaje sie że 16 i 25). W sumie dwa korpusy. Odwód stanowiła dywizja SS
Viking i jeszcze jedna dywizja zmotoryzowana (numeru nie pamiętam). Tak więc liczebnosć
czołgów po stronie
niemieckiej była bliska 1000 lub ją przwyższala. Nie należy zapominać,
ze jednostki niemieckie były w pełni zmobilizowane i przygotowane pod względem
technicznym.
Posiadały też stany osobowe typowe dla czasu wojny.
Po stronie radzieckiej dwa najsilniejsze korpusy zmechanizowane (4. i 8.) z chwilą wybuchu
wojny zostały skoncentrowane jeden w okolicy Sambora (8.) drugi na zachód od Lwowa
(Jaworów). Oba miały wykonać natarcie, zgodnie z przedwojennymi planam na zachód przez
Bramę Przemyską.
Tymczasem Niemcy wykonali uderzenie na odcinku Włodzimierz Wołyński-Sokal, i do zatkania
tej wyrwy nakazano 15. korpusowi wykonać uderzenie z rejonu Brodów na Radziechów.
Tam też wieczorem 22 czerwca doszło do pierwszego starcia oddzialu wydzielonego (w sile batalionu)
z Niemcami. 15. korpus jak większosć jednostek radzieckich nie posiadał sorodkow transportu,
dlatego czolgi nie maily wsparcia piechoty, ani artylerii. Na dodatek jeden z pułków (19.) 10. dywizji pancernej
ugrzązł w baganch w okolicy Toporowa. W efekcie korpus ten wchodził do akcji stopniowo
i nigdzie nie był w stanie wywalczyc przewagi. W powietrzu ponadto dominowała Luftwaffe.
Dzieje 8. korpusu zmechanizowanego zostały dosć dobrze opisane przez Nikolaja Popiela, który
był komisarzem w tym korpusie. Nie sądzę, żeby jego książka była kiedykolwiek
tłumaczona w
Polsce, obfituje ona ponadto w elementy propagandowe (Popiel był w końcu komisarzem), można
się jednak z niej dowiedzieć wielu interesujących szczegółów, chociażby takich że Niemcy
przeciwko ukrytym po lasach Rosjanom zastosowali napalm, lub cos o podobnym dzialaniu.
Stosunkowo niewiele widaomo nt. działań 4. korpusu zmechanizowanego, najsliniejszego jaki
był w tym czasie na Ukrainie. Powód jest chyba taki, że dowodził nim generał-major Andriej Własow.
Musiał dowodzić nim jednak na tyle umiejętnie, że pomimo wysokich strat awansował i pod
Moskwą dowodził już całą armią.
Korpusy: 9., 19., 22. i 24 były znacznie słabsze- składały się prawie wyłącznie ze starych
czołgów. Korpusy 16. i częsci 2. i 18. zostały użyte już w lipcu.
Warto wiedzieć, że korpusem 9. dowodził Konstanty Rokossowski- najwybitniejszy dowódca
pochodzenia
polskiego. W tym korpusie był też pułkownik Katukow- mistrz zasadzek, który
odegrał wybitną rolę na jesieni 41 r dowodząc 4. brygadą pancerną, a zakończył wojnę jako
dowódca 1. armii pancernej.
Temat: Europa szuka polskich inżynierów
Ale jakie po rowno? Robotnik na budowie ma 2000 netto, podpytalam
panow z budowy obok. No i z drugiej strony z jakiej racji inzynier ma
zarabic 10 razy wiecej niz sprzataczka w tej samej firmie? W mojej
ona dostaje niewiele mniej niz ja bo w koncu potrzeby ma takie same.
W wiekszosci zachodnich krajow roznice w zarobkach nie siegaja
kilkuset procent tylko najwyzej sa 2 albo 3 razy wieksze w porownaniu
do praconika najnizszego szczebla. Stad sie bierze szacunek dla pracy
kkazdego czlowieka, nawet tego co zbiera worki ze smieciami z ulicy i
sprzataczki kibli.
Zreszta mieszkam juz dwa lata za granica i powiem wprost: zadnych
inzynierow z
Polski nie szukaja. To jest najwieksze klamstwo i
oszustwo jakie sie wmowilo ludziom. Po pierwsze
polski inzynier jak
juz skonczy studia, bez roznicy na ktorej politechnice, bo na kadej
poziom jest podobnie tragiczny, to i tak malo umie. Nie zna
przewaznie jezyka nawet w komunikatywnym stopniu, zadengo programu
komputerowego nie obsluzy po angielsku tylko zawsze musi miec
spolszczenie. Na
polskiej uczelni
technicznej 90% studentow pochodzi
z lapanki, studentow jest za duzo, wykladowcy prezentuja przestarzala
wiedze i w ogole nie kladzie sie nacisku na jezyki. A wiekszosc
dobrej literatury inzynierkiej jest po angielsku,
niemiecku a nawet
po rosysjku. U nas nawet porzadnych
tlumaczy nie ma :/ I tyle. Nikt
nas na tym zachodzie nie poszukuje.
Opowiastki kolesi, ktorzy poszli na jedna rozmowe i od razu ich
zatrudnili to jest czsyty SF. Prawie kazda zachodnia firma zanim
kogos zatrudni chce przeprowadzic minimum 3 rozmowy, znaczna czesc
polakow tych rozmow nie przejdzie z powodu dukania po angielsku. Ci
co przejda i tak musza dlugo udowadniac, e sa wystarczajaco dobrzy bo
w Niemczech czy Belgii kierunki
techniczne stoja na wyzszym poziomie
a studenci konczacy studia maja faktyczna wiedze teoretyczna i
praktyczna. U nas kroluje sciaganie, zachodniemu studentowi nie
przyszloby to do glowy bo za plagiat czy oszustwo na egzaminie
wylatuje sie z hukiem z uczelni, z wilczym biletem w kieszeni.
Temat: Zmasowanym atak niemieckich mediów na Polske?
Wspolczuje Niemce ktora byla w zwiazku malzenskim z tym panem.
Pieniacz, ktory ma manie przesladowcza!
Jesli opieke nad dziecmi przyznano WYLACZNIE matce, to ma prawo wyjechac
nawet na koniec swiata.
Dwujezycznosc nie przeszkadza integracji wylacznie w przypadku
jesli dzieci sie normalnie rozwijaja!
Wtedy mozna do nich mowic trzema, czterema jezykami bez zadnej szkody ...
Nic nie wiemy o rozwoju tych dziewczynek. Byc moze psycholog zalecila
aby rozmawialy tylko w jednym jezyku do czasu, az beda mialy dobrze opanowany
pierwszy jezyk???
Spotkalam sie z takimi przypadkami.
A to, ze spotkania z dziecmi odbywaja sie przy udziale urzednika,
swiadczy o jakims gleboko zakorzenionym powodzie.
Moze dzieci boja sie przebywac same z tatusiem???
Ciekawe, ze przez tyle lat ten Polak nie doszedl sprawiedliwosci.
Nawet wladze Austrii sa po stronie matki ... wiec nie mozna juz zwalac
wszystkiego na "tych wstretnych Niemcow"
"... hamburski Jugendamt "na własną rękę" zakazał mu rozmawiania z córkami
po
polsku.
- Jestem nauczycielem-germanistą, dlatego argument urzędu, że mówienie po
polsku opóźnia integrację dzieci w niemieckim społeczeństwie,
był absurdalny -
tłumaczy.
Dwa lata temu matka wyjechała, bez wiedzy ojca, z obiema córkami do Austrii.
"To było uprowadzenie dzieci, zorganizowane przez Jugendamt w Hamburgu" ...
Dopiero niedawno umożliwiono mu ponownie kontakt z dziewczynkami - po
niemieckui pod austriackim nadzorem.
Według niego (Muszynskiego, przedstawiciela Konsulatu), te sprawy
nie mają "żadnego ukrytego podłoża".
- Jeżeli ja się dowiaduję, że wytłumaczeniem dla zakazu kontaktu
rodzica z dzieckiem w języku
polskim jest to,
że urzędnik Jugendamtu - który jest obecny przy takich kontaktach - nie zna
polskiego, to jest problem
techniczny.
Problem, który można rozwiązać - ocenił."
Temat: Angrusz_moralny_autorytet_stanu_w ojennego
Rzeczywiście, czytałem ten artykuł w Bildzie osobiście. Kilka innych gazet
również o tym pisało.
Sens tych artykułów była taki, że dwie kancelarie - prezydenta i premiera - nie
dogadały się w sprawie
polskiego udziału w konferencji. Żadnych podtekstów na
temat przyczyn takiego stanu rzeczy.
Podany był jeden szczegół, że przygotowane dla reprezentacji prezydenckiej
(ministrów prezydenckich) karty uczestnictwa odebrał ktoś z ochrony rządowej,
kto zadeklarował się owe karty dostarczyć osobom, na które były wystawione. Stąd
kłopoty z wejściem prezydenckich ministrów do budynku, bo karty nie zostały
dostarczone na czas. Z relacji
niemieckiej wynikało, że
polski rząd ma mało
operatywną ochronę (to ochroniarze nie wywiązali się z obowiązku rozdania kart
zdaniem niemieckiego dziennikarza).
Żadnych podtekstów, żadnych złośliwości, raczej
tłumaczenie wszystkiego
niezsynchronizowaniem działań. Może słabo znam niemiecki, ale naprawdę nie
zauważyłem żadnej iluzji.
Nikt ze znajomych Niemców o to zajście mnie nie zapytał. Nikt się nim nie
zainteresował. Jakieś tam
techniczne problemy, zaginęły wejściówki. Co to kogo
obchodzi.
Wiecie jak się nazywa obecnie premier czy tam prezydent europejskiego kraju
Rumunii? Niemcy też najczęściej nie wiedzą, podobnie jak nie wiedzą nic na temat
składu rządu w
Polsce. Oni interesują się przede wszystkim prawem i władzami,
jakie istnieją w ich landach. Oczywiście wiedzą też coś o rządzie berlińskim,
ale już problemy innych państw najczęściej nie interesują ich w ogóle.
Obojętność jest czasami nie do zniesienia. Tym bardziej obojętność ponad 80
milionowego sąsiada dla niektórych jest niewyobrażalna. Niestety większość
Niemców ma swoje problemy i
polskich tak naprawdę zupełnie nie zauważa. Nam
tylko się zdaje, że one są istotne, niestety kilkaset kilometrów od Odry one
zupełnie nie istnieją. Zupełnie nikt się nimi nie interesuje. Nawet troszeczkę
się nie interesuje, choć niektórzy myślą może, że jest inaczej.
Pozdrowienia dla znajomych.
Temat: Panslawizm
Gość portalu: Mic napisał(a):
> Jesli rzeczywiscie tak bylo, to swiadczy to tylko o rozmiarach demoralizacji i
> glupoty tych ludzi.
Jak mowilem, nie koniecznie sa durniami, po prostu trzezwo patrza na ta sprawe,
jezeli pojedziesz do USA czy Anglii to i tak za kilka miesiecy bedziesz rozmawial
plynnie, a na razie lepiej miec dobre oceny (stypendium) i przy tym troche
nauczyc sie rosyjskiego ;-)) Uczyc jezek po ksiazkam - to jak uczyc sie plywac
bez wody ;-))
> Mylisz sie. Byli nie tylko idiotami ale przede wszystkim oszustami i cwaniakami
Chyb a w Uniwuerku byles kujonem ;-))
> Nalezy tylko miec nadzieje, ze kiedys sami beda tego zalowac. Takie "dzialania
> pozorne" nie wiadomo dla czego (paperka?) to wlasnie jedna z najochydniejszych
> spuscizn komuny.
Co do tego ma komuna? Jezeli gosciowi nie jest potrzebny jezyk obcy ( a jego
zmuszaja do nauki - gdzie podziala sie ta wolnosc wyboru przyjacielu ? ;-)) to
lepiej w oznake protestu nie uczy sie niego i ma dobre oceny - NO pasaran! ;-))
> Oj biedny Misza... Konstruktor z ktoregokolwiek z krajow UE nie znajacy
> angielskiego to analfabeta funkcjonalny, nie majacy szans na rynku pracy.
Jak mowielm, kiedy pojedzie do UE, to bedzie znal jezyk - ja tak wyuczylem
polskiza 1 miesiac ;-))
> Czy musze ci
tlumaczyc taki banal? To straszne.
Nie o to chodzi - a tylko o to ze jezeli czlowiek NIE CHCE uczyc sie obcego
jezyku - to to jest jego prawo, a jezeli zechce nauczyc sie - to napewno to
zrobi... Czy musze to ci
tlumaczyc? To smiesznie... :D
A co z dalszym ksztalceniem sie? Przeciez wiekszosc
> literatury fachowej w internecie, cala korespondencja miedzynartodowa prowadzon
> a jest wlasnie po angielsku...
Zle znasz technike (chyba nie na Mechanicznym studjowales ?;-)) - fachowa
literatura
techniczna (a szczegolnie samochodowa) jest w jezyku niemeckim - u nas
na uczelnie 90% literatury bylo w jezyku
niemieckiej - dobrze ze w szkole i na
studjach mialem niemecki ;-))
> O czym ty piszesz? "nauczyc sie samochodow".. i co ?
Jak to co? Magister z EPiM - Ekspolatacji pojazdow i maszyn ;-))
> Misza, sorry ale odnosze wrazenie, ze ... To powiedz mi dlaczego bedac jeszcze
> w podstawowce potrafilem sie znakomicie dogadac po rosyjsku bedac w ZSRR?
1) CZy naprawde az tak znakomicie?
2) Nie porownaj jezyk z twej grupy jezykowej a z innehj - spronowalbys wyuczyc
estonskiego czy wegierskiego ;-)) Ja znam
polski, rosyjski, estonski i plynnie
rozmawiam po angielsku - i wszystko biez ani jednej ksiazki ;-)))
Misza
Temat: JAKIE UNIWERKI W ANGLI (szcz. płd, londyn)
Jesli chodzi o poludnie wysp, to polecam Southampton - szkola moze nie z
pierwszej trojki, ale jest w gornej czesci rankingow (ok. 20 miejsca, z tym ze
tam szkoly sa mniejsze i dlatego 20 miejsce nie wyglada zle). Dobra renome maja
Bristol i Bath. Jesli chodzi o Londyn to najlepsze sa Imperial College,
University College London i oczywiscie London School of Economics. Mniej
oblegane: King's College (mniej, jednak wciaz bardzo oblegany), Queen Mary,
City i Goldsmiths (ale to juz scisla czolowka nie jest). Zaznaczam, ze
obracalem sie w kregu innych kierunkow (european studies, jezyki obce i prawo),
ale generalnie w UK bardziej liczy sie na dyplomie szkola niz kierunek.
Brakowalo mi jeszcze tylko wakacyjnego doszkolenia z jezyka na University
College London i mialem zapewniony indeks, ale ostatecznie zdecydowalem sie na
Krakow. Na pewno po powrocie z Londynu moglbym rzucic dyplom z UCL i bylbym
gosc, ale radze nie przesadzac z poziomem w Wielkiej Brytanii. Troszke tam
posiedzialem (egzaminy), mieszkalem z
polskimi studentami i powiedzieli krotko:
w Wielkiej Brytanii poziom wiedzy po studiach magisterskich jest nizszy niz u
nas po licencjacie (maja porownanie, bo pojechali do Londynu szukac szczescia
po naszych studiach i znalezli sobie uniwerki na miejscu). Z tym, ze
Brytyjczycy maja inny system - u nas sie uczysz (glownie wkuwasz), tam chodzisz
na intensywne zajecia i przyswajasz wiedze bardziej praktycznie. Ale chocby nie
wiem jak bardzo intensywne byly te zajecia, nie wiem ile mozna sie nauczyc
przez 4 godz. w tygodniu (dosc prestizowe European Studies na King's College
London - I rok). Sredni wymiar zajec to 13 godz. w tygodniu, humanisci duzo
mniej, kierunki
techniczne troche wiecej.
I jeszcze jedno: jesli juz sie zdecydowales(as) na Wielka Brytanie, to nie boj
sie top universities. Z
polska matura wchodzisz wszedzie - lepsze szkoly
organizuja dodatkowe egzaminy, ale z doswiadczenia wiem ze to nic strasznego,
duzo mniej stresujace niz u nas (ja
tlumaczylem co sadze o dominacji francusko-
niemieckiej w UE na kierunek europejskie studia polityczne i spoleczne -
specjalizacja prawnicza na UCL, a chodzilo im glownie o to, zeby wylapac czym
sie interesowalem i czy w ogole cos mnie interesowalo). Mozesz sie na
egzaminach poklocic i jeszcze na dobre ci to wyjdzie (masz osobowosc ;)
Powodzenia.
Temat: A co z nami będzie, jeśli USA...
Gość portalu: Stauffenberg napisał(a):
> Cieszę się, że Słoneczko Ludzkości, znany z innych forów Wielki Alen, Znawca
> Każdego Tematu raczył mnie oświecić.
>
Nie zadowolonym z posiadanej wiedzy słoneczkiem , zawsze byłem i dalej
jestem .
Nie jestem taki Wielki , w dowodzie mam napisane wzrost średni .
Stauffenberg , to nie jest oświecenie .
Robienie tak odległych prognoz , moim zdaniem może być traktowane tylko jak
zabawa .
Na bieg wydarzeń można nie wątpliwie mieć wpływ.
Były i są robione kroki w nieprzyjaznym dla
Polski kierunku . Jednak nie
można wykluczyć
odwrotnego działania tych kroków.
>
> Ps. Oświeć jeszcze wywiad niemiecki - autorów tej analizy. Jest to jeden z
> wariantów. Bo są jeszcze inne.
>
To brzmi już lepiej .
Cenie sobie niemiecką logikę , jeśli chodzi o rozwiązania
techniczne . Poza
tym jest mnóstwo
dowodów na to , że poza techniką są oni mało efektywni i mało przewidywalni .
A wiesz jakie prognozy niemieckie ,dla państwa niemieckiego , są na
przyszłość ?
Tu mam na myśli rozwój kultury
niemieckiej , gospodarki , społeczeństwa .
Już niedługo obywatele trzeciego świata będą dominować w Niemczech .
Jakie to skutki będzie miało na rozwój
niemieckiej państwowości , nie trudno
odgadnąć.
>
Ale po co ja bedę Geniuszowi Europy (i okolic)
> takie rzeczy
tłumaczył...
>
Nie jestem geniuszem , a chętnie zapoznaje się z każdymi prognozami . Nawet
gdy moim zdaniem
są one nie realne.
Jedno wiem na pewno , gdy zbudujesz kilka teorii rozwoju europy , masz większą
szansę w przyszłości powiedzieć że miałeś rację .
Alen.
Temat: Techniczne słownictwo - POMOCY!!!
Mala dygresja do pretendentow
Gość portalu: Zuza napisał(a):
> To są moje początki w tego typu
tłumaczeniach i
> nie ukrywam, że na tą chwilę sprawiają mi sporą trudność. Ale mam nadzieję, ze
> powolutku się jakoś wdrąże:)
Dodam jeszcze moje dwa centy.
Jesli chcesz
tlumaczyc na akceptowalnym poziomie tematy specjalistyczne, MUSISZ
przynajmniej na podstawowym poziomie cos wiedziec o ogolnej tematyce. I to nie
tylko na stopniu slownikowm (czyli ze znasz slownikowe opowiedniki), ale musisz
wiedziec, co dana czesc robi, z jakimi wspolpracuje i jaki jest kontekst
konstrukcyjny tej czesci lub procesu.
Sama (dobra nawet) znajomosc obu jezykow i najlepsze nawet slowniki wystarcza
wylacznie do produkcji roznych kwiatkow w stylu "german jest polprzewodnikiem =
ein Deutscher ist Halbführer". Albowiem wiekszosc pojec
technicznych bez
ogolnego (a czasem i szczeglonego) kontekstu jest mocno wieloznaczna, a
wieloznacznosc i zbior znaczen danego pojecia w jednym jezyku nie pokrywa sie ze
zbiorem znaczen tego wyrazenia w drugim jezyku.
Jesli wiec np.
tlumaczysz o gietarkach, to najpierw powinnas zaczac od
przeczytania ze zrozumieniem kilku podrecznikow o budowie maszyn (Budowa Maszyn
- Maschinenbau - ten przedmmiot tak sie na studiach inzynierskich nazywa), ew.
wspartych Poradnikiem Mechanika (fajne skondensowane publikacje przerabiajace
przekrojowo wiekszosc obszarow tematycznych). I to zarowno po
polsku, jak i
rownolege po
niemiecku.
Szczegolnie z porownania ilustracji i ich opisow mozesz sie najwiecej nauczyc. I
zalapac poczucie znaczen, ktorego zaden slownik nie jest w stanie zastapic.
Idealem sa oczwiscie w takim wypadku studia inzynierskie ;-)
A pozniej nieustannie podbudowujesz to ciagla lektura tekstow w prasie
technicznej, katalogach, prospektach itp. w obu jezykach.
Czy naprawde w dalszym ciagu chcesz byc
tlumaczem technicznym?
;-)
MfG
C.
Temat: BBC: Fałszerstwo i korupcja kosztowały życie se...
Kiedyś zasadą było, że z urządzeniem można było
zakupić lub od razu się dostawało jego instrukcję serwisową lub
schematy ideowe, po czym osoba w miarę wprawna mogła ocenić
urządzenie od strony zasady i jakości działania (to wynika z użytych
elementów i rozwiązań układowych) oraz stwierdzić czy parametry
urządzenia podane w instrukcji są realizowalne w tym układzie
(ewntualnie pomierzyć je w oparciu o schemat i własną wiedzę
techniczną).
Obecnie uzyskanie schematu urządzenia (czy instrukcji serwisowej)
graniczy z cudem a ewentualne problemy wychodzą dopiero w trakcie
użytkowania. Często też wychodzi, że parametry urządzenia są z
sufitu wzięte, osoba, która je przeprowadzała nie miała pojęcia jak
je się prawidłowo robi, myliła jednostki, zakresy wielkości a
dodatkowe cuda dokładali
tłumacze (
nietechniczni)
tłumacząc
instrukcję z języka producenta na inny (czasami to są
tłumaczeniaprzez 3 języki np: japoński -> angielski ->
polski częst są też
robione przy pomocy
tłumaczy komputerowych, bez sprawdzenia
sensowności wyniku).
Daje się też zauważyć upadek sztuki inżynierskiej w zakresie
projektowania, analizy odporności urządzenia na różne warunki pracy,
użytych rozwiązań
technicznych, poprawnego przeczytania i
zrozumienia kart katalogowych użytych do budowy elementów,
odporności na zakłócenia itd. To wygląda co raz bardziej jak w
piosence Jonasza Kofty "Śpiewać każdy może" w wersji "Lutować każdy
może". Poza tym coraz bardziej bezgraniczna wiara w możliwości
komputerów i oprogramowania powoduje, że powstają urządzenia kalekie
już od nowości, bo programy są tylko tak "mądre" jak ten co je pisał
a produkt końcowy jest iloczynem "mądrości" programu i tego kto go
używał oraz interpretował wyniki jego działania a z tym jest co raz
gorzej. Do tego jeszcze dochodzą ozczędności w procesie produkcji
(maksymalizacja zysku za wszelką cenę) co objawia się używaniem
gorszych materiałów, tańszych elementów, kleju na gorąco do
mocowania elementów (tam gdzie kiedyś była porządna obejma),
elementów plastikowych zamiast metalowych, skrócenie czasu
testowania przed oddaniem do produkcji seryjnej, pisaniem
oprogramowania przez osoby bez doświadczenia (często
początkujących), testowania go przez osoby bez wyobraźni co może
zrobić użytkownik (np. że będzie próbował policzyć pierwiastek
kwadratowy z -1 a brak zabezpieczenia przed tym może się okazać
zgubny dla urządzenia) itd. Byle szybciej, byle taniej albo jeszcze
sprzedasć kit jako wartościowy przedmiot licząc, że się nikt nie
pozna na oszustwie ... :((((
Przeważnie użytkownicy końcowi nie zdają sobie sprawy z powyższych
spraw olśnieni pięknem obudowy, designu, lampeckami (niebiekie
diodki), dzyndzelkami, milionem zbędnych funkcji, których nigdy nie
wykorzystają i kolorowym folderem mówiącym o naukowo dobranej
długości kabla sieciowego zapewniającego najwyższą jakość dźwięku 10
kanałowego ;))) Dopiero z czasem okazuje się (o ile będą w stanie to
zauważyć i się do tego przyznać), że zostali zrobieni w balona.
Temat: Linguistic Administrators A5 - kto idzie na testy?
Masz sporo racji, ale tez troche uogolniasz, a to niedobrze. My rozpatrujemy tu
tylko sytuacje
tlumaczy jez.
polskiego a nie
tlumaczy innych jezykow. Twoj
przyklad Slowenki jest zupelnie nie na miejscu, bo akurat sam bylem dobrze
zaprzyjazniony ze Slowenka-tlumaczka i wiem, ze u nich na konkursie trzeba bylo
zdac byle jak (= dostac polowe punktow), zeby dostac angaz, bo bylo wiecej
wakatow niz osob, ktore zdaly test. U Polakow tak nie bylo za pierwszym razem i
nie bedzie tak i teraz. Mi sié na poczatku tez wydawalo, ze z moimi studiami w
Niemczech i doswiadczeniem zawodowym bede nie wiem jaka gwiazda, a okazalo sie,
ze inni reprezentowali soba bardzo wysoki poziom. Dlatego upre sie przy
mniemaniu, ze osoby spoza branzy lingistycznej beda mialy ciezko, chyba ze sa
na prawde bardzo zdolne albo beda mialy duzo szczescia.
Oczywiscie ze to nie wstyd zagladac do slownika. Ja sam zagladam, jak mi zadny
sensowny odpowiednik
polski nie wpada do glowy. I nie twierdze, ze znam jezyk
obcy perfekcyjnie. Ale NIGDY nie musze zagladac do slownika, zeby zrozumiec
sens jakiegos normalnego slowa po
niemiecku w czasopismie np. typu Spiegel
(podkreslam, ze nie mowimy tu o fachowych tekstach
technicznych czy
prawniczych, bo takich na egzaminach nie ma). Jesli wiec ktos twierdzi, jak tu
na forum, ze szukald sensu pewnych sformulowan w slowniku, nie mogl ich znalezc
i zle przetlumaczyl tekst, wiec jest chyba jasne, ze zna jezyk troche slabo, bo
jak slusznie zauwazasz poziom znajomosci jezyka mozna oceniac tylko na
przykladzie innych a ja ci gwarantuje, ze
polscy tlumacze pracujacy obecnie w
instytucjach europejskich na pewno nie mieli klopotow ze zrozumieniem tekstu
wyjsciowego.
Co to
tlumaczenia komputerowego. To nie "program"
tlumaczy. W instytucjach
europejskich pracuje sie przy pomocy oprogramowania TRADOS. Nie chce tu sie
rozwodzic, jak to dziala. Ale ten program moze ci "zaoferac"
tlumaczenie tylkco
takich zdan, ktore juz kiedys byly raz przetlumaczonhe. A skad one maja byc
przetlumaczone, skoro
Polska jest w Unii dopiero od maja 2004 r. i BARDZO wiele
dokumentow nie ma jeszcze zadnych oficjalnych
tlumaczen. Jak my zaczynalismy w
zeszlym roku nie bylo jeszcze w ogole czegos takiego jak "translation memory'"
jezyka
polskiego. To my dopiero powoli i zmudnie te rzeczy wprodadzalismy do
bazy danych, wiec nie opowiadaj banialukow (sorry za to sformulowanie) o
jakims "programie" , ktory automatycznie
tlumaczy, bo to zuplenie nie przystaje
do praktyki, przynajmniej obecnie jeszcze nie. Baza danych UKIE na ktora czesto
ludzie sie powoluja jak na wyrocznie, zawiera szereg bledow. Zreszta, co
ciekawe, z nie znam nikogo z UKIE, ktory by dostal prace jako
tlumacz, chociaz
na egzaminie takowi byli...... To chyba tez cos swiadczy o poziomie znajomosci
jezyka, jaki trzeba miec.
Oczywiscie nie zmienia to faktu, ze konkurs to konkurs. Udzial w nim nic albo
malo co kosztuje. Wiec probowac mozna. Ale odrobina realizmu w ocenie swoich
mozliwosci / zdolnosci tez nie zaszkodzi.
Temat: prywatnie cza sie sondzic
prywatnie cza sie sondzic
Merkel z Kaczyńskim o gazie i roszczeniach
pi, PAP2006-10-30, ostatnia aktualizacja 2006-10-30 15:05
Polska i Niemcy będą dążyły do utworzenia wspólnego europejskiego rynku
energii, który zapewni
Polsce dostęp do europejskich zasobów prądu i gazu, a
tym samym bezpieczeństwo energetyczne - zapowiedzieli premier Jarosław
Kaczyński i kanclerz Angela Merkel po spotkaniu w poniedziałek w Berlinie.
Fot. ARND WIEGMANN REUTERS
Jarosław Kaczyński i Angela Merkel pozują do zdjęć fotoreporterom po
konferencji prasowej
więcej zdjęć
ZOBACZ TAKŻE
Spotkanie z Merkel głównym punktem wizyty Kaczyńskiego w Niemczech (30-10-06,
10:15)
"Le Monde":
Polsko-niemieckie uspokojenie (30-10-06, 20:42)
Premier w Berlinie: koalicja - "lepsze zrozumienie", opozycja - "ogólnikowe
deklaracje" (30-10-06, 18:27)
Premier z niechęcią myśli o strefie euro (30-10-06, 15:31)
SONDAŻ
Czy stosunki
polsko-niemieckie poprawią się po spotkaniu Kaczyńskiego z
Merkel?
Tak
Nie
Nie wiem
J. Kaczyński powiedział dziennikarzom, że "generalna idea", przedstawiona
podczas jego rozmowy z Merkel, polegała na tym, że "
Polska w razie zagrożenia
ma zapewnione dostawy z rynku państw położonych bardziej na Zachód niż
Polska". "To wpisuje się w plan dywersyfikacji dostaw gazu" - dodał premier.
Merkel podkreśliła, że polityka energetyczna jest "strategicznym problemem",
od którego zależą dobrobyt i bezpieczeństwo obywateli krajów Unii. "Zajmiemy
się tym już podczas
niemieckiej prezydencji w Unii Europejskiej" -
powiedziała Merkel, dodając, że na pierwsze wyniki można liczyć już w marcu
przyszłego roku.
Polsko-niemiecka grupa robocza opracuje szczegóły
techniczne - dodała szefowa niemieckiego rządu.
Premier J. Kaczyński powiedział, że celem
Polski jest uzyskanie pewności, iż
interesy gospodarcze i polityczne nie będą zagrożone poprzez stosowanie
energii jako środka nacisku.
Rozmowy z Merkel służyły poszukiwaniu rozwiązania, jak oddalić to zagrożenie
i doprowadzić "na poziomie traktatowym i poprzez powiązania między systemami
energetycznymi", żeby ta sprawa mogła zostać "zaliczona do przeszłości".
"Mam nadzieję, że te rozmowy, które będą prowadzone na poziomie
technicznym, -
rozmawialiśmy o różnych pomysłach - doprowadzą do tego, że w trakcie
prezydencji
niemieckiej będą podjęte decyzje, które w ostatecznym rachunku
doprowadzą do takiego stanu" - zaznaczył. To dla nas sprawa o fundamentalnym
znaczeniu - dodał premier RP.
J. Kaczyński:
Polska podtrzymuje negatywny stosunek ws. Gazociągu-Północnego
J. Kaczyński i Merkel opowiedzieli się za podpisaniem przez Rosję
Europejskiej Karty Energetycznej, co - ich zdaniem - zwiększyłoby pewność
rosyjskich dostaw. Premier J. Kaczyński podkreślił, że
Polska nie zmieniła
swego negatywnego stosunku do
niemiecko-rosyjskiego Gazociągu Północnego.
Zapewniał, że ani jego poprzednicy, ani on sam nigdy nie zaakceptowali tego
projektu. Niemieccy politycy twierdzą, że
Polska zaakceptowała projekt
gazociągu w czerwcu 2005 r. na forum Rady UE.
"Nie interesuje nas budowa łącznika gazociągu do
Polski"
Premier wyjaśnił, że Merkel nie proponowała mu przystąpienia
Polski do
Gazociągu Północnego, ani też budowy łącznika do
Polski. "Przez ten łącznik
do
Polski płynąłby gaz z Gazpromu, a my chcemy dokonać dywersyfikacji, czyli
mieć go z różnych kierunków" -
tłumaczył.
Merkel: Niemiecki rząd nie popiera indywidualnych roszczeń wobec
PolskiMerkel zapewniła ponownie, że niemiecki rząd nie będzie popierał żadnych
indywidualnych roszczeń odszkodowawczych wobec
Polski, odniosła się jednak
negatywnie do
polskiej propozycji podpisania traktatu, w którym Niemcy i
Polska zrezygnowałyby z wzajemnych roszczeń. Taką propozycję Kaczyński
przedstawił w wywiadzie dla dziennika "Bild".
"Uważamy że to jest załatwione" - powiedziała Merkel. "Nie sądzę, by taka
umowa była właściwym rozwiązaniem". Szefowa niemieckiego rządu podkreśliła,
że wie, jaki niepokój działalność Pruskiego Powiernictwa wywołuje w
Polsce.
Kaczyński: Z
polskiego punktu widzenia ta sprawa nie jest załatwiona
Kaczyński powiedział, że cieszy się z "kolejnego oświadczenia pani kanclerz"
w sprawie roszczeń. "Z
polskiego punktu widzenia ta sprawa nie jest
ostatecznie zakończona" - zaznaczył. "Chcemy pójść dalej" - dodał.
J. Kaczyński i Merkel poinformowali o rozwianiu wątpliwości wokół sprawy
finansowania
Polsko-
Niemieckiej Wymiany Młodzieżowej. Strona niemiecka
jeszcze w piątek twierdziła, że
polski MEN zwlekał z przekazaniem ostatniej
tegorocznej raty na działalność tej organizacji - jak powiedziała wówczas
szefowa niemieckiego biura PNWM Doris Lemmermeier, na konto organizacji
wpłynęła niepełna suma od Polaków. Wedle deklaracji szefów rządów obu państw,
wszystko zostało wyjaśnione.
Temat: Muszynski chce zmusic Niemcow;)
Muszyński walczy z niemiecką przestępczością
zorganizowaną.
fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/po-rozwodzie-nie-moze-mowic-do-dzieci-po-polsku,850760,2943Zabronili mu mówić do dzieci po
polskuMieszkający w Hamburgu Polak Wojciech Pomorski domaga się od hamburskich władz
odszkodowania oraz pisemnych przeprosin za uniemożliwienie mu po rozwodzie z
żoną, Niemką, posługiwania się językiem
polskim w kontaktach z własnymi córkami.
Przed Sądem Krajowym w Hamburgu rozpoczął się w piątek proces z powództwa 36-
letniego nauczyciela-germanisty.
- Walczę o godność człowieka i ojca - powiedział Pomorski po zakończeniu
pierwszej rozprawy.
- Domagamy się zadośćuczynienia w wysokości co najmniej 15 tys. euro oraz
wglądu do akt dokumentujących wieloletni konflikt Pomorskiego z urzędem ds.
młodzieży (Jugendamtem) - wyjaśnił adwokat Rudolf von Brecken. Niemiecki
prawnik nazwał "hańbą" postępowanie władz miasta w stosunku do jego klienta.
Zakaz kontaktu z dziećmi w języku
polskim był "zniechęcającą do życia"
represją - ocenił. Von Brecken skrytykował brak przedstawiciela Hamburga na
rozprawie, co świadczy - jego zdaniem - o ignorowaniu sądu.
Pomorski przyjechał do Berlina Zachodniego w 1989 roku. Rok później przeniósł
się do Hamburga, gdzie poślubił obywatelkę Niemiec. W latach 1997 i 1999
urodziły się dwie córki - Justyna i Iwona-Polonia.
Po rozpadzie małżeństwa córki przyznano matce, jednak sąd nie orzekł żadnych
ograniczeń językowych w jego kontaktach z dziećmi. Natomiast hamburski
Jugendamt "na własną rękę" - jak twierdzi Pomorski - zakazał mu rozmawiania z
córkami po
polsku. - To był szantaż, nie mogłem się na to zgodzić - powiedział
Pomorski. Podkreśla, że do rozwodu w domu mówiono po
polsku, a na zewnątrz po
niemiecku. Jestem nauczycielem-germanistą, dlatego argument urzędu, że mówienie
po
polsku opóźnia integrację dzieci w niemieckim społeczeństwie, był
absurdalny -
tłumaczy.
Dwa lata temu matka wyjechała, bez wiedzy ojca, z obiema córkami do Austrii. -
To było uprowadzenie dzieci, zorganizowane przez Jugendamt w Hamburgu -
twierdzi Pomorski. Celem tego wyjazdu było - jego zdaniem - doprowadzenie do
tego, by dzieci zapomniały języka
polskiego. Dopiero niedawno umożliwiono mu
ponownie kontakt z dziewczynkami - po
niemiecku i pod austriackim nadzorem.
Pomorski kieruje działającym na terenie Niemiec Stowarzyszeniem "Rodzice
Przeciw Dyskryminacji Dzieci". Organizacja zajmuje się obecnie dziesięcioma
podobnymi konfliktami - mówi nauczyciel. Jego zdaniem, jest to jednak
tylko "wierzchołek góry lodowej". Wielu rodziców nie decyduje się na ujawnienie
sprawy i konflikt z niemieckimi władzami - twierdzi.
Jak dowiedziała się PAP, w sprawę o zakaz posługiwania się językiem
polskim w
kontaktach rodziców z dziećmi z rozbitych małżeństw zaangażował się nowy
przedstawiciel MSZ ds. współpracy
polsko-
niemieckiej Mariusz Muszyński.
Muszyński potwierdził, że zwrócił się z prośbą do
polskich służb
dyplomatycznych w Niemczech, by sprawie Pomorskiego przyglądano się na wyższym
poziomie niż konsularny. - Trzeba obejrzeć tę sprawę w kontekście politycznym.
Z tego co wiem podobnych problemów nie mają dzieci Francuzów czy Anglików -
dodał.
Muszyński mówił, że już wcześniej spotkał się z podobnymi problemami wśród
Polaków mieszkających w Niemczech. Dodał, że zamierza o tym rozmawiać z Gesine
Schwan - pełnomocniczką niemieckiego rządu ds. współpracy z
Polską.
Według niego, te sprawy nie mają "żadnego ukrytego podłoża". - Jeżeli ja się
dowiaduję, że wytłumaczeniem dla zakazu kontaktu rodzica z dzieckiem w języku
polskim jest to, że urzędnik Jugendamtu - który jest obecny przy takich
kontaktach - nie zna
polskiego, to jest problem
techniczny. Problem, który
można rozwiązać - ocenił.
W
polsko-niemieckim traktacie o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z
1991 r. jest mowa o prawie do swobodnego rozwijania tożsamości etnicznej i
kulturowej przez Polaków mieszkających w Niemczech.
Temat: Roszczenia CD.
To nie wiaze sie bezposrednio z tematem - ale jest dosyc sugestywna ilustracja
jak niemcy traktuja Polakow w swoim kraju:
Zabronili mu mówić do dzieci po
polskuPiątek, 22 grudnia (13:37)
Mieszkający w Hamburgu Polak Wojciech Pomorski domaga się od hamburskich władz
odszkodowania oraz pisemnych przeprosin za uniemożliwienie mu po rozwodzie z
żoną, Niemką, posługiwania się językiem
polskim w kontaktach z własnymi córkami.
Przed Sądem Krajowym w Hamburgu rozpoczął się w piątek proces z powództwa 36-
letniego nauczyciela-germanisty.
- Walczę o godność człowieka i ojca - powiedział Pomorski po zakończeniu
pierwszej rozprawy.
- Domagamy się zadośćuczynienia w wysokości co najmniej 15 tys. euro oraz
wglądu do akt dokumentujących wieloletni konflikt Pomorskiego z urzędem ds.
młodzieży (Jugendamtem) - wyjaśnił adwokat Rudolf von Brecken. Niemiecki
prawnik nazwał "hańbą" postępowanie władz miasta w stosunku do jego klienta.
Zakaz kontaktu z dziećmi w języku
polskim był "zniechęcającą do życia"
represją - ocenił. Von Brecken skrytykował brak przedstawiciela Hamburga na
rozprawie, co świadczy - jego zdaniem - o ignorowaniu sądu.
Pomorski przyjechał do Berlina Zachodniego w 1989 roku. Rok później przeniósł
się do Hamburga, gdzie poślubił obywatelkę Niemiec. W latach 1997 i 1999
urodziły się dwie córki - Justyna i Iwona-Polonia.
Po rozpadzie małżeństwa córki przyznano matce, jednak sąd nie orzekł żadnych
ograniczeń językowych w jego kontaktach z dziećmi. Natomiast hamburski
Jugendamt "na własną rękę" - jak twierdzi Pomorski - zakazał mu rozmawiania z
córkami po
polsku. - To był szantaż, nie mogłem się na to zgodzić - powiedział
Pomorski. Podkreśla, że do rozwodu w domu mówiono po
polsku, a na zewnątrz po
niemiecku. Jestem nauczycielem-germanistą, dlatego argument urzędu, że mówienie
po
polsku opóźnia integrację dzieci w niemieckim społeczeństwie, był
absurdalny -
tłumaczy.
Dwa lata temu matka wyjechała, bez wiedzy ojca, z obiema córkami do Austrii. -
To było uprowadzenie dzieci, zorganizowane przez Jugendamt w Hamburgu -
twierdzi Pomorski. Celem tego wyjazdu było - jego zdaniem - doprowadzenie do
tego, by dzieci zapomniały języka
polskiego. Dopiero niedawno umożliwiono mu
ponownie kontakt z dziewczynkami - po
niemiecku i pod austriackim nadzorem.
Pomorski kieruje działającym na terenie Niemiec Stowarzyszeniem "Rodzice
Przeciw Dyskryminacji Dzieci". Organizacja zajmuje się obecnie dziesięcioma
podobnymi konfliktami - mówi nauczyciel. Jego zdaniem, jest to jednak
tylko "wierzchołek góry lodowej". Wielu rodziców nie decyduje się na ujawnienie
sprawy i konflikt z niemieckimi władzami - twierdzi.
Jak dowiedziała się PAP, w sprawę o zakaz posługiwania się językiem
polskim w
kontaktach rodziców z dziećmi z rozbitych małżeństw zaangażował się nowy
przedstawiciel MSZ ds. współpracy
polsko-
niemieckiej Mariusz Muszyński.
Muszyński potwierdził, że zwrócił się z prośbą do
polskich służb
dyplomatycznych w Niemczech, by sprawie Pomorskiego przyglądano się na wyższym
poziomie niż konsularny. - Trzeba obejrzeć tę sprawę w kontekście politycznym.
Z tego co wiem podobnych problemów nie mają dzieci Francuzów czy Anglików -
dodał.
Muszyński mówił, że już wcześniej spotkał się z podobnymi problemami wśród
Polaków mieszkających w Niemczech. Dodał, że zamierza o tym rozmawiać z Gesine
Schwan - pełnomocniczką niemieckiego rządu ds. współpracy z
Polską.
Według niego, te sprawy nie mają "żadnego ukrytego podłoża". - Jeżeli ja się
dowiaduję, że wytłumaczeniem dla zakazu kontaktu rodzica z dzieckiem w języku
polskim jest to, że urzędnik Jugendamtu - który jest obecny przy takich
kontaktach - nie zna
polskiego, to jest problem
techniczny. Problem, który
można rozwiązać - ocenił.
W
polsko-niemieckim traktacie o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z
1991 r. jest mowa o prawie do swobodnego rozwijania tożsamości etnicznej i
kulturowej przez Polaków mieszkających w Niemczech.
Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
Temat: Nice i glosy
Gość portalu: krzysztofsf napisał(a):
> > Nie ma tam odpowiedzi DLACZEGO dostalismy tyle a tyle glosow.
> > A ja chcialbym sie dowiedziec DLACZEGO mamy tyle glosow.
> > Z jakiej ZASADY to wyniklo.
Tu masz przyklad jak to sie odbywalo
www.paneuropa.l.pl/nicea/artrzep1.htmRZECZPOSPOLITA
Deputowani śmieją się z Chiraca
Jędrzej Bielecki
z Brukseli
- To był jedynie błąd
techniczny, błąd w druku, tylko przez chwilę - tak
prezydent Francji Jacques Chirac
tłumaczył wczoraj deputowanym Parlamentu
Europejskiego w Strasburgu propozycję przyznania
Polsce mniejszej liczby głosów
w Radzie Unii, niż dostała licząca tyle samo ludności Hiszpania. Propozycję tę
zgłosiła podczas szczytu w Nicei Francja. Deputowani wybuchnęli śmiechem.
Z krytyką wystąpił szef największego ugrupowania w parlamencie chadek Hans-Gert
Poettering. - Szczęśliwie nie podtrzymano tej propozycji. Pomyśleć tylko, jakie
wrażenie wywarlibyśmy na
Polsce! Coś takiego nigdy nie powinno się powtórzyć! -
grzmiał szef chadeków. - Nie wiem, skąd pan czerpał swoje informacje. To był
błąd
techniczny -
tłumaczył prezydent Francji. Widząc niedowierzanie
deputowanych, Chirac stracił panowanie: "Za przeproszeniem! Wasza ironia w tej
kwestii jest nie na miejscu!" - mówił podniesionym głosem. - Wystąpił błąd
techniczny. Na papierze. Tylko przez moment. Był to błąd maszynowy. Papier
natychmiast wycofano i oczywiście poprawiliśmy liczby! - argumentował. Nie
wspomniał jednak, że ten "moment" trwał 24 godziny.
Niekorzystny dla
Polski podział głosów został zgłoszony przez Francuzów. Dzień
później, po wielogodzinnych negocjacjach przywódców "15" i interwencji
polskichwładz, zastąpił go nowy dokument. Francuski minister do spraw europejskich
Pierre Moscovici zaznaczył, że niedobry dla
Polski pomysł podpowiedział Francji
jeden z krajów "15".
Wystąpienie Chiraca poprzedziła ostra krytyka nowego traktatu, który, zdaniem
deputowanych, tylko nieznacznie przyspiesza integrację europejską i nie
gwarantuje wcale, że prace Unii po poszerzeniu nie zostaną sparaliżowane.
Dokument krytycznie oceniła cała niemal prasa europejska, oprócz
niemieckiej.
Chirac
tłumaczył, że trzeba było przyjąć taką reformę, którą będzie mogła
zaakceptować opinia publiczna krajów "15". Ta zaś obawia się zbyt forsownej
integracji. - Największym niebezpieczeństwem było to, że nie dojdziemy w ogóle
do porozumienia, co załamałoby proces poszerzenia Unii na wschód. Gdybyśmy
narzucili zbyt szybkie tempo integracji, też byłoby ryzykownie. Jak się biegnie
za szybko, to można się potknąć i upaść, a wtedy w ogóle wszystko się kończy -
tłumaczył Chirac. - Traktat z Nicei jest dobry, bo mogą go zaakceptować
parlamenty "15". Pamiętajmy , że teraz się zaczyna kolejna trudna bitwa: o
ratyfikację - dodał Moscovici. Dokument musi zaakceptować Parlament Europejski.
- Po przystąpieniu do UE
Polska nigdy nie zorganizuje szczytu "15". Belgia
uzyskała bowiem obietnicę, iż wszystkie nieformalne spotkania przywódców "15"
będą odtąd odbywały się w Brukseli. Tam też będą miały miejsce
szczyty "formalne", odkąd Unia będzie liczyła 18 krajów. Takie rozwiązanie
przyjęto z obawy, że nowe kraje członkowskie nie poradzą sobie z organizacją
spotkań. Nie jest jednak jasne, kto będzie płacił za organizację szczytów w
Brukseli: władze Belgii czy państwo przewodzące Unii w danym półroczu. Szczyt w
Nicei kosztował Francuzów około 15 milionów euro. Był jednak także okazją do
promocji Nicei i przyniósł miastu spore dochody.
Temat: Centrum Wypędzonych we Wrocławiu!
jeszcze w sprawie centrum wypedzonych
zastanawia mnie jedno, naprawde niewiele osob [podkreslam - NIEWIELE a nie
WSZYSCY], sposrod wypowiadajacych sie na forum zdaje sie wiedziec czym tak
naprawde ma byc centrum wypedzonych. ok, ja wiem ze jeszcze nikt nie tworzyl
planow, projektow i nic nie jest zatwierdzone, ale nikt, do licha ciezkiego,
nie mowi tu o muzeum!!! to ma byc osrodek badawczy!!!
druga rzecz to cel powstania. myk tkwi w tym, i jest to podkreslane przez osoby
ktore maja cos na ten temat do powiedzenie [kieres, juzwenko] ze centrum, nie
ma byc poswiecone martyrologii narodu niemieckiego czy nawet
polskiego. bo to
nie o to chodzi. ono ma byc poswiecone wypedzonym - migracjom ludnosci z
przyczyn od nich nie zaleznych, migracjom wymuszonym. a wiec bedzie to o
wegrach, "jugoslowianach", niemacah, polakach, ukaincach itp.
centrum powinno badac, zbierac materialy, dokumenty. ono powinno przypominac i
ostrzegac. ktos mowil na forum ze za x lat nie bedzie sie pamietac wojny.
racja. ale taka pamiec powinna pozostac, powinno to byc ostrzezenie na
przyszlosc,a przy okazji dzieki organizowaniu spotkan, sympozjow czy jesczcze
czegos moze przyczyniac sie do integracji ponadnarodowej - patrz dzialnie
krzyzowej [przynajmniej na poczatkach jej dzialalnoci, teraz nie wiem juz co u
nich slychac]
i wreszcze trzecia rzecz. za michnikiem nie przepadam, i w pierwszej chwili
jego list wyzwolil u mnie uczucia mieszane, ale potem zaczalem kojazyc fakty:
pani e. steinbach, w swym swinskim truchcie do stolka [zwroccie uwage ze glosno
o niej i wypedzonych robi sie glownie gdy zblizaja sie wybory do wladz]
wykoncypowala klejny "genialny pomysl". najpierw podsunieto [kilka miesiecy
temu] pomysl zeby stworzyc centrum wypedzonych niemcow we wroclawiu. nasze
srodowiska sie oburzyly [i slusznie, bo centrum martyrologii
niemieckiej we
wroclawiu to nie najlepsiejszy pomysl] wiec pani steinbach przesunela centrum
do berlina.
po liscie michnika, niemcy sa w lekko niezrecznej sytuacji. jesli zrobia
centrum u siebie to bedzie ono rozdrapywaniem starych ran i nie bedzie dobre
dla nas polakow. wszelkiej masci oszolomy chcace zbic polityczny kapital beda
mogly sie odwolywac do centrum i powodowac konflikty miedzy
polska a niemcami.
centrum we wroclawiu, popierane przez nasze wladze panstwowe i lokalne, centrum
o wymowie oglono europejskiej [a czemu nie swiatowej???] moze byc czyms
naprawde porzadanym i przy dobrym rozegraniu tej sprawy moze przyniesc
polscewylacznie korzysci.
podsumowujac, list michnika napsul z lekka pomysl pani steinbach, a jej
argumenty co do idei centrum we wroclawiu sa poprostu infantylne. i tu nalezy
sie plus dal michnika.
a na koniec jeszcze o korzyściach. pomijajac te dyplomatyczne o ktorych pisalem
wyzej, oraz to ze polacy mieli by szanse pokazac ze wcale nie za takimi
ksenofobami jakimi sie ich czasami maluje i ze
polska to niekoniecznie lista
shindlera i jedwabne, ale i poszanowanie dla innych; ale rowniez sa to korzysci
czysto materialne: promocja dla miasta, rozwoj srodowiska naukowego, kolejne
miejsca pracy - naukowcy, ludzie do obslugi
technicznej,
tlumacze, czy wreszcie
budowlancy ktorzy beda musialei zbudowac takie centrum.
z powazaniem
l.
Temat: Napisz do Prezydenta w sprawie Pleciugi!
Napisz do Prezydenta w sprawie Pleciugi!
Teatr Lalek Pleciuga to bardzo ważne miejsce. To właśnie tu wielokrotnie mały
widz ma pierwszy kontakt z sztuką, to tu wyrabia się jego gust, poczucie
piękna i estetyki, poruszana jest jego wyobraźnia. To ważne miejsce zarówno
dla dzieci ze Szczecina, jak i tych spoza naszego miasta. Świadczą o tym
autokary stojące pod teatrem. Dla wielu z nich to niestety pierwsze i jedyne –
z różnych powodów – spotkanie z takim rodzajem sztuki i wyrazu
artystycznego. Ten teatr to również miejsce współpracy
polsko-
niemieckiej, to
Kontrapunkt, to kilkadziesiąt lat ciężkiej pracy zespołu ludzi, to historia i
nagrody. To ciasny, niezbyt przyjazny zarówno dla widza, jak i samych aktorów
i twórców, budynek. To w końcu mała scena, gdzie, prowadzeni przez liczne
korytarze, doświadczamy magii teatru poznanej z dzieciństwa.
To miejsce ważne. Więcej, bardzo ważne. Dla nas, a przede wszystkim dla
naszych dzieci. I kiedy pojawiła się szansa na zbudowanie nowoczesnego
pięknego teatru mówiliśmy wszyscy: to piękny gest, odpowiedzialnego biznesu i
przewidującego samorządu. Gest na miarę nowoczesnego miasta
współodpowiedzialnego za wychowanie najmłodszych jego mieszkańców, dzięki
któremu budujemy im świątynię sztuki, gdzie mogą się z nią spotkać po raz
pierwszy i nie ostatni. Miejsce wyrobienia gustów najmłodszych widzów i
powrotu do świata dzieciństwa towarzyszących im rodziców. Miejsce nowoczesne,
ciekawe, pociągające, z dużymi możliwościami
technicznymi i artystycznymi.
To wielka szansa zarówno dla zespołu, jak i dla widza. Co więcej, to szansa
dla Szczecina na nowoczesny teatr. To szansa na budowanie tożsamości,
poczucia wspólnoty wokół czegoś nowego, wokół nowej jakości.
Lecz piękna myśl trwała krótko. Nowy akt tego przedstawienia szybko zmienił
się w tragedię. Zamiast nowego teatru – proteza w postaci nieszczęsnej
adaptacji, miast światłej decyzji – zaoczne dogadywanie się miasta z
biznesem. Ani przewidujący samorząd, ani odpowiedzialny biznes. Tak widać
zakończy się ten spektakl – dzieci ściśnięte w starym kinie, bez marzeń o
pięknym teatrze oraz rodzice z myślą: „tak, to było kiedyś kino, ale ono
umarło… w jego truchło jednak dało się jeszcze wcisnąć ten teatr dla
dzieci... Dla zepchnięcia problemu.
Panie Prezydencie, Szanowni Radni, Przedstawiciele Inwestora,
chcemy być Dumni z tego Miasta, z jego światłych decyzji i wyborów. Wyborów
bez zgniłych kompromisów, szczególnie gdy sprawa dotyczy dzieci. Warto
zbudować teatr na miarę marzeń tak, by każdy z nas idąc do niego z synem,
córką, wnukiem mógł na równi z nimi marzyć, a nie
tłumaczyć ze wstydem,
dlaczego idziemy do tak strasznego miejsca.
I jeszcze jedno, podejmijcie tę decyzję przy otwartej kurtynie. Dla dzieci
warto być odważnym w podejmowaniu decyzji, odważnym i odpowiedzialnym. Dzieci
się nie da oszukać.
Zarząd Stowarzyszenia Czas Przestrzeń Tożsamość
Andrzej Łazowski, Marek Ober, Antoni Sobolewski
Temat: A. Maciarewicz dzielnie stawia czoła
Jak sygnal radia znalazl sie w
niemieckiej przestrzeni powietrznej
Vadim Makarenko (wspolpraca: Anna Rubinowicz, Berlin)
To byl rutynowy lot cwiczebny. Nagle pilot mysliwca Luftwaffe zamiast glosu
kontrolera uslyszal w sluchawkach: "Tu Radio Maryja, katolicki glos w waszych
domach".
Kapitan Hans Bauer szybko zmienil kanal i zapytal kontrolera, o co chodzi. Obaj
slyszeli to samo: pacierz w zupelnie obcym im jezyku.
Dopiero po pewnym czasie Niemcom udalo sie ustalic, ze na ich wojskowej
czestotliwosci nadaje
polska rozglosnia religijna - Radio Maryja z Torunia.
Bundeswehra poprosila o interwencje swoje ministerstwo obrony. Ci skontaktowali
sie z naszym Sztabem Generalnym.
Polscy wojskowi zazadali wyjasnien od Krajowej
Rady Radiofonii i Telewizji.
W ten sposob udalo sie potwierdzic, ze dziwny sygnal na czestotliwosci fal
krotkich 7400 kHz to faktycznie program Radia Maryja. W zdumienie jednak
wszystkich wprawily wyjasnienia stacji ojca Tadeusza Rydzyka - sygnal nadawany
jest nie z
Polski, ale az z Federacji Rosyjskiej. Na podstawie koncesji
tamtejszego ministerstwa lacznosci.
Jak Wolna Europa
Jak ustalila "Gazeta", umowe z Rosjanami torunska rozglosnia podpisala w 1997
r., na rok przed wejsciem
Polski do NATO.
Radio ojca Rydzyka wykorzystuje infrastrukture nadawcza (maszty, system
zasilania itp.), ktora w Rosji zarzadza spolka RTRS (Rossijskaja
Tielewizionnaja i Radiowieszczatielnaja Siet', czyli Rosyjska Siec Telewizyjna
i Radiowa), w calosci nalezaca do resortu lacznosci.
Sygnal Radia Maryja na falach krotkich dociera do Niemiec az z Samaryu i
Krasnodaru na poludniu Rosji, gdzie stoja wykorzystywane przez ojca Rydzyka
nadajniki.
Z rosyjskich tabel
technicznych, do ktorych dotarlismy, wynika, ze RTRS emituje
sygnal w kierunku
Polski. Ale po co wlasciwie torunskiej rozglosni fale
krotkie? Kto poza niemieckimi zolnierzami slucha "Rozmow niedokonczonych" na
tym pasmie?
Ojciec Rydzyk w naszym kraju nie ma koncesji na nadawanie na falach krotkich, w
Polsce Radia Maryja sluchamy na duzo popularniejszych falach UKF. Fale krotkie
wielu z nas jednak pamieta - tak sluchalismy Radia Wolna Europa przed 1989 r.
Skutek uboczny
W dziale
technicznym Radia Maryja nikt nie mogl z nami rozmawiac. - Sezon
urlopowy - wyjasnil kobiecy glos w recepcji. Pracownik rosyjskiej spolki RTRS,
ktory odebral telefon, nie chcial sie przedstawic i odeslal nas do zastepcy
dyrektora generalnego Aleksandra Jelochina. Tamten byl nieuchwytny.
- Wszystko jest zgodne z prawem - oceniaja eksperci KRRiTV, z ktorymi
nieoficjalnie rozmawialismy. -
Polski nadawca, ktory nie mial mozliwosci
nadawania na falach krotkich w
Polsce, dostal taka koncesje w Rosji i nadaje na
Polske. Zanim sygnal Radia Maryja dotrze do
Polski, to po drodze ma wiele
innych krajow. A wiec smialo mozna postawic hipoteze, ze glownym celem Radia
Maryja sa katolicy, ktorzy mieszkaja na Wschod od Bugu. Ewangelizacja
niemieckich wojsk to skutek uboczny.
Sprawa poloficjalna
Nie wiemy, czy pilot Luftwaffe, ktory uslyszal nagle Radio Maryja w kokpicie
mysliwca, nazywal sie Hans Bauer. Nie jestesmy pewni, czy to w ogole byl pilot
mysliwca. Torunska rozglosnia mogla przeszkadzac kapitanowi niemieckiego
krazownika lub zalodze czolgu. Nie mozemy tego ustalic. Tajemnica wojskowa.
Wiemy natomiast, ze na poczatku roku ministerstwo obrony Niemiec zwrocilo sie
do naszego Sztabu Generalnego z prosba o pomoc. Co bylo dalej, nie jest do
konca jasne.
28 lutego Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji dostala takie oficjalne
pismo: "Wojskowe Biuro Zarzadzania Czestotliwosciami otrzymalo monit z komorki
zarzadzania czestotliwosciami Ministerstwa Obrony Narodowej Republiki
Federalnej Niemiec dotyczacy zaklocania
niemieckiej radiokomunikacji wojskowej
przez
polska rozglosnie Radio Maryja na czestotliwosci fal krotkich 7400 kHz.
Prosze Pana Przewodniczacego Juliusza Brauna o ustosunkowanie sie do problemu i
poinformowanie Sztabu Generalnego WP o tej sprawie" - pisal general dywizji
Lech Konopka.
Jednak Joachim Schmidt, rzecznik prasowy ministerstwa obrony Niemiec, twierdzi,
ze sprawa nie jest znana nikomu w ministerstwie. - Jest ona nowa dla wszystkich
wydzialow resortu, utrzymujacych regularne kontakty z
polskim sztabem
generalnym. O niczym nie wie tez niemiecki attache wojskowy w Warszawie.
Krajowa Agencja Radiokomunikacji (NARFA), zajmujaca sie zakloceniami radiowymi,
rowniez nie ma takich informacji - powiedzial nam Joachim Schmidt.
Rzecznik Sztabu Generalnego Wojska
Polskiego Zdzislaw Gnatowski takze nie
chcial zdradzic blizszych szczegolow. Oswiadczyl, ze "strona niemiecka nie
zyczy sobie ujawnienia nazwiska oficera, ktory kontaktowal sie w sprawie Radia
Maryja z
polskim Sztabem Generalnym". Dlaczego? - Byly to towarzyskie
nieoficjalne kontakty telefoniczne i e-mailowe -
tlumaczy Gnatowski i dodaje,
ze Niemcom odpowiedziano rownie nieoficjalnie... "Niech interweniuja w
administracji rosyjskiej".
Temat: Codename:Panzers....
Codename:Panzers....
Sądziłem, że w Niemczech na zawsze wypalono wszelkie znamiona faszyzmu. Nawet
jeśli się tak stało to z pewnością nie zrobiono tego ze zwykłą głupotą.
*Codename: Panzers*, czyli jak Polacy napadli na Niemcy
Kto wywołał II wojnę światową? Zdaniem twórców gry komputerowej "Codename:
Panzers" - Polacy. W grze, która okazała się wielkim hitem na rynku naszych
zachodnich sąsiadów, można znaleźć więcej rażących przekłamań historycznych.
Kto wywołał II wojnę światową? Zdaniem twórców gry komputerowej "Codename:
Panzers" - Polacy. W grze, która okazała się wielkim hitem na rynku naszych
zachodnich sąsiadów, można znaleźć więcej rażących przekłamań historycznych.
W Niemczech, Austrii i Szwajcarii sprzedano już ponad 500 tys. egzemplarzy
tej komputerowej strategii. Kontrowersyjny tytuł lada dzień ukaże się w
Polsce. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że patronat prasowy nad "Codename:
Panzers" objął miesięcznik "Mówią Wieki". Żeby było "ciekawiej", początkowo
planowano jej premierę na 1 września!
Zrobi wiele złego
W angielsko- i niemieckojęzycznej wersji "Codename: Panzers" na początku gry
dostajemy polecenie: "Wywiad Wehrmachtu raportuje, że
polskie jednostki
wojskowe zaatakowały wschodnią granicę Niemiec. Jako właściwą reakcję na
agresją o piątej rano rozpoczynamy kontratak". I zaczyna się
właściwa "zabawa": wcielamy się w postać głównodowodzącego wojskami
niemieckimi (nie ma możliwości dowodzenia wojskami
polskimi). Ruszamy z
kontrnatarciem - zajmujemy pierwsze wsie. W miarę postępów bombardujemy
Warszawę. Za efekty w grze jesteśmy nagradzani medalami. Nasze oddziały
wkraczają do płonącej stolicy
Polski.
- Pierwszy spotkany w grze cywil to "pijana
polska świnia" - opowiada Jacek
Komuda z branżowego, internetowego miesięcznika "Game Star". - Dowódca obrony
Warszawy, którego spotykamy na koniec pierwszego etapu gry, chowa się przed
bohaterskimi niemieckimi żołnierzami jak szczur w piwnicy.
Zdaniem Komudy, z
technicznego punktu widzenia "Codename: Panzers" prezentuje
się znakomicie, ale zawarte w niej treści całkowicie ją dyskwalifikują. - Z
tego powodu oceniliśmy grę na zero - wyjaśnia. - Taka gra może zrobić wiele
złego. Jestem przekonany, że nie jeden młody Niemiec, który w nią zagra,
nabierze przekonania, że to faktycznie Polacy rozpętali II wojnę światową.
Elementy propagandy
Firma, która wyda grę w
Polsce odpiera te zarzuty. - Gra jest zgodna z prawdą
historyczną, choć zdaję sobie sprawę, że właśnie z tego powodu dla
polskiegogracza może być kontrowersyjna. Na początku gry dowodzimy siłami Wehrmachtu i
atakujemy
Polskę - mówi Adam Piesiak z firmy Cenega Poland, która jest
polskim wydawcą gry "Codename: Panzers".
Przyznaje jednak, że oryginalna wersja gry zawiera kontrowersyjne elementy.
Zostaną wycięte z
polskiej wersji. - Przygotowując
polską wersję gry
konsultowaliśmy ją z historykiem. A ten naniósł niewielkie poprawki - dodaje
Piesiak. - W instrukcji, którą dołączymy do gry znajdzie się informacja, że
zawiera elementy hitlerowskiej propagandy.
Oficjalny patronat nad tym kontrowersyjnym tytułem objął magazyn
historyczny "Mówią Wieki". Jednak po nagłośnieniu sprawy jego redakcja
postanowiła się z tego wycofać. - Gdyby redakcja wiedziała o tym ,jakie gra
wzbudzi kontrowersje, na pewno nie zdecydowałaby się na patronat. Nie
znaliśmy ani zagranicznej, ani
polskiej wersji tej gry -
tłumaczy Bogusław
Kubisz, sekretarz redakcji magazynu. - Natomiast każdy gracz musi
odpowiedzieć sobie sam czy chce się bawić w hitlerowskie wojsko, które
atakuje
Polskę.
Bolesne kłamstwa
Oburzenia grą nie kryje Roman Dworak ps. Góral, kapitan Armii Krajowej. - 11
lat spędziłem na Syberii, więc na własnej skórze poznałem historię II wojny
światowej. Takie historyczne kłamstwa są dla mnie wyjątkowo bolesne. Serce
się krajeÉ - mówi Dworak. - Nie wiem czy nie mamy przypadkiem do czynienia z
nowym atakiem hitleryzmu. Taka gra nie powinna być sprzedawana w kraju, który
tak straszliwie ucierpiał w wyniku faszystowskiej agresji.
W
Polsce gra "Codename: Panzers" znajdzie się w sklepach 27 sierpnia. Będzie
kosztowała prawie 100 złotych. Gra została zrobiona przez węgierskich
programistów na zlecenie
niemieckiej firmy.
Adam Pietrzak
a.pietrzak@gazetaolsztynska.pl
Arbeit macht frei
Pomysł wydania "Codename: Panzers" to szczyt żenady, głupoty i kompromitacji.
Znając już bujną wyobraźnię autorów i wydawców, można przypuszczać, że w
drugiej części gry znajdziemy perełki w stylu: ulubione
polskieprzysłowie "Arbeit macht frei", obóz wypoczynkowy Auschwitz-Birkenau i
Polaków tłumiących Powstanie Warszawskie.
Krzysztof Kwiatkowski
Temat: Kalendarium oktobrowe
29 października
302 dzień roku.
Słońce w znaku Skorpiona wzeszło w Olsztynie o 6.32, zajdzie o 16.11. Dzień
potrwa 9 godzin i 39 minut, i będzie krótszy od najdłuższego w roku o 7 godzin i
27 minut.
Imieniny obchodzą: Daria, Wioleta, Jacek i Narcyz.
Urodzeni 29 października są wytrwali i cierpliwi, w czym pomaga im duża ambicja.
Na ogół działają ostrożnie, nigdy nie ryzykując zbyt wiele. Są wrażliwi, lecz
nie okazują swych uczuć. Bywają podejrzliwi i nieufni.
29 października
302 dzień roku.
Słońce w znaku Skorpiona wzeszło w Olsztynie o 6.32, zajdzie o 16.11. Dzień
potrwa 9 godzin i 39 minut, i będzie krótszy od najdłuższego w roku o 7 godzin i
27 minut. Początek czasu zimowego.
Imieniny obchodzą: Daria, Wioleta, Jacek i Narcyz.
Urodzeni 29 października są wytrwali i cierpliwi, w czym pomaga im duża ambicja.
Na ogół działają ostrożnie, nigdy nie ryzykując zbyt wiele. Są wrażliwi, lecz
nie okazują swych uczuć. Bywają podejrzliwi i nieufni.
1831- Druk w języku
polskim wiersza pt. „Oda Piąty Maja”. Z języka włoskiego
przetłumaczył go płk Ludwik Kamiński ze sztabu głównego wojsk
polskich, a
wydrukował, mimo szykan ze strony administracji pruskiej, elbląski drukarz i
księgarz Fryderyk Traugott Hartmann.
1903- W Korolówce pod Tarnopolem urodził się Mieczysław Jastrun (właśc.
Agatstein), poeta, prozaik i eseista. W jego twórczości lirycznej dominuje nurt
refleksyjno-filozoficzny. Autor wielu tomów wierszy (m.in. „Dzieje nieostygłe”,
„Punkty świecące” , zbiorów esejów (m.in. „Wolność wyboru”, „Podróż do Grecji” ,
powieści biograficznych o Mickiewiczu, Słowackim i Kochanowskim, twórca m.in.
antologii „Poezja Młodej
Polski” oraz
tłumacz poezji francuskiej i
niemieckiej(zm. 23.02.1983).
1924- Urodził się Zbigniew Herbert, poeta, autor licznych zbiorów wierszy (m.in.
„Struna światła” , esejów („Barbarzyńca w ogrodzie” i dramatów. Wykładał
współczesną literaturę europejską w California State College w Los Angeles
(zm.1998).
1938- Do
Polski wypędzono z Niemiec około 13 tysięcy Żydów, obywateli
polskich.
1944- Oddziały I Dywizji Pancernej pod dowództwem generała Stanisława Maczka
wkroczyły do Bredy w Holandii, gdzie były entuzjastycznie witane przez mieszkańców.
1945- W USA pojawiły się w sprzedaży długopisy.
1950- W Warszawie i Krakowie reaktywowano działalność Akademii Sztuk Pięknych
(warszawska założona w 1903 roku, a krakowska w 1900).
1956- Prymas
Polski, kardynał Stefan Wyszyński został zwolniony z miejsca
odosobnienia w Komańczy niedaleko Sanoka, gdzie 16 maja 1956 roku napisał m.in.
tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu
Polskiego. Powrócił do Warszawy po
czteroletnim uwięzieniu.
1957- Ukazał się pierwszy numer kwartalnika historycznego „Komunikaty
Mazursko-Warmińskie”.
1990- Zmarła Władysława Dąbrowska, docent olsztyńskiej Akademii
Rolniczo-
Technicznej, współorganizatorka Wydziału Rybackiego ART.
1992- Powołanie przez Radę Miejską portu komunalnego w Elblągu.
1992- Ceremonia poświęcenia gmachu nowo utworzonego Wyższego Seminarium
Duchownego w Ełku oraz pierwsza inauguracja roku akademickiego.
2002- Zmarł Andrzej Bolewski, profesor, jeden z wykładowców aresztowanych przez
Niemców w 1939 roku podczas „Sonderaktion Krakau”, autor kilkudziesięciu książek
z dziedziny mineralogii, m.in. „Encyklopedii surowców mineralnych”.
Temat: Przed wojną nie żyło się lepiej
Pomocnicy rewolucji
Dzieje ruchu komunistycznego przed wojna nie sa doglebnie zbadane. Dotychczasowe publikacje na ten temat to na ogol politgramota, przyodziana w szaty "naukowe", ale czasami mozna w nich znalezc interesujace dane. Ze zrozumialych wzgledow pomijano w nich zestawienia statystyczne, dotyczace spraw narodowosciowych. Skad zatem wzial sie stereotyp "zydokomuny"?
W 1936 r. wladze KPP sporzadzily pisemny raport na temat sytuacji organizacyjnej. Wynika z niego, iz po postulowanych zmianach skladu narodowosciowego i socjalnego we wladzach organizacji komunistycznych, w centralnych wladzach KPP, liczacych 15 osob, bylo 8 Zydow i 7 Polakow. Na 15 sekretarzy komitetow okregowych, 8 bylo pochodzenia zydowskiego, a 7
polskiego. W styczniu 1936 r. na 30 czlonkow i zastepcow czlonkow KC KPP bylo 15 Polakow, 12 Zydow, 2 Ukraincow i 1 Bialorusin, a razem z KC KPZB (ale bez zastepcow czlonkow KC) na 52 osoby bylo 21 Zydow, 17 Polakow, 8 Bialorusinow, 5 Ukraincow i 1 Litwin. W "aktywie centralnym" bylo 53% Zydow, w aparacie wydawnicym 75%, w Miedzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom 90%, a w "aparacie
technicznym" Sekretariatu Krajowego 100% (przy czym "aparat
techniczny" nie oznaczal, wbrew pozorom, funkcji mniej waznych - byli to np. kurierzy do moskiewskiej centrali, lacznicy itp., ktorzy trzymali nici organizacyjne struktur komunistycznych w swych rekach).
Rownie wysoki byl udzial Zydow w strukturach terenowych KPP. W okregu radomskim w 1932 r. bylo ich 37%, w okregu kieleckim ponad 54%. W strukturach mlodziezowych zas bylo ich jeszcze wiecej: w sierpniu 1930 r. w skali calego kraju w Zwiazku Mlodziezy Komunistycznej Polacy stanowili zaledwie 20%, Zydzi 50%, a Bialorusini i Ukraincy 30%. Autor jednej z monografii regionalnych KPP, wydanej w 1994 r. stwierdzil, iz "z uplywem czasu zwiekszal sie udzial mlodziezy zydowskiej w KZMP [Komunistycznym Zwiazku Mlodziezy
Polskiej], w niektorych osrodkach stanowila ona prawie 100%". To oni wlasnie w znacznym stopniu ksztaltowali wojenne oblicze ruchu komunistycznego w kraju podczas okupacji, odbudowywanego na polecenie Stalina od 1942 r. (w postaci tzw.
Polskiej Partii Robotniczej), a takze w Moskwie.
Koncentracja w sluzbach specjalnych
Wg prof. Paczkowskiego aparat bezpieczenstwa byl pierwszym czlonem nowego rezimu, budowanym calkowicie od podstaw. O ile w innych dziedzinach kompartia nastawiona byla poczatkowo raczej na kontrolowanie i dozorowanie przedwojennych fachowcow (w przemysle, szkolnictwie, wojsku, nawet w administracji), brakowalo jej bowiem oddanych czlonkow PPR, ktorymi mozna bylo ich zastapic, to do bezpieki i innych tajnych sluzb kierowano przede wszystkim "swoich". A ktoz mogl byc bardziej za takiego uznany, niz przedwojenny czlonek KPP i jej przybudowek?
Dlatego zatem do bezpieki trafiali przede wszystkim przedwojenni komunisci, w wiekszosci juz przed wojna zawerbowani do wywiadu sowieckiego. Podczas okupacji
niemieckiej przebywali oni w ZSRR, inni zas odgrywali czolowe role w partyzantce komunistycznej: sowieckiej oraz GL-AL.
Podobnie bylo w innej, mniej znanej, ale nie mniej waznej sluzbie, czyli w Informacji Wojskowej. Znawca jej dziejow, Z. Palski podaje, iz: Informacja nie pelnila zadan kontrwywiadowczych - byla instytucja terrorystyczno-policyjna, ktorej zadaniem bylo wymuszenie posluszenstwa sil zbrojnych wobec nowych wladz politycznych. Poczatkowo 100% stanowisk w niej obsadzonych bylo przez oficerow sowieckich. Polakow dopuszczono dopiero pozniej - pierwsi z nich objeli jednak stanowiska wylacznie
tlumaczy i protokolantow. Bylo ich zas az... siedemnastu!
Dopiero w latach pozniejszych miejsca zwalniane przez oficerow sowieckich zajmowali oficerowie w mundurach
polskich. Ale na stanowiska kierownicze wysuwano glownie ludzi pochodzenia zydowskiego. Ten sam autor podaje konkretne przyklady:
szefa Glownego Zarzadu Informacji, plk. Kozuszke, zastapili kolejno plk Jan Rutkowski i plk Stefan Kuhl (obaj pochodzenia zydowskiego); zastepcow szefa GZI, plk Poniedzielnikowa i plk Bycana zastapili plk Anatol Fejgin i plk E. Zadrzynski (obaj pochodzenia zydowskiego); szefa Oddzialu I,k plk. Curanowa zastapil plk Aleksander Kokoszyn (pochodzenia zydowskiego); szefa Oddzialu II, plk Gajewskiego zastapil plk Ignacy Krzemien (pochodzenia zydowskiego); szefa Oddzialu II, pplk Prystupe zastapil plk Jerzy Fonkowicz (pochodzenia zydowskiego); szefa Oddzialu IV, plk Malkowskiego, zastapil plk Wladyslaw Kochan (narodowosci
polskiej); szefa Oddzialu V, plk. Zajasznikowa, zastapil pplk Wincenty Klupinski (pochodzenia zydowskiego).
Kryteria doboru kadr kierowniczych do Informacji Wojskowej byly takie same, jak do bezpieki cywilnej. Nie decydowalo tu bowiem przygotowanie fachowe (na to trzeba przeciez pracowac latami), lecz wylacznie lojalnosc i calkowita dyspozycyjnosc wobec mocodawcow komunistycznych.
Temat: Motywacja: dla tych co lubia prace
Jak to bylo, Niemcy sa dlugodystansowi a Polacy nie tacy wytrwali? To jest dobra
uwaga ale skad sie to bierze i dlaczego jest? Tutaj trzeba siegnac do historii a
wlasciwie prehistorii.
A wiec kiedys, przed tysiacami laty ludzie byli mysliwymi. I wlasciwie
dzisiejszy czlowiek sie od tamtego nie rozni. A wiec jak wygladala praca takiego
mysliwego? Mowie o mezczyznach. A wiec musial sie koncentrowac na upolowaniu
zwierza, wymagalo to wysilku ale jak sie udalo to czlowiek obzeral sie do
niemozliwosci i lezal. Jak juz zjadl co sie do jedzenia nadawalo zabieral sie za
nastepne polowanie. Czyli pracowali dokladnie zrywami. Praca przeplatala sie z
obijaniem gruch. Kiedys potem zaczal czlowiek uprawiac role. Tutaj juz musial w
pewnych okresach dluzej pracowac jak przy oraniu, zasiewach i zniwach. Do tego
hodowala zwierzat ktorymi musial sie zajmowac na bierzaco. Ale i rolnik pracowal
zrywami. Nie tak ja mysliwy ale tez bo mial spietrzenia robot a potem mniej.
Taki czlowiek mogl juz sie wdrazac do stalej pracy. Takiej "
niemieckiej". A jak
jeszcze kraj byl dobrze zorganizowany to wtedy kiedy mogl rolnik gruchy troche
obijac to jego pan bral go do prac przy budowie zamku, drog itp.
Ale w 18w przyszla rewolucja przemyslowa. Najpierw w Anglii niedlugo potem w
zach. Europie. We wschodniej niewiele. Manufaktury a potem fabryki wymagaly od
robotnikow juz pracy nie zrywami co jeszcze u rolnikow troche bylo a ciaglej,
codziennej i wytezonej. W jakims muzeum w USA stoi maszyna z poczatku 20w gdzie
robotnik musial naciaskac jakies dzwignie aby wykonac jakas prace. Ta maszyna
miala zamontowany dzwonek ktory dzwonil jak te dzwignie byly poruszane. Dzieki
temu majster "na ucho" mogl stwierdzic czy robotnik szybko pracuje. W hali stalo
wiele takich maszyn i byl niezly jazgot tych dzwonkow. Wedlug dzisiejszego BiHP
musialaby byc zamknieta ta fabryka. Te prace ci robotnicy wykonywali dlatego ze
inaczej czekalaby ich smierc glodowa. Pare pokolen na zach. Europy bylo tak
wychowanych i weszlo to w krew ze jak sie jest w pracy trzeba pracowac. To nie
jest cecha niemiecka a cecha zachodnich krajow uprzemyslowionych. Takie zacofane
kraje jak
Polska nie mialy wielkiego przemyslu i dlatego ta kultura wbita grozba
zdechniecia z glodu sie nie rozprzestrzenila. Tez te cechy
mysliwego/rolnika/robotnika
tlumacza np. dlaczego w USA nie udalo sie Indian
(mowie o Siuxa itp K. Maya) zagonic jako niewolnikow do pracy na roli. Ci
Indianie byli mysliwymi i takie przestawienie bylo dla nich za trudne. Dlatego
sprowadzano Murzynow z Afryki bo ono byli u siebie rolnikami czyli juz
przyzwyczajeni byli do bardziej rownomiernej pracy.
Oczywiscie nie znaczy to ze zach. Europejczyk (tez USA Amerykanin) jak mu sie
przytrafia warunki nie bedzie obijal gruch w pracy. Dzieki kapiatalizmowi gdzie
przelozeni sa zainteresowani w wyduszeniu wiekszej wydajnosci czyli solidnej
pracy nie zrywami a dlugodystansowo ta nabyty od pokolen kultura pracy sie
utrzymuje.
Gdzie na Zachodzie mozna znalezc psucie sie kultury pracy? Ano w panstwowych
pracach. Urzedy i drogi PF uczelnie. One sa takie jak bylo w komunie. W koncu
praca panstwowa jest wyroznikiem komuny. Ja pracuje w prywatnym przemysle i
tutaj trzeba pracowac bo inaczej nas konkurencja zje. Ta grozba niewiele sie
rozni od tej sprzed pokolen czyli zdechniecia pod plotem.
Ja osobiscie nie chcialbym pracowac na uczelni. Np. moja corka konczaca medycyne
robi prace doktorska na uczelni i to co mi opowiada jest dokladnie to jak bylo w
komunie. Obijanie gruch, udawanie pracy, pisanie byle jakich publikacji
wlaczajac oszustwa i kariery poprzez znajomosci. W prywatnym przemysle
"sprawiedliwosc" kariery jest bardziej w moich rekach. I moja cora mimo
propozycji pracy naukowej do ktorej ja profesor namawial nie ma zamiaru w tym
bagienku wojowac. I ja ja doskonale rozumiem.
Bez opowiadania mojej corki wiedzialem ze na uczelniach na Zachodzie musi byc
tak jak wyzej opisalem. Bo byt ksztaltuje swiadomosc.
Tez ta powyzsza teoria
tlumaczy dlaczego taka Japonia sie tak szybko
unowoczesnila. Tam byly feudalne struktury na niskim poziomie
technicznym ale
ludzie byli gonieni przez swoich panow do pracy. Solidnej. I mentalnosc juz byla
niezla. Dlatego tylko wyksztalcenie
techniczne i zaraz powstal nowoczesny kraj.
W krajach gdzie nie bylo takiej dyscypliny jak wschodnia Europa trwa to dluze.
Tez komuna ta postalinowska nie gonila ludzi pod grozba smierci glodowej do
pracy i nie ma tego morale pracy jak na Zachodzie. Chociaz za Stalina bylo duzo
efektywniej. Ale wtedy taki co sie spoznial do pracy jechal do kopalni wegla na
Syberie. Cos w rodzaju kapitalistycznej grozby zdechniecia pod plotem dla
obijboka. Za Hitlera byla grozba Ostfront. Zalozyciel firmy gdzie pracuje, jako
mlody czlowiek byl konstruktorem w czasie 2WS i twierdzil ze metoda Ostfront
byla lepsza jak to co mial jako kapitalista do dyspozycji.
Ta teoria powyzej opisana jest nie wyczytana gdzies a przeze mnie a na podstawie
moich wlasnych analiz wymyslona dlatego jest jak najbardziej prawdziwa.
Pozdrowienia
Strona
1 z
2 • Wyszukiwarka znalazła 56 postów •
1,
2